Archiwa

Wybrane

  • Idąca ulicą. Wątpliwość

      Coś kręcisz, panno, bujasz. Za tobą, panno, ciągnie się welon spojrzeń. W twoim chodzie jest jednak jakieś oszustwo: idziesz tak lekko unoszona pustką? Biodra i tyłek, wypięty biust, włos rozrzucony, grymas ust - a wszystko przepasane zapachem szałwii, troszeczkę mdli,
  • Uliczka

    Tu daszek, nie dach, tu wróbel, nie strach - alejka niewielka z mojego pudełka. Okienka, okiennice, szybki, bruk, który wiele widział i ściany z zatrzymaną opowieścią. Aż dziw, że ta mała uliczka pomieścić mogła tyle historii. Powoli, wręcz ślimaczo, z zabłąkanym wróble
  • Co było dalej?

    Układali kartki. Jedna na drugiej. Kartki historii układali ponurej. I cały wiek się zebrał w pokaźny stos makulatury. I przyszły dzieci z zapałkami.
  • Bez wiary - bez nadziei

    z cyklu "Rozwiewa wiatr" Jedziesz ślepym torem przed siebie dotykając tylko mojej miłości małym kęsem kosztując odmienność uczucia Tarzasz się w chłodzie domowych zdarzeń bo Twoje sady obsiadły gawrony Białe podbródki wystawiły ku słońcu obserwując każdy twój ge
  • Wirus

    [caption id="" align="alignright" width="340" caption="Zdzisław Beksiński (1976)"][/caption] Zerojedynkowa Arka, nie większa niż kieszonkowe wydanie Pisma, mieści wszystko, co będzie potrzebne. Genomy spakowane w archiwa, mapy, schematy, wzory. Może jeszcze kilka książek, katalog d
  • Lustra

    Butelki mają szczęście, mają swoje skupy. Można je użyć raz i na nich zarobić. Napełnić tym i owym, albo tamtym i owantym. Prawda - nie można im zmienić koloru, czy kształtu, ale zawartość to już do oporu. Człowiek może mieć metrpięćdziesiąt, albo prawie dwa, cierpi
  • Zmęczenie

    Wspinałem się gnany koszmarem, a strach pętał mi każdy następny krok Za plecami słyszałem złowrogi chrzęst żwiru i gałęzie zagajnika trzaskające pod naciskiem pośpiechu. Ominąłem polanę i ukryłem się za głazem. Umordowany, rozeźlony tym, że nie potrafię ich zgubić, spojrzał
  • Pustynia

    Nigdy nie było tutaj wody, na mojej pustyni. Nic z niej nie wyrośnie, z tej mojej pustyni. Nie zakiełkuje, nie wyda kwiatów, owoców. Na mojej pustyni od czasu do czasu skorpiony, salamandry, pająki. Na mojej pustyni. Twoje słońce bezlitośnie mnie pali. Moje łzy nie użyźniają j
  • Góry, doliny

    Ucieknę i nic nie będzie. Przetnę powietrze bezgłośnie, ucieleśnię kamienny żleb. Przykryje mnie pierwszy śnieg. Ostatni plus jeden dzień zachmurzy się, upadnie. Wysokie góry nade mną, garstka kurzu we mnie. Na wiosnę zejdę lawiną, wyrosną trawy i kwiaty. Niebo będz
  • Posiadanie

    Dwa życia tworzą nowe życie. Czy nowe jest nowym, czy jedynie wydzielonym? Osobne jest osobiste, czy osobistą częścią daną w chwilowe posiadanie? Czymkolwiek jest wystarczy na jedną, bardzo prywatną śmierć. Wszystko, co pomiędzy, jest jedynie możliwością bez gwarancj
  • łut dobrego zmysłu

    trzymam jedno z sześciu ech na peryskopową nie dotarło jeszcze skarżenie piskląt i gniew przewiewnych gniazd wyściółka z zetlałego horyzontu patyk  z poidełka matki zostaną deszczowy dobosz przepisze im przyczółki na śpiew
  • Bez okien

    Więzienia nie potrzebują murów. Architekt, nie mogąc sprawować kontroli wciąż od nowa wznosi je i burzy. Nie mając pewności co do fundamentów i patrząc na wszystko z góry woli zaczynać od nowa. Najsmutniejsza w tym wszystkim jest nieuchronność klęski. Bo po co budować, sko
  • I ikona kona

    "1st Verse Looking Out Across The Night-Time" Michael Jackson 'Human nature' Król idzie po Księżycu. Perspektywa to sprawia, że tak go widzimy: nogą ledwie dotyka planety, ręką zaczesuje Warkocz Bereniki, zakłada na palce pierścienie Saturna. Wszystko się układa w przek
  • Otoczaki

    Fale papieru, obwolut, okładek, wszystko złożone z molekuł liter. Rozbijają się każda z osobnym dźwiękiem. Pośrodku my, otoczaki, łagodniejemy. Mniej jest pęknięć, chropowatości, więcej znaczeń. Czasami tylko jakiś autor ręką dziecka rzuca raz jednym, raz drugim po gła
  • Błękitne Anioły

    Wnętrze kawiarenki internetowej było o tej godzinie prawie puste. Tylko przy trzech stanowiskach urzędowali młodzi zapaleńcy. Nikt nie zauważył wejścia Ewy, nikt na nią nie zwrócił uwagi. Tak było lepiej. Przyzwyczaiła się wprawdzie do biedy, nauczyła się chodzić z jedną nogą kró
  • Starość widząc spokojnie

    Żonie Więc znasz mnie jak się zna klamkę u drzwi do własnego pokoju. Drzwi, które otwierasz, a kiedy wchodzisz, to z zamkniętymi oczami. Możesz podejść do stołu, usiąść na krześle, możesz otworzyć okno, wpuścić zapach burzy, schnącej ziemi, śpiew ptaków. Wiesz jaki
  • Los nie los

    Ci których spisano i ci z brązu odlani, i ci w kamień zamknięci, i święci - nie umierają. I może jeszcze poeci, lecz to wyjątkowo rzadkie przypadki i dowód na życie po życiu. Ja natomiast swój los kupiłem w osiedlowym sklepiku. Razem z wiejską kiełbasą i bułką paryską
  • Czytając siebie

    Jakiż ja byłem głupi, jak dziecięco naiwny! Gdyby płacono za to dziecięctwo, gdyby chciano sypnąć groszem za każdą bzdurkę, bajdurkę, za każdy poroniony płód - byłbym brzęczący kieszeniami, zacyfrowany na wyciągu z banku. A jestem jak woda w garnku postawionym na gorącym pi
  • Prawdziwy grafoman

    Prawdziwy grafoman nie dusi w sobie emocji, tylko przelewa je bezpośrednio na monitor komputera. Nie znosi pisać na papierze nie dlatego, że jest ekologiem, lecz uważa to za stratę czasu. Prawdziwy grafoman wkleja swój wyjątkowy utwór na wszystkie możliwe portale. Prawdziwy grafoman s
  • NIEDOPOWIEDZENIA

    Zachrapał tak donośnie, że razem z wyrem przeniosło mnie w sam środek innej scenerii i znalazłem się w obcym miejscu. Lecz nie było ono „przyjazne”: czułem się tak, jakbym kiedyś w nim był; obok mnie dygotał tapczan z dziadkiem „Jakmubyło”. Stary świntuch i łobuz za młodu
  • Stereotyp

    Dbasz o siebie, o swój wygląd, ciało? Chodzisz na siłownię, pakujesz, łykasz sterydy? Jesteś dumny z posiadanych metek, emblematów? Bywasz w modnych miejscach i tam, gdzie potrzeba? Znasz tych wszystkich ważnych i oni cię znają? Golisz tors i nogi, kremujesz się rano? Jesteś zadow
  • Wigilijne przemyślenia

    Zanim opłatek weźmiesz do ręki pomyśl, czy dusza biała jak śnieg? Jeśli skrzywdziłeś przeproś bliźniego, miłością z serca szczerze się dziel. Przypomnij sobie też matki słowa w blasku choinki szeptane łzawo. Śpiewając pieśni pełne nadziei pod biały obrus wkładała sian
  • Gwoździe z natury podłej krzyża w nasze serca

    Życie na estradzie ziemskiego tragików teatru to ciągła walka absurdu obłędnego zdegenerowania z logiczną normalnością gdzie potwór cyniczny a nadziany wygrywa z miłością jak mocarz przegrywa z karłem dostając kulę w plecy i płaczą matki - ojcowie - przyjaciele - brać rodzinna
  • Nie do opisania

    Od nieba mam oczy, od ziemi przyszłość. Wiatr jest moją ucieczką, ogień to nicość. Przychodzą do mnie złodzieje snów. Co było ukryte staje się hałaśliwe. Tylko dwoje oczu, przez które można zobaczyć, jak przez lornetkę, odległe pejzaże - są ścieżki wąskie i kręte,
  • Podlewanie mięsożernego drzewa przez zakonnika, który nie boi się przeznaczenia

    Ledwie zielone, ledwie od ziemi odstaje, tyle, co wzrosło, uniosło się ciekawie, a kłapie ostrymi jak ironia, albo zrządzenie zębami. Miało być kwiatem, miało być owocem, miało do słońca wznosić swe ramiona drewniane. Miało być kołysane, miało być ostoją, dziecięciem ś
  • Ciało

    Ciało nie odpowiada na pytania. Ciało nie spełnia życzeń mózgu. Ciało żyje w swoim własnym ciele niewrażliwym na knowania umysłu. Jest niezależne i wytrwałe w swoim dążeniu do cielesności. Możesz mu wydać rozkaz, możesz je prosić - ono wie swoje. Wyżej dupy nie podskoc
  • CZYTANIE, PISANIE I CZAS

    Pisanie powinno być teraz krótkie, szybkie, niemęczliwe. Opasłe utwory w rodzaju Wojna i Pokój, Czarodziejska Góra, lub Nędznicy, są dla dzisiejszego czytelnika dziełami za długimi, za nudnymi i z lekka przestarzałymi. I nie ma w tym nic dziwnego, bo świat się spieszy, bo odbiorca liter
  • Nihil novi

    Iluż już było, którzy wieszczyli końce świata? Że się to skończy i tamto zniknie, że to i tamto? A tu, na przekór, wciąż jeszcze żyją wiewiórka, kos, stokrotki, bluszcze. I choć nieludzkie jest to człowiecze - rodzą się nowe stare wiersze. Do ksiąg wkładane, do sur
  • Przekładaniec

      Mam w swojej bibliotece utwory pisane krwią, farbowane wzruszeniem, niedosytem, tchnące prawdą dzieł nacechowanych cynizmem,  znaleźć też wśród nich można książki nudne i zawiłe, jakieś odstręczające i limfatyczne cegły upstrzone drętwym, dworskim stylem topornego prop
  • ACTA

    Tora! Tora! Tora! Pozamykać wszystkie fora! Megaupload, megazłodziej - tak powiedział ksiądz dobrodziej. W internecie zamiast fejsów będzie przybywało pejsów. Z anonimem lecąc w ślinę wnet zamienisz się w padlinę. To pisałem słowem szczerym, teraz idźcie do cholery!
  • USS Harry S. Truman

    Kolejny dzień stracony, armia nie ma pojęcia jak nas wykorzystać. Nie zrzuciliśmy żadnej bomby, a przecież za brzegiem ziemia wciąż nie jest czysta od wroga. Musi popłynąć Eufrat i Tygrys, musi popłynąć Nil łez. Oczyszczającym ściegiem z precyzją skalpela ciąć ile wlezie.
  • Problem

    Mój problem nie jest natury alkoholowej. Moim problemem jest brak akceptacji dla bycia pozbawionym znaczenia, bycia niezauważalnym. Moim problemem jest świat i ludzie. Świat i ludzie są pozbawione znaczenia. Nie zauważam tu cnót, jedynie żal i cierpienie odmieniane przez wszystkie
  • Leżał na barłogu..

    ...i oczekiwał ciosu, lecz noc zbliżała się przeświadczeniem, że niebezpieczeństwo zmienia proporcje strachu. Wzdrygnął się. Od nieruchomej tafli wolności do pierwszego zarysu cierpienia, krata była wskazówką, ostrzeżeniem. Zasiekane żelazem okno wyznaczało mu prostokątny fragment
  • Oculus

    Coś się zmienia. Rośnie nam garb naszych dzieci, ich niespełnień, upadków, trosk. Brniemy w powodzie, zawieruchy, wojny, grzebiemy w odpadkach, przeczesujemy zgliszcza rajskich ogrodów dzieciństw naszych, młodości. Coś się zmienia. Co noc otwieramy oczy, szukamy w ciemności pi
  • Instrukcja obsługi

    Zrobiłem sobie test osobowości na jakiejś durnej stronie internetowej... Wynik poniżej - nie ma być z czego dumnym, ale pocieszam się, że generuje to jakiś automat :) zapłaciłem 4,88 PLN :)     Twój Typ charakteru: Indywidualista Twój Podtyp charakteru: Arystokrata Indywid
  • Pozostałość

    Więc jest tak, że w jednej chwili odmienia się sposób patrzenia, życie. Odchodzi z łoskotem rozdzieranej blachy, gradem rozbitej szyby i krwią, której nie powinno tutaj być, a jest. Bez pożegnań należnych w przeczuciu odejścia, bez wahań, bez rozstań, bez lęku przed jutrem.
  • Biografia...

    ...pozwala zrozumieć dzieło autora dzieła, bo trzeba mieć rozeznanie w przyczynach istotnych zjawisk. Nowatorski zapis Pendereckiego nie był awangardowym epatowaniem tradycjonalistów, ale został wymuszony powierzchnią stołu w kawiarni, niebieski okres Picassa nie - wyrazem plastycznej intui
  • Rozwiewa wiatr

    Wiatr rozwiewa ciszę rozpędzone myśli rozszalałe namiętności zostały w morzu letnich barw Pozmiatane szeptem nocy gwiazdy zasnęły w kąciku nieba Zamglone oczy księżyca wypatrzyły drogę do miłości Pójdziemy do świtu mleczną drogą w ramionach nocy gdy ciepły wiatr rozw
  • Cichy

    Który byłeś zapisany w kartotekach, fiszką w czasach szklanych, wspomnieniem człowieka będziesz szkarłatnego wieku.
  • Jedność

    Ja jestem Tobą, a Ty jesteś mną. Nami jest drzewo, zwierzę, zwykły robak. Drzewo jest we mnie i gwiazdy są we mnie, w Tobie są kwiaty i łąki, i niedźwiedź. I każdy potok, ocean i wiatry - jesteśmy wszystkim, choć bardzo z osobna. Nie żądam świadectw, nie rozsądzam winny
  • W zapamiętaniu

    z tomiku "Rozwiewa wiatr" Styczniowy wieczór zapachniał jaśminem rozbłysły gwiazdy blade księżyce rozpłynęły się we mgle Przyniosłeś kosz pełen słońc pod próg mego pragnienia Oddaliłam smutek niebyłych dni zamknęłam tamten czas Wniknąłeś ustami w mój kwia
  • Po drugiej stronie szyby

    Jakże śmieszne za oknem są gołe drzewa. Może mają wrony, ale żadnego wdzięku. Wyciągają te swoje badyle do nieba w rozpaczliwej modlitwie, albo jakby chciały wydrapać oczy podpatrującemu. Zupełnie pozbawione okoliczności i kontekstu chyboczą się na wietrze, albo tylko stoj
  • Podanie do laryngologa

    Ostatnio czuję się mało rozrywkowo: medialne nośniki mnie olewają, na froncie rzeczywistości wiedzie mi się pod wiatr, wszędy mi nędznie i zaledwie, toteż, jako doszczętnie zakompleksiony facet, odczuwam deficyt pochwał. Pomnę, że przedtem nie było dnia bez czapkowania: cięgiem g
  • Więcej

    Najlepiej, kiedy jest ciepło. Ale nie jest ciepło i będzie coraz zimniej. Tylko tyle z prognozy pogody ma sens. O ile prognoza pogody może mieć sens. Dłonie pokrywają się lodową skorupą przyzwyczajeń. Do kształtu i rytmu. Chowam je w tobie, jak w rękawiczkach. Taka trumna za
  • Pocztówka do H.

    Piszę do Pana, Panie Herbert, a dolatuje mnie aromat ziołowej herbaty. I, Panie Herbert, wszystko tu jest spokojne, i ciche, i całkowicie niepotrzebnie skupione. Pan, Panie Herbert, wspomina-zapomina, Pan patrzy na zegarek, ale to ja mam czas. Zabierze mnie pekaes, lokomotywa, wagon, pe
  • Perpetuum mobile

    Człowiek stworzył Boga na obraz i podobieństwo swoje, bo Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje. Po trudzie stworzenia, które powinno być pozbawione wysiłku, w swojej wielkiej mądrości usiadł i napił się wina, wychędożył niebiańską nałożnicę, zapalił skrę
  • Niedobór

    Lata składają się z niedoborów. Najpierw brakuje lat do dorosłości, potem brakuje czasu. Wkrótce braknie i mnie. Taki mały niedobór nie zmieni niczego w ogólnym postrzeganiu rzeczywistości. Co innego, gdyby zniknęło słońce. Albo miłość.
  • Trupia główka

    Świeca, która krąży dookoła ćmy oświetla zawsze tylko fragment. Z rzucanych cieni i nikłych konturów wysnuwam dość niepewne wnioski: oto czułek, a to zarys skrzydła, to trochę jaśniejsze zaś, jakby chciało się przyznać do bycia w niebycie.
  • Przemiana

    Często zachodziłem do Karola, bo chciałem zobaczyć pokój, który jeszcze parę dni temu zajmował. Do Karola, gdyż nawet później nie myślałem inaczej o swoim pokoju. Mieścił się na pierwszym piętrze, po przeciwnej stronie korytarza, o krok za łącznikiem zespalającym oba skrzydła Do
  • ŁAZĘGA

    Z włóczęgi, z beztroskiego szwendania się po nieznanym świecie, po wędrówkach przez egzotyczne grajdołki, sterany przygodami w stylu Indiany Jonesa, wrócił do Matyldy, jednak zastał  w jej domu nie to, co zostawił; ujrzał ludzi, których przedtem nie widział, zobaczył twarze uśmiech
  • Działa na pikniku

    - teraz nie bardzo nam pasuje, ale na wiosnę, gdy będą trawy, ruszymy - powiedział niejaki Bohdan Chmielnicki na pytanie o wojnę Kozaków z Polakami. I otóż, mówiąc językiem niesienkiewiczowskim: jak będą sprzyjające okoliczności. Czyli kiedy stepy pokryją się paszą, gdy nastaną od
  • Na raz, na dwa, na trzy...

    Jutro wyrosną mi skrzydła, jutro polecę do słońca, a jeśli mnie słońce oślepi, to nie zobaczę końca. A jeśli mnie słońce ogrzeje i nic mi się więcej nie stanie, to wtedy w głos się zaśmieję, ze słońcem ruszę w taniec! Na raz, na dwa, na trzy, słońce i ja i Ty! Za
  • New York, New York

    Podchodziła do mnie trzy razy w tych dniach. Ach, gdybym się mógł spodziewać!.... A mógłbym. Gdybym choć odrobinę zaufał temu, który rozdaje drinki z palemką. Czy i mnie obdaruje, dotknie swoją dobrocią? Da pogłaskać kota o imieniu... (nie znam się na imionach kotów) A mo
  • Absynth

    Szukasz nocy, Przyjacielu? Noc cię sama znajdzie: na ulicy, z której trzeba cię doprowadzić do domu, w szafie, która nie jest kiblem, w miłości, która nie jest jej treścią. Noc, mój drogi, jest po to, aby nocą przechadzać się pieprzonym kotem po pieprzonych gzymsach w pieprzo
  • Nadzieje, złudzenia

    Wyobraziliśmy sobie siebie, nas. Niewzruszony szczyt, nieskończoną kruchość lat. Wypuszczone z klatki, oswojone ptaki. Miotane na wietrze, od zagadki do zagadki. Póki czas. Póki mamy czas.
  • Ikebana

    Wszystkie wiersze Rosy McArthur są o miłości. Ona ma na imię Rosa, on Arthur, a w ogrodzie kwitną tylko róże. Najpiękniejsze nieba opisuje w Kwietniu, najmroźniejsze zimy w strofie wystruganej jak wariatka z gliny: Na imię mi niebyt, odkąd Ciebie nie ma. Poszedłeś na wojnę, a t
  • Ćma

    Sprzedam ciało na narządy, na nierządy, na organy, na niegrzeczne obcowanie, na orgietkę, albo taniec, na parkiecie, też w duecie, weź mnie w galop, wyuzdanie, sprzedam ciała zmartwychwstanie. Jeśli jeszcze coś zostanie, jakaś chwila choćby licha, może ktoś się taki znajdzie
  • Życie do lustra

    W dni szczególne przybywamy z odległych stron. Opowiadamy - wśród drinkujących zwierzeń i naskórkowych rozmów - o zdarzeniach wysupłanych z przeszłości, zapodziane anegdotki, barwne szczegóły słuchane w towarzystwie milusińskich, a pikantne momenty, gdy dziatwa śpi. Podniośle ub
  • Komuś innemu

    Stare fotografie, jeszcze w wersji papierowej, jedną po drugiej trawi ogień. Trawi w popiele powidok. Zręczny ten artysta i jaki poręczny! Wystarczy iskra. W chwilę pozbawia mnie artefaktów wydarzeń, co do których lepiej by było, żeby zdarzyły się komuś innemu. Kto wie, mo
  • Opowieść o ludziach-rybach

    Utraciliśmy równowagę. Przestrzeń jest mętna. Śmierdzą mułem. Główny nurt nie oczyszcza. Światło jest tylko na obrzeżu. A każdy z nich wierzy, że zmierza w górę strumienia. Byle prędzej, byle dalej. W ławicy bezpieczniej, w ławicy jest siła. Jak ogromna kałamarnica -
  • Matka

    Odchodzą od swoich rodziców, raniąc najbardziej własne życia. Nie zauważają wracających kamieni, ale orbity wcześniej, lub później, w końcu zamykają elipsę bolesnym zdziwieniem. Skąd się bierze w nich tyle nienawiści, skąd w matce tyle miłości? Znosi ten bunt z ci
  • Pan cieć

    Bohater serialu "Dom", Ryszard Popiołek, nie dożył naszych świetlanych czasów. Niestety, gdyż jego powiedzenie "koniec świata", miałoby teraz nowy sens. Tak jak jego powiedzenie, że "mogą zmieniać się systemy, a brama być musi". Zastąpił go Obywatel Anioł, kukiełka skonstruowana
  • Moja Sfinks

    Wdech i wydech jeszcze funkcjonują. Podobnie inne bezwarunkowe odruchy. Włosy i paznokcie rosną bez przypominania, krew sobie krąży, pocę się, wydalam. Reszta to dziwny związek złączony sakramentem. Na złe (tego więcej), na dobre (czasami), w zdrowiu (oby, oby), chorobie (có
  • Retoryczne problemy

    Nie wiem którym to sposobem rozbrykuje się ze mnie i wyszarza w dzień dobudzając jawę postępując w sen na duże pokrótce i  próżno i tycio na zranione za darmo ta chwila nie dość miła co we mnie trwa i kaszle mi w noc ten czas niedoprzyjścia pytania dziecinne ułożone w lęk
  • PODRÓŻOWAŁEM

    Podróżowałem na południe i na zachód. Życie okazało się snem, bo noc była tak samo mozolna, jak dzień. W miastach oddawano hołd Mammonowi, a góry i doliny umierały pod wielkim oddechem cywilizacji. Ciągle rozpoczynano wojny o nowe ideały albo przegniłe obyczaje. O nowe gr
  • Gadu

    Kto wie, jak skończy się książka, ten jest uboższy o jej wszystkie strony, o zwroty akcji i zawroty głowy, o wszystkie postaci opisane i wymyślone przez narratora, lub przez pozbawionego koniecznej wyobraźni kronikarza, dziejopisa. Kto wie, jak skończy się książka? Do przewidzenia jes
  • Tkliwość

    Przezimowało a teraz się budzi. Czy coś się śniło, dręczyło koszmarem? Czy unosiło się nad miastem, bez grawitacji, napędzane wiatrem przemierzało każde lewo i prawo? Jak bardzo schudło, utraciło ciężar, pozbyło się nadmiaru? Czy zamarzło, biedactwo? Czy znalazło w porę
  • Nakarmione

    z cyklu "Rozwiewa wiatr" Karmię rano głodne ptaki sypię chleb pokruszony jak wigilijny opłatek i kaszę drobną perłową jak łzy zimy zamarzające na lichych gałęziach mandżurskich wierzb Czy nakarmisz moje spragnione serce i ciepłą dłonią osuszysz łzy Zanim najedzone
  • Człowiek

    Wciąż jeszcze zdumiewa mnie jego małość. Podnaturalna wręcz, mikrorealna mizerność. Mówi o rzeczach błahych, okruszki światła na  nocnym niebie nazywa skrupulatnie dobranymi imionami, wielkie problemy zbywa jednym półsłówkiem, a mimo to rozpanoszył się jak basza i twierdzi, że ca
  • Apospasma tou theu

    Ubywa ciebie. Niezauważalnie nikniesz. Transgresja jest ledwie namacalna, ale jest. U waży mniej niż O. Ciało więcej, niż ciału. Wkrótce przestaniesz oddychać i się dopełni. Ubędzie cię tyle, ile trzeba - nie więcej. I to będzie Ono. Cała droga, to  d r o g a. Wije si
  • obiecałam ci wiersz

    Mogliśmy być jak drzewa. Z ramionami w błękicie i twardą korą trwać - zielenić się, gdy przyjdą deszcze. Tak. Było możliwe przyjacielu. Jak słowo rzucone między dzisiaj i wczoraj - w zapach parku, o którym nie chcemy pamiętać, bo pogubiliśmy w nim cienie. Koronka wersu rzu
  • Staję w słońcu, w cieniu brodzę do kolan

    Niebo błękitne nade mną, a we mnie wspinający się po piszczelach mrok hoduje hipotermię. Nie poruszam się, wrastam między kamienie, kaleczę samym staniem skórę i mięśnie, przeciekam przez ostre krawędzie, między korzenie, między ślepe stworzenia, tam, gdzie jest bezpiecznie
  • Połączenia

    Dwa telefony leżą w separacji, skłócone, lecz impuls jednego w drugim wywołuje drżenie, natarczywy dzwonek. Więc coś ich łączy? Znają swe numery i każdą melodię. Dopóki bateryjka, do dna.
  • Zapowiedziano, że wszystko się zmieni

    [caption id="" align="alignleft" width="340" caption="CISZA - wystawa fotografii Beaty Mendrek-Mikulskiej"][/caption] Już to znasz i nie jest ci dziwnym, że ulice są puste, a powietrze gęste od mgły. Nie jest spokojniej, chociaż cisza ma w mieście coś z nirwany. Tym razem się nie śni
  • Przypisy

    Wyrzekam się siebie. To niewielkie wyrzeczenie. Znaczę przecież tyle, ile ślad na plaży. Potem przychodzi fala uniesienia. Znowu chcę, znowu piętnuję sobą ciebie. I już mnie nie ma w tej bajce. Potem następują przypisy, z których jasno wynika brak zrozumienia istoty.
  • Zmiany, niezmiany

    Język się zmienia. Mieni się. Odcienie, sugestywne odniesienia, prężenie, wiotczenie. Torebka mieści przedmioty, rzeczy. Mówi swoim językiem, dotyka istoty kobiecości. Puderniczka, chusteczka, komórka. Mitoza, zygota, podział. Z drugiej strony: przypięte do spodni kluczyk
  • List z przeszłości

    W przeciwieństwie do harcerstwa, w którym sprawności się zdobywa, tutaj, stary druhu, jest inaczej. Nie wiem jeszcze jaka to organizacja, a przyjęli mnie już dość dawno. Dali wspaniałe możliwości, choć nie obiecywali niczego. Wyruszyłem w podróż i, jak to w pociągu, najpier
  • POZORYSTA

    Jeżeli nastąpi sezon na wrażliwe odbiory będę jak jasna cholera uczynny wnikliwy nasiąkły braterstwem Lecz jest jak jest i czekam na inną dekorację nowe wdzianko do przespania lepszych czasów
  • Połączenia

    Miasto widziane przez delikatną woalkę dżdżu ma niewyraźne kontury i całkiem konkretny zapach. Przemieszcza się poziomo i pionowo, ale nie oddała się nawet na chwilę. Pozostaje w zasięgu ze wszystkimi punktami dostępu otwartymi na pozostałe wymiary. Drży i pulsuje każdą z
  • Rewitalizacja polska

    Jak byliśmy dumni, kiedy pierwsze listki wzeszły nad ziemię! Jak cieszyło, że rosło, jak radowało się serce! Korzeń był dorodny, soczysty i jędrny. Potem wyrwaliśmy. Przez chwilę podziwiany, szybko roztarty, wyżęty, pozbawiony soku. Było smacznie - na wspomnienie jeszcze
  • Tag

    Jeśli mamy się spotkać w otchłaniach czasów, miejsc i wszelkich możliwych zdarzeń, jeśli nasza pewność tego zdarzenia musi być silniejsza od śmierci i rachunku prawdopodobieństwa, to powinniśmy się otagować. Znaleźć miejsce, którego nikt przed nami nie znalazł, najlepie
  • Miłość

    Spójrzcie, jak nam skarlała, jak niewiele znaczy w naszych czasach miłość. Jak lekko bierze za wieczność chwilę. Jakie to łatwe dla niej - upaść, broczyć. Nie jest jak inne uczucia. Jeśli się budzi, to tylko w obłędzie, lecz nigdy na trwałe. Wierność nie wierność -
  • Ananke, cz.1

    1. U podnóża wielkiej góry była mała wioska. W domostwie ubogiego cieśli przyszedł na świat chłopczyk, któremu nie nadano imienia. Jego matka zmarła tuż po porodzie. Wiedziała, że nadchodzi kres jej życia. Taki nagły, nieoczekiwany. Nie miała czasu pogodzić się ze swoją śmie
  • Wiersz perkusisty

    ...a między tobą i dzisiejszym mną huczące milczenie kaskadami trwa... Urabia nas pewność calutka z niczego Rozgdakane myśli w połowicznych snach W zawiłości dnia i pomroce lat kurzy się pył niesiony do gwiazd i śpiewa gdzieś i wokoło jest jak dom jak Ty jak już n
  • Mówisz, że jestem spóźniona

