Archiwa

Wybrane

  • Skrajność

    Ból, cierpienie, pewność i nieuchronność śmierci - w katalogu nie ma piękniejszych powodów. Dlaczego nie popełnisz samobójstwa? Zamiast dreptać w miejscu ten jeden krok rozsądku wystarczy za całą podróż. A może najmniejsza z wymówek jest najistotniejszym argumentem?
  • Pętla

    Biegliście tak wspaniale! Wytrwale przemierzyliście całe wieki ścieżki. Biegliście boso, biegliście w sandałach, biegliście z łańcuchami, potem znowu wolni stawialiście lotne stopy na piasku, na skale. Powołani do wolności, dalej i dalej, waszym celem był bieg, nic więcej.
  • Dwie wyobraźnie

    Ogromną rolę w rozwijaniu wyobraźni odgrywają zabawki. W czasach połowy ubiegłego wieku, gdy przydarzyło mi się nieszczęście ze swoimi narodzinami, otoczenie było szarobure i zgrzebne. Ciężko to pojąć obecnym dzieciakom, ale w tych koszmarnych czasach nie istniały komórki, gry kompu
  • Zmiana stanu skupienia

    Nie dlatego, że przeciekło między palcami, było to życie jak woda. Wdarło się szczelinami, wąskimi strużkami i rwącym strumieniem, potokiem w tę dolinę gdzie mnie podrzucono. Było jak woda, może było wodą? I pod kamieniem, spod kamienia, kamień toczyło nie wiedziawszy po c
  • Skorupka między zębami

    Wyobraziłem sobie kurę, niosącą jajka na kopy. Co zrobić z taką ilością jajek? Przez pierwszy tydzień może i jest fajnie. Jajka na twardo, na miękko, w koszulkach, jajecznica, omlet, biszkopt, kogel mogel, i znowu omlet, i znowu jajka. Białe jak chmury, żółte jak słońce. Ż
  • Non est me ridere

    Nie rozśmieszaj mnie, boże, mówiąc, że masz plan na moje życie. Nie po to dałeś mi wolę, abym teraz miał zrezygnować. Bo moje życie jest w moich rękach. Niestety.
  • Poruszone krawędzie

    Droga od Skierniewic, zmierzch, szary śnieg na polach zlewa się z ołowianym niebem. Początek stycznia, kurczy się kolor i metal, w mroczny sen. W radio Grabaż śpiewa o złej miłości, coś o chorobie, o napięciu. W światłach samochodu na asfalcie... Horyzont oddziela od chmur pos
  • Los nie los

    Ci których spisano i ci z brązu odlani, i ci w kamień zamknięci, i święci - nie umierają. I może jeszcze poeci, lecz to wyjątkowo rzadkie przypadki i dowód na życie po życiu. Ja natomiast swój los kupiłem w osiedlowym sklepiku. Razem z wiejską kiełbasą i bułką paryską
  • Chinese box

    Wszystko, czego mógłbym chcieć mieściło się w ostatniej, najmniejszej skrzynce. Tak obiecywały mi wszystkie inne, które otwierałem. Otwierałem jedną po drugiej, a każda była zachętą, następną obietnicą. Pierwsza, kiedy byłem dzieckiem, nieopisanym ogromem pochłaniała ca
  • Intoxicated Man

    W kilka sekund po tym, jak się urodził, jak nabrał w płuca powietrza i rozdarł je na dwa krótkie wersy - wiadomo było że będzie poetą - na siebie rozdarł i siostrę. Ten krzyk razem z tym drugim krzykiem były takie do rymu. Zabrzmiały jak kościelne dzwony, jak jakiś cholerny
  • Leżał na barłogu..

    ...i oczekiwał ciosu, lecz noc zbliżała się przeświadczeniem, że niebezpieczeństwo zmienia proporcje strachu. Wzdrygnął się. Od nieruchomej tafli wolności do pierwszego zarysu cierpienia, krata była wskazówką, ostrzeżeniem. Zasiekane żelazem okno wyznaczało mu prostokątny fragment
  • Spiro

    Czemu nie wyobrazić sobie olbrzymiej macicy, w której dojrzewają galaktyki? Rozszerzają się przestrzenie, napełniają światłem. Gdzieś tam, przylega do błony pierwotny byt, ożywiony i czerpiący z matki. Cykl jest powtarzalny: krew z krwi, tkanka z tkanki. Umieranie, odradzanie,
  • Pospadały moje łzy

    z cyklu "Kreolskie pieśni" Pospadały moje łzy na lustro wody rozbiły fale rozpuściły swoje tony Gorzką nutą zaśpiewało morze Mewa złodziejka zabrała smutek z mych oczu Więc jak mam tęsknić Za tobą
  • Nie do opisania

    Od nieba mam oczy, od ziemi przyszłość. Wiatr jest moją ucieczką, ogień to nicość. Przychodzą do mnie złodzieje snów. Co było ukryte staje się hałaśliwe. Tylko dwoje oczu, przez które można zobaczyć, jak przez lornetkę, odległe pejzaże - są ścieżki wąskie i kręte,
  • Zataczanie kręgu

    Gdzie ta cała mądrość, wiedza życiowa? Brud za paznokciem, poranny oddech. Wszystkiego brak, lecz brak wszystkiego, to nic w porównaniu ze wszystkim wszystkiego utraconym, lub brakiem braków. Wyhoduję cień na ścianie po twoim odejściu, będę uprawiał twój zapach i ślad na dyw
  • Łańcuchy

    Tutaj byłeś przez chwilę, od której dla mnie wszystko się zaczęło. Chwila wywołała ciąg zdarzeń, bez ostatniego ogniwa. Chwilowość kolejnych chwil. Dokąd poszedłeś? Bo przecież gdzieś poszedłeś. Czy jesteś tam, gdzie rozkuwa się łańcuchy? Czy kowal był wystarczając
  • Opowiadanie pyszałka

    Wyobrażam sobie, że napisałem opowiadanie i choć można się z tego uśmiać, zostało wydrukowane. Zakładam, że ktoś je przeczytał. Zachęcony, biorę się za kolejne, tym razem świadomie, wierząc w potrzebę jego napisania, no i w to, że pokrzepi  mnie na znaczeniu. Jednak następne te
  • Ślepy pies. Rozważania

    Nawet koniec roku ma dwa końce. Był jak pies na kość wygrzebaną z trawy, lub jak kość wygrzebany przez ślepego psa. Więc jak kość, która wyrosła, pełna soczystego miąższu. Niedaleko pada kość od kośćca, a tym, co za młodu nasiąknie, tym na starość... Kość z kości
  • Grawitacja

    Kiedy mówię ból, prawdopodobnie myślisz - ból. Kiedy mówię szczęście, prawdopodobnie myślisz - szczęście. Kiedy mówię ja, pradopodobnie myślisz - ja. Kiedy nic nie mówię, zastanawiasz się - dlaczego. Kiedy pytasz dlaczego, milczę. Kiedy mówisz ja, myślę ty. Kiedy mów
  • Wirus

    [caption id="" align="alignright" width="340" caption="Zdzisław Beksiński (1976)"][/caption] Zerojedynkowa Arka, nie większa niż kieszonkowe wydanie Pisma, mieści wszystko, co będzie potrzebne. Genomy spakowane w archiwa, mapy, schematy, wzory. Może jeszcze kilka książek, katalog d
  • Dorastanie błyskawiczne, instant

    Coś zabiło piosenkę w połowie refrenu. Nie wiem, czy respirator przestał tłoczyć tlen w płuca śpiewaka, bo go zabrakło, czy zabrakło prądu. Myślimy, że mamy czas, ale to myślenie nie jest pojęciem względnym. W przeciwieństwie do czasu: on płata dziwne figle - w seku
  • Niemożliwe

    W tym bezprzyszłościowym marzeniu jesteśmy nieśmiertelni. Czas można zatrzymać, cofnąć, przyspieszyć. Możemy manipulować materią, ożywiać, wskrzeszać. Drzewa są zawsze zielone, owoce soczyste, a niebo jest teraźniejszością. Ale tu i teraz mamy jedynie marzenie bez pokr
  • Trzej królowie (tuż po zachodzie słońca)

    - Są nieba? - Wielkie nieba, nie! Jest tylko ich potrzeba. Jak łaknienie, głód, pragnienie, gdy brak, kiedy nie ma na co sobie zasłużyliśmy. Jemy piasek, pijemy słoną wodę. Żyjemy w fatamorganie. Już czas w drogę. Słońce zaszło, a gwiazda niech nas prowadzi z
  • Refleksy

    To się dzieje na moich oczach. Nie z tego światła rzeczy. Ci, którzy odeszli, teraz tworzą szpaler. Środkiem idzie całe jego życie. Zatrzymuje się na chwilę, uważnie obserwuje zatroskane twarze. Refleksy rozkładają się po równo na teraz i nigdy. On jak kamyk puszczony płasko po
  • Twoje wyspy szczęśliwe

    z cyklu "Kreolskie pieśni" Twoje wyspy szczęśliwe odległe lecz takie bliskie na środku ukrytych myśli zasnute mgłą o świcie Twoje wyspy szczęśliwe to dwa pagórki tętniące miłością w dotyku cierpliwych dłoni spojrzeniu ciepłych oczu To ocean marzeń o kielichu otwarty
  • To nie jest dobry pomysł

    Trup w naszej szafie daje o sobie znać. Od czasu do czasu psuje powietrze, niby niepostrzeżenie porusza drzwiami. Kiedy się ochładza, sama sięgasz po niego i zapraszasz do stołu, na kanapę, do sypialni. Nie robi się od tego cieplej, ani milej. Najlepiej pozbyć się szafy, ale z p
  • List do...

    Drogi Dżihadysto, Nie zabijemy wszystkich Twoich braci, kobiet i dzieci. I ty nie zabijesz wszystkich nas. Możemy ciągnąć tę grę odbierając sobie poczucie bezpieczeństwa i godności, możemy żywić się nadzieją zwycięstwa, chwały, możemy wzajemnie się oskarżać. Możemy zami
  • Przemykają zdarzenia

    z cyklu "Wiersze niczyje" Przemykają zdarzenia przemijają chwile bez cierpienia i radości odchodzę w sen chłodna na miłość zasypiam Poranek witam cieniem dawnych myśli Pełzają złudzenia pod butem obojętnego czasu
  • Refleksja

    - Nie można umieć na 100%. Człowiek pobieżny, uważający się za erudycyjnego macho, popełnia śmiertelny grzech pychy, ma skażone, toksyczne, ograniczone pole manewru, dysponuje chybotliwym zestawem argumentów, które są w zasadzie słuszne, niejako właściwe i ogólnie wyznawane, dop
  • Naiwność

    Kiedy zawalą się słowa, runą i opadnie kurz znaczeń, znowu zobaczymy błękit i obłęd obłoków. Będzie inaczej. Potem schowamy się w jaskiniach. Namalujemy pierwsze obrazy. Rozpalimy ogień. Będziemy znów bliscy sobie, nadzy. Nauczymy się mówić prawdy proste bez skrępowania,
  • Bez tytułu

    Przyszło mi umrzeć, bo los tak chciał. Los, który we własne ręce. Sprawy są dziś ulotne. Gaz, płomień co zgasł - księżyc w nowiu, nic więcej. Złego się nie ulęknę, nie klęknę, nie jęknę. Nadszedł czas. Miało być tak pięknie i jest. Taki ciepły ten wieczór.
  • Sophiesticated

    Butelko! Gdybyś ty miała szyjkę maciczną, giętką - o ile przyjemniej byłoby brać cię, przyjaciółko, za kochankę. Oszałamiasz bogatym wnętrzem, krew twoja, to krew moja. Przy stole zachowujesz się statecznie, dostojnie, dostrajasz się do mnie jak fale radiowe do odbiornika.
  • Z ŻYCIA WYŻSZYCH SFER

      Za górami, ale i za lasami, żył sobie smok wielce potężny. Tak wielce, że za wyjątkiem królewicza Zagryzka wszyscy się go lękali. Królewicz był zupełnie zadowolony z tego, że smok pożywia się jagódkami, a nie jego poddanymi i nie pragnie niczego więcej, aniżeli być smok
  • Prawie

    Nie każdy może być: kierowcą Formuły 1, pilotem myśliwca, myśliwym, myślicielem, mścicielem niewinnych i zagubionych, kapłanem, opiekunem zbłąkanych i porzuconych, członkiem zaszczytnej Akademii, klubu elitarnego, lub innego grona, sekty, kościoła, słusznej politycznej frakcji
  • Nawet nie rapsodia

    Zatem wychodząc z założenia - z ciała - powiadasz, można się oddalać dowolnie, lecieć, spadać bez konsekwencji? Dotknąć bruku, obłoków, albo kwintesencji? Pójść na plażę i czytać niezatarte znaki, wejść między słoje drzewa, między warstwy skały, cofnąć się do hier
  • Śnieżna noc

    taka ciepła biała nie mów nic słuchaj stanął czas anioł skrzydłem mrok rozświetlił z nieba miłość prószy białymi płatkami śmiejmy się kochajmy śpiewajmy kolęda kolęda pod niebem rozgwieżdżonym
  • Las-nielas

    Stoją ludzie, stoją jak las. I w głowach im szumi, i szumi im w głowach czas. A między nimi, kto zrozumie, szumią jak trawa jakieś słowa. Jak mowa trawa szumi w tłumie, w lesie-nielesie, słowa-niesłowa. Przychodzi taki czas w tym lesie Że wieje ogień, płonie wiatr Od traw pr
  • Zapowiedziano, że wszystko się zmieni

    [caption id="" align="alignleft" width="340" caption="CISZA - wystawa fotografii Beaty Mendrek-Mikulskiej"][/caption] Już to znasz i nie jest ci dziwnym, że ulice są puste, a powietrze gęste od mgły. Nie jest spokojniej, chociaż cisza ma w mieście coś z nirwany. Tym razem się nie śni
  • Apospasma tou theu

    Ubywa ciebie. Niezauważalnie nikniesz. Transgresja jest ledwie namacalna, ale jest. U waży mniej niż O. Ciało więcej, niż ciału. Wkrótce przestaniesz oddychać i się dopełni. Ubędzie cię tyle, ile trzeba - nie więcej. I to będzie Ono. Cała droga, to  d r o g a. Wije si
  • P o n i e d z i a ł e k

    P o n i e d z i a ł e k I M P U L S ,  by zobaczyć, co zmieniło się w mieście, zaskoczył go. Dawno już niczego nie pragnął i do niczego nie dążył; obrzydło mu rozumienie ludzi, którzy nie odpłacali mu tym samym, którzy nie odwzajemniali mu się bodaj minimalną próbą wniknięci
  • Północne wejście

    W całym Knossos nie było młodzieńca, który nie spoglądałby tęsknie na najwyższy taras na godzinę przed zachodem słońca. O tej właśnie porze z wyjścia otoczonego błękitną mozaiką przedstawiającą pełne radości delfiny w złotej aurze pojawiała się Ariadna. Łaska bogów dała
  • Zmęczenie

    Zwłaszcza mięśnie twarzy mogą boleć od bycia szczęśliwym, choć lustro ma w poważaniu te wszystkie grymasy. Co innego ludzie, którym trzeba role odgrywać z natężeniem godnym lepszej sprawy. Czasem krzyczeć do ostatnich rzędów, w których zasiada nieciekawa sztuki banda dzieci
  • Dorosłość

    Uciekasz, robaczku, w to zatrute jabłko. A czy źle ci tu było na haftowanym obrusie? Haftowanym w kwiaty, motyle i trzmiele, obdarzonym uczuciem, serdecznością, troską? Z każdym swoim ruchem co raz głębiej wnikasz w pleśniejące trzewia, w kwaśno-winną pełnię. Zagubiona w sob
  • Idąca ulicą. Wątpliwość

      Coś kręcisz, panno, bujasz. Za tobą, panno, ciągnie się welon spojrzeń. W twoim chodzie jest jednak jakieś oszustwo: idziesz tak lekko unoszona pustką? Biodra i tyłek, wypięty biust, włos rozrzucony, grymas ust - a wszystko przepasane zapachem szałwii, troszeczkę mdli,
  • Najlepszego Darku :)

    Na urodziny - niech Ci się wiedzie :)
  • Finitium

    Wyobrażam sobie, że ból ma ciało i ten rodzaj autonomii, który jest dany jedynie szczęściu. Zamiast wylegiwać się na łące, na plaży, przy basenie, leżeć na ciepłej, albo chłodnej ziemi - on tańczy. Wiruje, wyrzuca ramiona do góry, na bok, wierzga nogami. Dla postronnego obse
  • Rozwiewa wiatr

    Wiatr rozwiewa ciszę rozpędzone myśli rozszalałe namiętności zostały w morzu letnich barw Pozmiatane szeptem nocy gwiazdy zasnęły w kąciku nieba Zamglone oczy księżyca wypatrzyły drogę do miłości Pójdziemy do świtu mleczną drogą w ramionach nocy gdy ciepły wiatr rozw
  • Pardes

    Leży czaszka, leży kość, leży idea człowieka. Pod murami nieba, za zamkniętą bramą, tuż obok. Mówią, że nikt tutaj na niego nie czekał, nie dla niego był obłok, nie dla niego rzeka Ganges. Wprawdzie żył całe życie obietnicą, wprawdzie całe życie żył nadzieją i such
  • Spirala

    Nakręcam spiralę. Dzień za dniem.  Cofanie czasu napotyka na białe plamy.  Co się wydarzyło tego dnia, kiedy przedwojenny fryzjer  targał włosy małemu chłopcu przedwojennymi nożyczkami,  podgalał czteroletni kark przedwojenną brzytwą,  używał potem przedwojennej wody kolo
  • Trzeba było urodzić się bandytą

    Żyję prawie. Nikomu nie wchodzę z butami za skórę. Przechodzę na drugą stronę, kiedy się da ustępuję, kiedy robi się zbyt ciasno, wtapiam się w ścianę. Nie potrzebuję zbyt wiele miejsca, więc nie jest to kłopotliwe. Nad wyraz rzadko zatruwam powietrze, najczęściej bywam nieo
  • Cicho, już

    Sen się kończy, czas zasnąć. Zaczyna się zima, zamarzają słowa. Wkrótce całe ich sople zwisać będą u ust, których nikomu ogrzać już nie pozwolę. Dotyk, nie-dotyk, pieszczota, nie-pieszczota. Miało przecież tak być jak jest - nierealnie. Na ścianie jeszcze wczoraj malow
  • ACTA

    Tora! Tora! Tora! Pozamykać wszystkie fora! Megaupload, megazłodziej - tak powiedział ksiądz dobrodziej. W internecie zamiast fejsów będzie przybywało pejsów. Z anonimem lecąc w ślinę wnet zamienisz się w padlinę. To pisałem słowem szczerym, teraz idźcie do cholery!
  • Skomlidusza

    Kiedy nie mam ochoty na bagienne rozmyślania zabieram się za nie właśnie Wtedy wychodzą mi najlepiej wtedy moje rzewne wspomnienia są jak najbardziej wyraziste wtedy otwieram okno  z chłodną ciemnością i wyobraźnię na pół pełny max rozsiadam się do strojenia głębinowych mi
  • Przedwiośnia

    Idą sierpnie w burzliwe lata, w wichry i sztormy szkieletów. W puste dziury po oczach, które widziały przełomy epok, w piszczele, w rozsypane kręgi, w popioły i w milczenie, idą sierpnie krzykiem i złą wróżbą ciszy. Nie ułożą się szkiełka, przez które rozbłysła nasza w
  • Wariat śpiewa

    Wzór to wzór. Stosuj się stosuj. Masz być okrągły i będziesz okrągły. Masz, mieć wykładnię swego losu i będziesz miał bo to tryb ciągły. I spełniasz funkcję i będziesz w silni i sam od siebie się uniewinnisz. A pod oknem jakiś wariat śpiewa pieśń nad pieśniami. Że
  • Out

    Kolejne miasto, to samo miasto obcych. Powinienem się czuć tu dobrze. Dobrze. Połykają mnie ulice, hotel, winda. Coś jest do zrobienia i nic do przeżycia. Wypluwa mnie czas poza tę chwilę, którą nazwali Nowy Jork, Paryż, Madryt, lub Płock. Powinienem się czuć tu dobrze; pr
  • Komuś innemu

    Stare fotografie, jeszcze w wersji papierowej, jedną po drugiej trawi ogień. Trawi w popiele powidok. Zręczny ten artysta i jaki poręczny! Wystarczy iskra. W chwilę pozbawia mnie artefaktów wydarzeń, co do których lepiej by było, żeby zdarzyły się komuś innemu. Kto wie, mo
  • Interpunkcja

