Archiwa

Serfując na fali grawitacyjnej

Nauczyliśmy się obserwować przeszłość,
rozdzielać miliardy lat na miliardowe części sekundy.
Mamy stosowne narzędzia, wiedzę i wyobraźnię.
Doszliśmy do tego wszystkiego na drodze prób i błędów.
W wyniku ewolucji pozbyliśmy się skrzeli, płetw i piór.

Zdumiewa mnie fakt, że mimo naszej doskonałości
wciąż piłujemy gałąź, na której siedzimy.
I to, jak niezłomnie powtarzamy swoje własne grzechy.

Być może za sprawą upartej wiary w boskie przebaczenie,
albo fal przyboju ciskającego nas o skały niepewności.

Kwestia wyboru

Przedawkowałem rzeczywistość i teraz
czeka mnie proces odstawienia.
Ból, którego się spodziewam,
wszystkie skutki uboczne
mogą mnie zabić.

Coś musi.
To kwestia wyboru.

Rzeczy do zrobienia na teraz i na potem

Rozejrzeć się za hotelem na wieczność.
W miarę możliwości opłacić i wyremontować.
Wyposażyć w to, co niezbędne:
pochłaniacz wilgoci i wiekuistą światłość.
Założyć teczkę. Zweryfikować się
w ubezpieczalni.
Spisać wszystkie procedury, loginy, hasła.
Ujawnić wszystkie kontakty, zabezpieczyć
dostęp do danych.
Uregulować co nieuregulowane,
naprawić, co niesprawne,
przewidzieć nieprzewidywalne.

Odkryć bezpieczną ścieżkę
przez góry absurdu.
Zatrzymać się.
Żyć.

Zakat

Dziecko nie ma już siły. Kobiety nie płaczą.
Noc jest zimna. Zostaniemy w tym lesie,
z dala od Rahjanu.

W nocy, w której nie ma Allaha,
w nocy dalekiej od Mekki,
w nocy bez księżyca,
z daleka od świtu.

Zamkniemy oczy i może głosem wilków
pomodli się nad nami, obcymi,
obca ziemia.

VIXI

Wiosnami, jesieniami, przez lata i zimy;
wschodami i zachodami, wśród chmur, deszczów, burzy;
odmierzaniem kroków, oddechów, bicia serca, mroku;
upadkami, powstawaniem, dźwiganiem, lekkością;
samotnością, tłumem, nicością, miłością;
z samym sobą, z tobą, mimo ciebie, świata;
dotykiem, spojrzeniem, odwróceniem, śmiechem;
łzą jedną i drugą, bezradnością, lękiem;
świętością, jej brakiem, grzechem, jego pełnią;
światłem, cieniem, przybyciem, trwaniem i odejściem;
słowem, brzmieniem głosu i pomrukiem ciszy;
wysuszeniem liści, zmarszczką na jeziorze;

być może.

Zapiski na serwetce

I przyszedł rok, czasu czara,
słowami jak piołun się przelał.
Padały te krople na ziemię,
bunt dojrzewał.

Wystrzeliły petardy pąków
iskrząc nadzieję jak gwiazdy.
Nad nimi leciały motyle barwne
czarciego wrzasku.

Święty Jan i święty Paweł, i drugi,
na wszystko patrzył z obrazków.
Padał deszcz światła na nie przez szyby
strugami brzasku.

Niebo było czerwone tego lata,
na nim chmur białych bandaż ciszy.
Ktoś szepnął: tak milczy grom jasny
w burzy oklasków.

Chcieli mi oddać ziemię całą,
ziarno i plon i powietrza ogrom.
Coś, co do nich nie należało –
prozę i wierszy kokon.

Chcieli mi oddać za oddanie,
za wiarę, nadzieję i głos na puszczy,
ale dali mi coś, czego nigdy nie mieli –
skowyt pękniętych czasów.

Polin

Tu odpocznij. ludu Izraela.
Mamy dla ciebie ogień i kamienie.

Tu jeszcze stoi las i choć rok jest nie ten
i inny śpiew i śmiech, to łzy
taki sam mają smak, a deszcz to nie deszcz,
tylko popiół spalonych ksiąg.

Tu odpocznij i tu naucz dzieci chodzić.
Nauka chodzenia na obcej ziemi
trwa dłużej, a upadek boli bardziej.
Nie patrz w oczy i chowaj się przed deszczem,
mów cicho, nie poruszaj powietrza.
Unikaj miejsc, w których cię nie znają,

tu odpocznij, ludu Izraela.
witaj w Raju.

Nihil novi

Iluż już było, którzy wieszczyli końce świata?
Że się to skończy i tamto zniknie, że to i tamto?

A tu, na przekór, wciąż jeszcze żyją
wiewiórka, kos, stokrotki, bluszcze.

I choć nieludzkie jest to człowiecze –
rodzą się nowe
stare wiersze.

Do ksiąg wkładane, do sur, wersetów
ułomnych słów mozaiki z głów
marnych poetów.

Mówią, że wszechświat się rozszerza

Przyglądam się jabłku, które rosnąc pęcznieje
soczystą objętością. Rozszerza się, rumienieje.

Potrafię sobie wyobrazić jak nabiera smaku,
jak kwaśność zamienia się w słodycz.

Ale czym jest ręka, która je trzyma
i oko, którym na nie patrzę?

A, dajmy na to, robak, który za cały wszechświat
ma przestrzeń zamkniętą między ogonkiem a szypułką –
czy czasami płacze nad swoim losem?

Ziarno

Pomimo najnowszych technologii odwzorowania obrazu,
dzięki którym widać jak na dłoni każdy fragment układanki,
gdzie ilość pikseli równa jest stanowi konta najbogatszych,
w obróbce materiału filmowego, i to już na samym końcu,
dodajemy ziarno, zadrapania, wszystkie właściwe naturze
szmery serca i zaburzenia oddechu.

Z przyczyn estetycznych, czy dlatego, że łatwiej zrozumieć?
Czy może dlatego, że nie byłoby Boga bez grzesznego człowieka?