    Mówisz, że jestem spóźniona Tak, to zobaczysz. Nieważne czy o zmroku, czy w pełni południa. Wejdę niedzisiejsza i poproszę o herbatę ( tę zieloną ). Jeszcze pamiętam, że cukier szkodzi listkom. Wbrew odległości i krążeniu po cieniach jak lato w czerwcu zjawię się nagle,
  • Zimowe inspiracje

    domowa cisza  świeci spojrzeniem na dworze gołąb odśnieża karmnik gałęzie jaśminu pukają do drzwi łopata z jęzorem i ciężkim oddechem z zazdrością spogląda na miotłę zakwitła w kącie z lenistwa podchodzę bliżej okna - wciąż pada po zaśnieżonym chodniku spaceru
  • Perspektywy

    Chłopczyk wychodzi na ulicę. Uczy się poruszać, obserwuje. Ulica, na którą wyszedł, przyjmuje go z całą swoją szerokością. Obserwuje. Porusza go swoim rytmem, obdarza nową perspektywą. Chłopczyk przez długie lata stara się przejść na drugą stronę. Przejeżdżają
  • Monolog na cyku

    Uważam, że kiedyś było bardziej cacy. Nic mi się nie chciało i nikt się nie czepiał.  Teraz jednak nie tyle  lubię uczestniczyć w życiu, co patrzeć, jak innym się ono kręci, bardziej słuchać z niego reportaży, niż brać w nim udział, puszczać się na myślenie o tym, czego nie
  • Wojny

    Ziemia niczyja zawsze jest zamieszkała. Ekosystem ma swoje prawa, więc ingerencja to zawsze inwazja. To, co żyło ze sobą w symbiozie, staje się zagrożeniem dla nowego. Uzurpowałem sobie prawa, wysyłałem szpiegów. Dyplomacja przerodziła się z czasem w delikatną perswazję dot
  • Bardzo inny punkt widzenia

    Czasami trzeba zabić psa i to boli nie tylko psa. Zbyt często człowiek nie staje na wysokości zadania, na szerokości odpowiedzialności, na długości skutku swojego ograniczenia. Wtedy pies, zwierzę stadne, które próbuje dominować, nie czując presji alfy, może zachować się agre
  • Niemniej istotne są ściany

    Niemniej istotne są ściany (za goddamem) bo ślad po obrazie równie ważny jak ciężkość ramy i warto pominąć hak z wkręconą śrubą byle/jakości jedyne co pewne to kawa spijana nad brzegiem dnia gdy mylimy łyżeczki w gęstych od rojeń filiżankach Obrus, dywan? Pot
  • Wymóg bezwarunkowego aplauzu

     Nie ulega wątpliwości, że łatwiej dziś spotkać piszącego niż czytającego, o czym wiele razy już wspominałam. Teoretycznie więc piszący powinien skakać z radości, gdy ktoś jego dzieło raczy choćby przekartkować. A jeśli już trafi się ktoś, kto poświęci czas, by wyrazić swe
  • Tu, czyli tam

    Codziennie przechodzę przez drzwi w murze. Mur jest stary, z cegły, drzwi odrapane z farby, drewniane, nieduże. Pochylam się wchodząc. Za drzwiami bywa różnie - w zależności od nastroju i właściciela tej przestrzeni. Wchodzę do ogrodu, lub do pokoju, korytarza, sieni. Są miej
  • Walentynki

    To łóżko, nie pamiętam, pewnie było z sosny - zapach żywicy to kapliczny zapach - ona spokojna, chłód lutego wdarł się pod skórę. Umrzeć w Walentynki, to nie lada wyczyn - on składa ostatni ciepły na kamiennych ustach pocałunek. Widzów mrozi do szpiku gorące do końca ucz
  • Lustra

    Brzydcy ludzie zdejmują ze ścian lustra. W ich miejsce wieszają wizerunki świętych celebrytów. Przez jakiś czas jest dobrze. Sycą spragnione piękna oczy tym obrazem. Kiedy z czasem, z powodu na przykład wilgoci, obrazy tracą na swoim uroku, kiedy powiedzmy, że wychodzą na jaw n
  • Gracjan

    Wielki smutek. Gracjan Roztocki. W zasadzie nie wiem, czy powiniennem o nim pisać cokolwiek. Taka na przykład ważka, taki skowronek, pies ma swój zapach, kwiat kwitnie kolorem. Samotność ma swoje oblicza inne niż zazwyczaj przez nas stworzone. Można na przykład założyć kró
  • nieumiejętność przyjmowania śmierci

    nieumiejętność przyjmowania śmierci nie mieszczę się między białą różą i ciasną bluzką którą mam ochotę podrapać za nagłe sczernienie - drażni koronka pod szyją i ciężkość przeciwsłonecznych chociaż światła nie ma a zasłona nie zobaczę pozorna wczoraj przyjaci
  • Niemożliwe

    W tym bezprzyszłościowym marzeniu jesteśmy nieśmiertelni. Czas można zatrzymać, cofnąć, przyspieszyć. Możemy manipulować materią, ożywiać, wskrzeszać. Drzewa są zawsze zielone, owoce soczyste, a niebo jest teraźniejszością. Ale tu i teraz mamy jedynie marzenie bez pokr
  • Realne

    Ja biorę sobie ciebie i ślubuję ci oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci moje ciało.
  • Być może

    Jeszcze zobaczę białe kości brzóz, kapiące krople wiśni, jeszcze utopię w żółtych wodach kaczeńców zdumioną łąkę lęków. Jeszcze zobaczę tęskniący konwój chmur, przecinki wron, jeszcze się na świat nagapię, na cudów cud, na zapas, nim przyjdzie nów.

