Archiwa

Biegnę

Wtorki odchodzą w niepamięć bezszelestnie.
Dołączają do poniedziałków i niedziel.
Spotykają soboty, czwartki i piątki.
Dzisiaj jest środa, ale i ona nie jest bezpieczna.
Kolejna kartka w książce o zmarnowanym życiu.

Przeglądam spis treści i coś mi się przypomina.
Otwieram tam, gdzie zagięty róg.
Pewnie to coś ważnego, ale nie wiem.
Jeszcze nie nauczyłem się chodzić.

Mija północ. Środy odchodzą w niepamięć.
Z łoskotem.

Surmy jesienne

Gdybyś mógł zobaczyć, ślepcze, połoniny…

Dla ciebie tylko pełne nienawiści spojrzenia winnych;
dla ciebie tylko wrogowie, komuchy;
dla ciebie tylko bóg-honor-ojczyzna;
dla ciebie blizny przeszłości i jutrzenka wodza;
dla ciebie dzwony biją i ryczą trąby bojowe;

A tymczasem podludzie rosą w siłę jak podgrzybki.
Jesień zapowiada się pięknie.

Bang-bang

Wieczność to tyle, co bang-bang.
To właściwie jedynie ten myślnik.

Kawałek prostej, po której poruszamy się sprintem.
Mijamy rzeczy stworzone na wieczność,
zostawiamy ślady stworzone na wieczność.

Kochamy, nienawidzimy, cierpimy, radujemy się.
Bang-bang.

Non est me ridere

Nie rozśmieszaj mnie, boże, mówiąc, że masz plan na moje życie.
Nie po to dałeś mi wolę, abym teraz miał zrezygnować.
Bo moje życie jest w moich rękach.

Niestety.

List do…

Drogi Dżihadysto,

Nie zabijemy wszystkich Twoich braci, kobiet i dzieci. I ty nie zabijesz wszystkich nas.
Możemy ciągnąć tę grę odbierając sobie poczucie bezpieczeństwa i godności, możemy żywić się nadzieją zwycięstwa, chwały, możemy wzajemnie się oskarżać. Możemy zamieniać człowieczeństwo w zezwierzęcenie, miłość w nienawiść i życie w śmierć. Wszystko to możemy, ponieważ jesteśmy ludźmi, ponieważ mamy wolną wolę, ponieważ nie ma takiej siły, która mogłaby nam tę wolę odebrać.

A ja chciałbym odwiedzić Twoją ziemię, posmakować owoców z Twoich drzew, chciałbym, abyś pokazał mi najcenniejsze dzieła sztuki stworzone przez Twoich braci, Twoich przodków, chciałbym dowiedzieć się więcej o kulturze Twojego narodu, o waszych obyczajach; chciałbym z Tobą porozmawiać o poezji, przeżyć misterium słuchając muzyki, która rozbrzmiewa w Twoim sercu.
Chciałbym móc przyjąć Cię w swoim domu i ugościć Cię zgodnie z moją tradycją i kulturą; pokazać Ci mój kraj, szanując Twoje zwyczaje i wiedząc, że Ty szanujesz moje podarować Ci miejsce przy moim stole.

Ale na razie jest jak jest.
Na razie będziemy się zabijać.
Nasze ziemie będą piły krew.
Ogrody zdziczeją.

Szkoda…

Myśl w ruch wprawiona słowem, zaprawiona ciszą

Choćby i milion lat, to przecież nie wieczność.
Jakże ma przetrwać słowo wobec bezwzględności?

Pisze się tu i teraz, dla tych, którzy teraz i tu,
i tych co za chwilę, i tych co na morzu.

Dla tych paru słów, których nie przeczyta
przyszła małpa, rosomak, karaluch, krytyk i poeta.

Serfując na fali grawitacyjnej

Nauczyliśmy się obserwować przeszłość,
rozdzielać miliardy lat na miliardowe części sekundy.
Mamy stosowne narzędzia, wiedzę i wyobraźnię.
Doszliśmy do tego wszystkiego na drodze prób i błędów.
W wyniku ewolucji pozbyliśmy się skrzeli, płetw i piór.

Zdumiewa mnie fakt, że mimo naszej doskonałości
wciąż piłujemy gałąź, na której siedzimy.
I to, jak niezłomnie powtarzamy swoje własne grzechy.

Być może za sprawą upartej wiary w boskie przebaczenie,
albo fal przyboju ciskającego nas o skały niepewności.

Kwestia wyboru

Przedawkowałem rzeczywistość i teraz
czeka mnie proces odstawienia.
Ból, którego się spodziewam,
wszystkie skutki uboczne
mogą mnie zabić.

Coś musi.
To kwestia wyboru.

Rzeczy do zrobienia na teraz i na potem

Rozejrzeć się za hotelem na wieczność.
W miarę możliwości opłacić i wyremontować.
Wyposażyć w to, co niezbędne:
pochłaniacz wilgoci i wiekuistą światłość.
Założyć teczkę. Zweryfikować się
w ubezpieczalni.
Spisać wszystkie procedury, loginy, hasła.
Ujawnić wszystkie kontakty, zabezpieczyć
dostęp do danych.
Uregulować co nieuregulowane,
naprawić, co niesprawne,
przewidzieć nieprzewidywalne.

Odkryć bezpieczną ścieżkę
przez góry absurdu.
Zatrzymać się.
Żyć.

Zakat

Dziecko nie ma już siły. Kobiety nie płaczą.
Noc jest zimna. Zostaniemy w tym lesie,
z dala od Rahjanu.

W nocy, w której nie ma Allaha,
w nocy dalekiej od Mekki,
w nocy bez księżyca,
z daleka od świtu.

Zamkniemy oczy i może głosem wilków
pomodli się nad nami, obcymi,
obca ziemia.