    Przecinek Coś się znowu wydarzy, ale teraz jest chwilowa przerwa. Jak w tivi na reklamę. Reklama jest jak zwykle o niczym, emanuje tym i tamtym, a ty chcesz rozmawiać. Średnik Coś na chwilę zawisło, zadrgało, coś się na chwilę zamysło, zachłysło, jak dziura w skarp
  • Empatia

    Oddaliśmy w niewolę nasz stoicki spokój, nieleczony rozsądek ma się co raz gorzej. Wciąż uogólniamy co tylko możliwe: małe nieszczęścia, nieduże tragedie. A kiedy przychodzi koniec świata - bo to zawsze jest koniec świata - potrafimy mimo wszystko tak pięknie współczuć.
  • Nasza miłość z cyklu ,, Rozwiewa wiatr ''

    Nasza miłość nieskalana czysta ognisty żywioł spieczona słońcem połonina bieszczadzkich bezkresów Rzucasz pochodnię na moje serce Rozkwitam pod dotykiem twoich dłoni i kurczę się w embrionalny kształt lichego szczęścia
  • List znaleziony na plaży

    Miał jakiś dziwny kontakt ze śmiercią. Poetycki, liryczny? Nie wiem. Myslę, że Śmierć wpisała się także w moje życie. Jego Śmierć. Nauczył mnie patrzeć na słońce smutnymi oczami. Za to niech będzie przeklęty. I za to co zrobił. I za spustoszenie, jakiego dokonał w moim siedemn
  • Przekładaniec

      Mam w swojej bibliotece utwory pisane krwią, farbowane wzruszeniem, niedosytem, tchnące prawdą dzieł nacechowanych cynizmem,  znaleźć też wśród nich można książki nudne i zawiłe, jakieś odstręczające i limfatyczne cegły upstrzone drętwym, dworskim stylem topornego prop
  • Lustra

    Butelki mają szczęście, mają swoje skupy. Można je użyć raz i na nich zarobić. Napełnić tym i owym, albo tamtym i owantym. Prawda - nie można im zmienić koloru, czy kształtu, ale zawartość to już do oporu. Człowiek może mieć metrpięćdziesiąt, albo prawie dwa, cierpi
  • PODRÓŻOWAŁEM

    Podróżowałem na południe i na zachód. Życie okazało się snem, bo noc była tak samo mozolna, jak dzień. W miastach oddawano hołd Mammonowi, a góry i doliny umierały pod wielkim oddechem cywilizacji. Ciągle rozpoczynano wojny o nowe ideały albo przegniłe obyczaje. O nowe gr
  • Wojny

    Popatrz jak się napręża, jak siłuje się mężnie armia zaciężna niepewnych nadziei. Najlepszych z pokolenia zabierało szaleństwo. Najlepsze szaleństwa dziś są jak bluźnierstwo. Pozostał z chwały głód, pragnienie i wysuszony szkielet, i jeden może cud. [display_podcast]
  • Zapalenie duszy

    Ciszej i ciemniej. Wciąż i wciąż. Rzeczy obędą się beze mnie. Krzyczy w środku, tak, żeby nie bolało, a boli. Zaciskam powieki. Tak już zostaną jak legły, w bezsilnej chwili rzucone kamienie, tak między nimi wystrzelą osty i pokrzywy. W powietrzu jest jakiś brak powietrza i
  • Kreolskie pieśni

    Kreolską pieśnią mnie witaj śpiewem fal o świcie krzykiem srebrzystej mewy na nieba błękicie Zielenią swoich oczu znowu ciebie otoczę a ty oddasz morzu złociste me warkocze Niech piękne syreny w muszle je ustroją by cię nie wabiły więcej pieśnią swoją Gdy zajęte będą
  • Wypracowanie śpika w patentkach

    Wstęp Razem z upływem lat coraz chętniej wracam myślą do tamtych chwil, gdy żyłem odseparowany od dzisiejszych trosk. Przedtem, zanurzony w kolorowych reminiscencjach, utkany z niegdysiejszych marzeń, mogę teraz wyławiać z pamięci widma odległego dzieciństwa; roziskrzone i natarczy
  • Pojedynczość

    Poślubiłem jedną kobietę, spłodziłem jedno dziecko. Napiszę jedną książkę, nakręcę jeden film. Umrę na jedną chorobę, bo miałem jedno życie. A tak ładnie się zapowiadała przyszłość małego blondaska. I kto by pomyślał, że to wszystko przez niemożliwość udowodn
  • Niedobór

    Lata składają się z niedoborów. Najpierw brakuje lat do dorosłości, potem brakuje czasu. Wkrótce braknie i mnie. Taki mały niedobór nie zmieni niczego w ogólnym postrzeganiu rzeczywistości. Co innego, gdyby zniknęło słońce. Albo miłość.
  • Wybielanie

    Nie sprzedają niczego, co rozjaśnia myśli. A ja w wyniku różnorodnych sytuacji życiowych oprócz plam na ubraniach mam źle połączone neurony. Nie kojarzę logicznie, zwłaszcza teraz. Roztopy. Trochę cieplej i nadmiar znaczeń spływa mi do głowy. Woda jest mętna, nie można w ni
  • Proza niewielka