Działa na pikniku

– teraz nie bardzo nam pasuje, ale na wiosnę, gdy będą trawy, ruszymy – powiedział niejaki Bohdan Chmielnicki na pytanie o wojnę Kozaków z Polakami. I otóż, mówiąc językiem niesienkiewiczowskim: jak będą sprzyjające okoliczności. Czyli kiedy stepy pokryją się paszą, gdy nastaną odpowiednie klimaty, znaczy się żadne tam srogie deszcze, upały, wiatry niespokojne lub zanadto

czytaj całość Działa na pikniku

Krótka historia techniki życia

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz ujrzałem na drodze do naszego zamku rozpędzony dyliżans z kotłem na miejscu woźnicy, krowa, którą żem akurat pędził do obory, rykła tak przeraźliwie, jakby się co stało. A to tylko mój pan wracał z nowym nabytkiem z Londynu. Osobliwy ten wehikuł nie tylko bydlę zagonił pod dach, ale i mnie

czytaj całość Krótka historia techniki życia

Administrowanie absurdem

„Ojcze nasz” składa się z 56 słów, Deklaracja Niepodległości – z 300, a rozporządzenie rządu w sprawie cen jarzyn – z 26.911 słów” Mamy coraz więcej urzędów. Zawodowców otrzymujących nagrody za nietrafne lub sfuszerowane inwestycje. Dostających rekompensaty za drzemkę w szkodliwych warunkach. W myśl biurokratycznych przykazań: im więcej i głupiej, tym lepiej, bo gorzej. A

czytaj całość Administrowanie absurdem

Terroryzm

Chciałem dać Wam nieco wytchnienia do moich tekstów, a i sobie zabezpieczyć kapkę luzu. Z tej oto zacnej chęci zanurzyłem się w totalnym nieróbstwie; zamknąłem przegrzany komputer i oddając się leserowaniu otworzyłem telewizor. Akurat nadawano kolejne sprawozdanie z francuskich jatek w Charlie Hebdo, kolejne relacje z ulicznych protestów ludzi oburzonych na fundamentalizm. Wyroili się dyżurni

czytaj całość Terroryzm

Trynd

Nie można było pojąć, dlaczego nowoodkryty kierunek filozoficzny, Radykalny Konsumpcjonizm, cieszył się traumatycznymi względami różnych wielkich Fusologów. Na próżno zmagano się z tym destrukcyjnym zjawiskiem, które – na drodze psychicznej osmozy – wciekło w trudną świadomość oświeconych ludzi. Obrachowano, że według wszelkich znaków na niebie i ziemi, nie powinien mieć szans na żywot dłuższy, aniżeli

czytaj całość Trynd

Troglodyta

Pierwszą czynnością niemowlaka jest macanie zewnętrznego świata. Zbieranie wiadomości o najbliższym otoczeniu. Orientacja w terenie wystającym poza becik: co wisi nad kołyską, czyja twarz pochyla się nad nią, do czego służy pielucha. Potem następuje proces uświadamiania sobie własnego ja: gdzie leżę, kogo to rąsia, nózia, gębusia. A potem zanoszą go do żłobka, z którego za

czytaj całość Troglodyta

Turysta

Gdy się zwiedza, zawsze coś tam w pamięci zostaje. Jest się wtedy dorywczym pacyfikatorem wrażeń, mędrcem płodzącym refleksje o życiu człekokształtnych ludzi, no i nie bez znaczenia jest fakt, że jak się powraca z terenów tropikalnych, można być szpanerem z paluchem dziobiącym we wspomnieniowy slajd, można przy okazji napomykać, tu byłem, to widziałem NA WŁASNE

czytaj całość Turysta

Wizyta starszego pana

Z naszej paczki tylko ja wyszedłem na ludzi: dopadł mnie zły los i zostałem niedzielnym artystą. A przynajmniej tak myślę, kiedy zbiera mi się na oglądanie wstecz. Albo gdy odwiedzają mnie dawni przyjaciele, z którymi nic mnie nie łączy poza niegdysiejszymi śniegami; patrząc na nich uzmysławiam sobie, że na próżno silą się, by mnie zabawić,

czytaj całość Wizyta starszego pana

Quasimodo

Często czułem się jak krasnoludek wierzący w dzieci. Nieraz widziałem to, do czego nie powinienem się przyznawać. Zacznę od Mamy. Był to czas, gdy wolałem nudzić się zespołowo, wyjść na podwórko, zobaczyć inne dzieci, usłyszeć, jak żyją, co robią, kiedy starych nie ma na horyzoncie, no i czy mają prawdziwego tatę.  Jednak mogłem się z

czytaj całość Quasimodo

Zadanie

Kiedy jeszcze pracowałem w realu, kolej nie stanowiła problemu. Gdy trzeba było jechać na urlop, razem z innymi profanami przygodowych rajz uciekałem w coraz bardziej smrodliwą dal: po słońce, ozon i jod. Odpocząć, nałykać się wytchnienia, zażyć spokoju po grdykę. Kto mieszkał nad morzem, brał kijki do nart i tak  wyekwipowany, pędził w stronę gór

czytaj całość Zadanie