Archiwa

Ofiarowanie

Oto krew moja, oto ciało moje,
a to lista grzechów spisana zmarszczkami.
Nędzne grafitti na murach świątyni
z aspiracjami do stania się freskiem.

Nie z drzewa dobrego i złego,
ale z zatrutego ten owoc zerwany –
ugryzłem i teraz mi smutniej
nad smutnościami.

Oddaję więc siebie nie prosząc o więcej.
Za całe dziś mając garść bólu w podzięce,
dokładnie tyle ile wyżebrałem,
ile zaprzepaściłem, skłamałem, ukradłem,
ile zmarnowałem okazji, nadziei,
ile straciłem szans, ile słów złamałem
i ile łez z oczu twoich beztrosko przelałem.

Oto jestem, a to ciało moje,
a to krew moja – moją winą skażona

Moja larwa

Znam imię larwy, która się wygrzewa
w ciepłym kokonie mojego ciała.
Zdarza mi się myśleć o niej
z czułością.

Dojrzewa cierpliwie. Ostatnio
czuję jak się porusza.

Któregoś dnia wydostanie się ze mnie.
Rozwinie skrzydła i zanim odfrunie
będzie tym, czym nigdy się nie stałem.

Ciasteczko księżycowe

Kiedy coś uparcie gaśnie –
zaufaj iskierce nadziei.

Składam się z bólu, którym mnie owinięto.
W środku jestem tak jakby człowiek.
Zapisany czyjąś ręką kawałek istnienia.
Nic do czytania i za mało
żeby podpalić ten świat.

Co powiesz?

To nie Termopile i nie trzystu mężów
na wieczność jak skała,
w kamieniu na wieki,
lecz zwykły ja z piasku
i z kurzu, i z puchu,
jeden nad jednymi
jak księżyc nad światem.

Odchodzi mój cień powoli po skale,
idzie przez ulicę, po murze i dalej.
I niknie na słońcu, płowieje i blednie,
topi się jak masło, jak kropla w kałuży.

Przechodniu, nic nie wiesz.
Przechodniu, nic nie wiesz.

Trupia główka

Świeca, która krąży dookoła ćmy
oświetla zawsze tylko fragment.

Z rzucanych cieni i nikłych konturów
wysnuwam dość niepewne wnioski:
oto czułek, a to zarys skrzydła,
to trochę jaśniejsze zaś, jakby
chciało się przyznać do bycia

w niebycie.

Pejzaż zmierzchu

Zapominanie jest chyba najlepsze w bajzlu na strychu.
Wśród wszystkich gratów, ramoli, manekinów z teatru,
cieni w korytarzach i w kurzu serfującym na widzialnej fali.
Zapominanie, a może zapomnienie? Gdybyśmy wiedzieli…
na przykład co zakorzeniło się przez lata w kartonie
z naklejkami kieliszków, z napisem „nie rzucać”
i z drugim: „ostrożnie!”? Cóż tak ważnego, kruchego zarazem
było godnym uwagi jak skamieliny, odciśnięty w wapieniu
jakiś syn człowieczy w ramionach jego matki,
choć jakby nie ludzkiej, ponadczasowi w pozie,
uśpieni w szkieletach? Oni, czy może zapisane
w listach, niczym w gwiazdach, połączenie na wieczność,
rozstanie na chwilę?

Bo przecież nie bezsenność, sztywność stawów,
ból kości, wiotkość mięśni, samotność, nietrzymanie
moczu, szklanki w drżącej ręce, ciemności za oknem,
czekania i w końcu – powolnego niknięcia.

Zapominanie jest najlepszym co mogło mnie spotkać.
Za wszystko inne, tak myślę, ktoś powinien beknąć.

Rozczarowanie

Wszystko było zaplanowane: nawet kwiaty w ogrodzie
rosły według planu i zaplanowany kot wygrzewał się
w słońcu, które według tego, co ustalone, ogrzewały
zaplanowane godziny popołudniowej sjesty.

W sukni wymarzonej stała się żoną męża, który
według planów miał osiągnąć sukces na miarę sukcesji;
ściany domu były pałacowe, a okna strzeliste
jak w katedrze, w pokoju, po obu stronach kominka,
dwa portrety zaplanowanych dzieci –
w prawie identycznych bluzeczkach,
z prawie identycznym uśmiechem,
radosnym ognikiem w prawie błękitnych oczach.

Wszystko było zaplanowane poza tym,
że czasami nic nie idzie według planu
już na etapie gamet.

Rutyna

Wszystkie te małe, codzienne śmierci
są takie bezużyteczne, że aż niewłaściwe się staje
ich odnotowywanie.
A jednak z kronikarskiego obowiązku
i niejako z zamiłowania do różnych podsumowań
odnotowuję.

Ponieważ odnotowuję na marginesie
spraw naprawdę ważnych – trzeba wyrzucić śmieci,
nim zaczną śmierdzieć
– to na imiona i nazwiska
nie ma miejsca, nie mówiąc o twarzach
i osobistych historiach stojących za statystykami.

Potem wyłączam telewizor, zabieram psa
na ostatni spacer, wyrzucam te śmieci,
patrzę w gwiazdy, a pies
obwąchuje jak co dzień ten sam kamień.

Demiurg

Nie podchodzę do okna, nie poruszam firanką.
Nie zapalam światła, ani papierosa.
Staję w bezpiecznej odległości w moim bezpiecznym pokoju
i obserwuję.

A wy widzicie jedynie moje psy,
które na was spuściłem.
Strzegą mojej strony ulicy,
szczerzą kły.

Wasze są piosenki, wasze są okrzyki.
Wasze transparenty są transparentne.

Okna są dźwiękoszczelne.
Oglądam niemy film.
Jakby to było kiedyś, nie teraz.
I takie szlachetnie czarno-białe.
I takie komiczne, myślę sobie,
takie trochę nierealne.

Utoczę wam trochę koloru.

Niedobór

Lata składają się z niedoborów.
Najpierw brakuje lat do dorosłości,
potem brakuje czasu.
Wkrótce braknie i mnie.

Taki mały niedobór nie zmieni niczego
w ogólnym postrzeganiu rzeczywistości.
Co innego, gdyby zniknęło słońce.
Albo miłość.