    Przy łóżeczku stoliczek i pierwsze literki napisane kredką; papierki z cukierków służą za pieniążki, zwierzątka z plastiku za mieszkańców domku dla dorosłych ludzi. W pudełeczku umarła leży Klementynka, właśnie mamy pogrzeb całkiem jak prawdziwy, choć wszystko zmyślone
  • Surmy jesienne

    Gdybyś mógł zobaczyć, ślepcze, połoniny... Dla ciebie tylko pełne nienawiści spojrzenia winnych; dla ciebie tylko wrogowie, komuchy; dla ciebie tylko bóg-honor-ojczyzna; dla ciebie blizny przeszłości i jutrzenka wodza; dla ciebie dzwony biją i ryczą trąby bojowe; A tymczasem
  • Bogowie mrówek

    Żadnej przeszkody, której nie można ominąć, żadnego ciężaru nie do podniesienia. Pod nimi ścieżka wytyczona prosto, w nich imperatyw, a nad nimi prawo. W oczach chłopców, w gestach, oraz w słowach podniecenie tą chwilą bierze całą stawkę. Pierwszy niecierpliwie odpala zapa
  • Wtedy Baszka krzyczy

    Demony głodne jak nigdy - wstępują w ciało. Na nic wołanie o ciszę. Rzucają w twarz to, co minione i dzisiejsze. Przyszłość też się staje. Zyskują, bo noc opętaniem wietrzna - a złe zawsze czyta Biblię na opak. Trzecia w nocy drwi z Trójcy Świętej, a swąd lęku potwierd
  • Między nami flauta

    Oddzieleni morzami, wzburzonymi szkwałem, sztormami, gniewem Posejdona, rykiem otchłani modrych, niebieskich, zielonych, czarnych, dryfujemy. Na swoich niezatapialnych lądach, gdzie z rzadka w pejzażu trafia się wulkan, ścieżynki płynnie zatapiają się w dróżki, trakty, autostrad
  • Pogoda na dziś

    A dzieci nie będą chciały z tobą rozmawiać, bo nie będzie słów, a gesty staną się równie nieme i niepotrzebne. I gdyby wszystko można wytłumaczyć genetyką, świat byłby łatwiejszy do zaakceptowania, lecz nawet najbardziej racjonalna katastrofa potrafi zaskoczyć swoją skal
  • Jaki to Bóg?

    Na noc, na księżyc i jego światło, na to wszystko, co po nim nastanie. Na zaranie dnia, na słońca niezgasłość, na kolorów tęcz i nieb, traw powstanie. Na z nich kwiatów, z łąk całą nagłość, na ptaków, pszczół, na ich opętanie. Jestem i będę do kolejnej jasnej wiosny.
  • Anna

      Wynik braku wyobraźni będzie mi towarzyszył do sądnego dnia. I choć niekiedy zdarza mi się o nim zapomnieć, to przecież i tak, bez podpowiadania wiem, co jest, a co się nie znajduje w moim zasięgu: księżyc dalej flirtuje z wodą, odpycha ją i unosi, plamy na słońcu są jak p
  • Komentarze

    Pisuję na rozmaitych forach literackich i często zdarza mi się publikować ten sam tekst. A robię to nie dlatego, by zachwycać się swoim nazwiskiem i fabrykowaniem gniotów, lecz dlatego, by czytać rozmaitego kalibru komentarze i komenciki: ciekawi mnie odbiór mojego gryzdania. Niekiedy zauw
  • Hufce miłosierdzia

    Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów uleciały ze mnie wszelkie troski, toteż przestałem odnosić depresyjne wrażenia. Szedłem razem z muzyką, otoczony łąkami i bzyczącą zielenią traw. I byłbym tak szedł dalej, uparcie radosny, wpatrzony w nierówne płyty chodnika, gdyby nie zawini
  • Boski plan

    W skład wydanych właśnie przez Znak pod tytułem Dziwniejsze brzegi esejów J. M. Coetzeego z lat 1986-1999 wchodzą takie słynne już teksty jak recenzja tomu szkiców Josifa Brodskiego On Grief and Reasonopublikowana w 1996 roku na łamach "The New York Review of Books", prelekcja na temat k
  • Co było dalej?

    Układali kartki. Jedna na drugiej. Kartki historii układali ponurej. I cały wiek się zebrał w pokaźny stos makulatury. I przyszły dzieci z zapałkami.
  • Czytając siebie

    Jakiż ja byłem głupi, jak dziecięco naiwny! Gdyby płacono za to dziecięctwo, gdyby chciano sypnąć groszem za każdą bzdurkę, bajdurkę, za każdy poroniony płód - byłbym brzęczący kieszeniami, zacyfrowany na wyciągu z banku. A jestem jak woda w garnku postawionym na gorącym pi
  • Z czasem wszystko wróci do normy

    Samica człowieka zostaje zapłodniona przez samca i zachodzi w ciążę, która potrwa około dziewięciu miesięcy. Zakończy się porodem i wpisaniem do różnych dokumentów kolejnego człowieka. Samica i samiec będą się opiekować swoim szczenięciem, będą nad nim czuwać, chronić
  • Wybory

