Łańcuchy

Tutaj byłeś przez chwilę,
od której dla mnie wszystko się zaczęło.
Chwila wywołała ciąg zdarzeń,
bez ostatniego ogniwa.
Chwilowość kolejnych chwil.

Dokąd poszedłeś? Bo przecież gdzieś poszedłeś.
Czy jesteś tam, gdzie rozkuwa się łańcuchy?
Czy kowal był wystarczająco delikatny?
Czy to boli?
Teraz poruszasz się sprawniej, nie kulejesz?
Czy już ci nie ciąży sklepienie niedoskonałości?

Ach, zapomniałbym zapytać o to, co najważniejsze:
gdzie położyłeś, tato, klucz od piwnicy?

Nie dość, że ciemno, to nie chce mi się
piłować kłódki.

Jeden komentarz do “Łańcuchy

  1. Ewa

    ..-by kawa nabrała smaku, osad musi opaść na dno…
    -byśmy odnaleźli się w teraźniejszości, musimy pogodzić się z przeszłością…

    -“nie chce mi się piłować klódki”- trywialne a jednocześnie takie głębokie;
    -Bardzo Twoje.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *