Czy ma być gładka, czy w dotyku szorstka,
poryta dłutem, szlifowana długo?
Siedzą dwie skały zapatrzone w siebie:
kamień wciąż nie wie w co wnet się przemieni,
on, zamyślony, dobiera starannie
narzędzia, formę, pierwszy zarys kształtu.
Wkrótce uderzy i wtedy się stanie
nad wyraz jasne, choć w niedomówieniu,
choć słowo w kamień, oraz kamień w słowo,
a dłuto w pióro, w obiektyw, lub w pędzel.
* * *
Niech galareta wątpliwości, w której
ni się poruszyć, ni pływać, ni brodzić
stanie się formą pełną gwiazd i duszy,
mą Galateą, z którą mógłbym chodzić
jak z własnym cieniem
zamkniętym w przeźroczach.