    Dzisiejszy dzień rozpoczął kampanię wyborczą od alternatywy: najpierw kawa, czy papieros? Jedno kusiło nie mniej, niż drugie. Postanowiłem, że nie będę palił, więc wybór stawał się prostszy. A więc kawa. W domu nie było kawy. Dzień rozlepił plakaty z prognozą pogody już w
  • lamentacja przetrąconej

    lamentacja przetrąconej nie. nie szukam słów, co kłamią każdym kolejnym wersem. tak. budowałam dom. śnił się, gdy ranek zapachniał kawą. tak. byłeś tu ostatnio. marzyłam cię. - czego chcesz śnie? a może byś wpadł na jawie i zapytał: - jak się dziś masz? jak si
  • przestępując z nogi na nogę

    tydzień dopiero i już przeglądam wspomnienia zyskując pewność kwitną kasztany bez godzina podobna godzinie bez spojrzeń dotyków uśmiechu wiem to nie był sen a jednak trudno uwierzyć przecież "nie jesteś warta" kłują rzucone oszczepem w ślad obracam zaczarowany mu
  • Problem

    Mój problem nie jest natury alkoholowej. Moim problemem jest brak akceptacji dla bycia pozbawionym znaczenia, bycia niezauważalnym. Moim problemem jest świat i ludzie. Świat i ludzie są pozbawione znaczenia. Nie zauważam tu cnót, jedynie żal i cierpienie odmieniane przez wszystkie
  • Adam i Ewa uwolnieni

    w leśnych ostępach puszczy piskiej widać to czego złośliwy smętek nie zdążył ukryć przed zawistnymi zobaczyłem ich jak pląsali w rytm werbla czerwonoczubego dzięcioła chciał ich wydłubać jak kornika nie poradził i odleciał nadzy patrzyli na mnie błagalnie bez nadziei
  • "Lot nad kukułczym gniazdem"

    Najpierw zobaczyłem film i wywarł na mnie ogromne wrażenie. Potem byłem w teatrze, na spektaklu z udziałem Wojciecha Pszoniaka w roli McMurphy'ego. A na ostatku przeczytałem książkę Kena Keseya. O ile film bardzo mi się podobał, to przedstawienie teatralne, mimo koncertowej gry aktorów i
  • CELEBRYCI NADCHODZĄ, CZYLI DNO, PANIE DZIEJASZKU!

    Wstęp Z omszałej pamięci wyłaniają się fragmenty śpiewanych przemyśleń. Krótkich, celnych i spuentowanych po mistrzowsku. Pierwsza z brzegu piosenka, "RÓBMY SWOJE", druga, BALLADA O DZIKIM ZACHODZIE - wyznaczają szlak moich wędrówek przez czas. Dyktat Nie chcę być obsadzany w roli
  • Oczekiwanie

    Mam wszystko, czego mi trzeba: słońce i niebo, ziemię, powietrze i drzewa. I ciebie, i ciebie, i ciebie. Pierwszemu ja wystarczy, by oddychać. Drugiemu, żeby iść i się nie zatrzymać. Trzeciemu, żeby usiąść i poruszyć się kiedy przyjdzie pora. Czwarty ma jeszcze coś do wyb
  • Chcę uwierzyć w anioły

    z tomiku "Rozwiewa wiatr" Chcę uwierzyć w anioły tak jak wierzę w kolorowe motyle Chcę zaufać miłości nim zgaśnie jasny dzień by konające tęsknoty nie odrodziły się smutkiem Chcę śpiewać z wiatrem szybować z ptakiem i położyć się cieniem u stóp twego serca
  • piszę do ciebie

    chociaż mam dość przyklejania słów do kartki co strzeże rozsądku z uśmiechem błazna na celulozie kreślę nerwowość palców lub bredzę o akacji więdnącej w upale bywa też narzekanie na wronie gniazdo hałaśliwe o świcie w ślepej pewności że warto rzucam absurd niedo
  • Chińskie ciasteczko

    „Wiara to myśl, która śpi”
  • Miłość

    Spójrzcie, jak nam skarlała, jak niewiele znaczy w naszych czasach miłość. Jak lekko bierze za wieczność chwilę. Jakie to łatwe dla niej - upaść, broczyć. Nie jest jak inne uczucia. Jeśli się budzi, to tylko w obłędzie, lecz nigdy na trwałe. Wierność nie wierność -
  • Wymóg bezwarunkowego aplauzu

     Nie ulega wątpliwości, że łatwiej dziś spotkać piszącego niż czytającego, o czym wiele razy już wspominałam. Teoretycznie więc piszący powinien skakać z radości, gdy ktoś jego dzieło raczy choćby przekartkować. A jeśli już trafi się ktoś, kto poświęci czas, by wyrazić swe
  • Hej!

    Która planetoida nosi twoje imię? Moja to ta skuta lodem. Tysiące lat wirowała nade mną - Hej Ötzi! - wołałem z mojej bryły - Hej Ötzi! - odpowiadała i kręciła się dalej. Jadłem mięso kozicy i chleb, aż rozbolał mnie brzuch, mam wygodne buty, futro, siekierę i nóż - jestem
  • Nieznośna lekkość wolności

    Dziura po murze, umarłe żurawie, wyblakła czerwień, nowe i stare twarze. Zatem mamy co świętować. Pieśń tylko nie chce się śpiewać, a wiara przestała dojrzewać. W archiwach jedynie i w muzeach jest pewien spokój o przyszłość. Na ścianie ktoś sprayem wydrapał Quo vadi

Dopasowania

Mieszkanie już odmalowane, nowe parkiety i nowy porządek. Rzeczy zastąpiły inne, przedmiotowość podmiotu w okolicznościach miejsca uległa czasowi. Przesiąknięte chorobą powietrze dawno już wymienione, na komodzie zdjęcie, w skrzynce na listy spóźnione urodzinowe życzenia na kartce skądś z daleka. Adresata już nie dotyczy ani znaczek, ani słowa, ani widok z antypodów jego nieistnienia. Choć może

czytaj całość Dopasowania

Mecz

Schodzi Miłosz, na jego miejsce Dehnel. Trzyma się przy piłce, podaje do Dyckiego. Ten idzie skrzydłem, lecą pióra. Przerzuca do Maliszewskiego. Szeroką metaforą nadciąga Świetlicki, przejmuje ciężar gry, wymienia krótkie porównania z Różyckim. Rozgrzewa się Kapela, ale raczej nie wejdzie, może na ostatnie pięć minut zastąpi Pasewicza, który trzyma formację. Chociaż naśladowanie najlepszych graczy z

czytaj całość Mecz

Naiwność

Kiedy zawalą się słowa, runą i opadnie kurz znaczeń, znowu zobaczymy błękit i obłęd obłoków. Będzie inaczej. Potem schowamy się w jaskiniach. Namalujemy pierwsze obrazy. Rozpalimy ogień. Będziemy znów bliscy sobie, nadzy. Nauczymy się mówić prawdy proste bez skrępowania, nauczymy się nazywać rzeczy na nowo, z umiłowaniem. A kiedy zapadnie noc, to będzie zwyczajna noc.

czytaj całość Naiwność

Niedokończenie

Po obiedzie zostają niezmyte naczynia, zapach w kuchni, który wnet się rozwieje. Suszy się pranie i ręcznik. Szczotka nie gubi włosów, a poduszka kształtu. Jutro nie zadzwoni, tak jak obiecała, wszystko co jest, to wczoraj. Tylko fotografia będzie coraz starsza i miejsce przy stole wciąż tak samo puste. Wychodząc z domu nie zamyka okna. Nie

czytaj całość Niedokończenie

Opozycje

Spośród wszystkich najbardziej oczywistych opozycji wyjątkowo podoba mi się kontrast między tobą a mną. Podczas, gdy jesteś ledwie wzrosłą, zieloną łodyżką, ja mam od dawna zdrewniałe, rozsiane, lecz wciąż jako takie pojęcie. Na przykład o szczęściu wiem tyle, ile trzeba do poczucia braku. Bycie ptakiem w klatce ze strun czasu, na których jedną nutę wciąż

czytaj całość Opozycje

Zapalenie duszy

Ciszej i ciemniej. Wciąż i wciąż. Rzeczy obędą się beze mnie. Krzyczy w środku, tak, żeby nie bolało, a boli. Zaciskam powieki. Tak już zostaną jak legły, w bezsilnej chwili rzucone kamienie, tak między nimi wystrzelą osty i pokrzywy. W powietrzu jest jakiś brak powietrza i we mnie aboslutny brak miejsca, w którym mógłbym się

czytaj całość Zapalenie duszy

Nie do opisania

Od nieba mam oczy, od ziemi przyszłość. Wiatr jest moją ucieczką, ogień to nicość. Przychodzą do mnie złodzieje snów. Co było ukryte staje się hałaśliwe. Tylko dwoje oczu, przez które można zobaczyć, jak przez lornetkę, odległe pejzaże – są ścieżki wąskie i kręte, są łąki wybujałe kwiatem i chwastem, jest ocean z ogromem nad i

czytaj całość Nie do opisania

Oczekiwanie

W pokoju jest cicho, w niepokoju najciszej. Stoi tutaj stół i jak wół samotność. Jest fotel i półka, i szklanka, i wazon. Przed światem jest okno, a pod niebem sufit. Jest książka otwarta, za myślą jest papier – czysty, biały jak pamięć, jak niepamięć włożona tkwi w książce zakładka. Dalej za światem są następne światy.

czytaj całość Oczekiwanie

Rewitalizacja polska

Jak byliśmy dumni, kiedy pierwsze listki wzeszły nad ziemię! Jak cieszyło, że rosło, jak radowało się serce! Korzeń był dorodny, soczysty i jędrny. Potem wyrwaliśmy. Przez chwilę podziwiany, szybko roztarty, wyżęty, pozbawiony soku. Było smacznie – na wspomnienie jeszcze ślinka cieknie. Dzisiaj w zaoranej ziemi grzebiemy patykiem. Może wsadzimy tam znowu, może coś wsadzimy. Może

czytaj całość Rewitalizacja polska

Pamiątka Bożego Narodzenia A.D. 1989

Wszyscy byli sprawiedliwi. Chłodne oko kamery zapowiadało egzekucję, na którą zgodę wydaliśmy już dawno. Podobnie dla katów – daliśmy im przyzwolenie, miłosiernie rozgrzeszyliśmy tak, jak skazaliśmy sprawiedliwie. W ogóle sprawiedliwość to kluczowe pojęcie. Nie ma co brudzić sobie dłoni rozgrzebywaniem mogił. Trach i po krzyku. Jeszcze tylko zburzymy pomniki, jeszcze tylko zamieszkamy w pałacach.