Archiwa

* * * [było tak bez sensu]

to było tak bez sensu
spadł śnieg
o dwunastej
dwunastego

a ja

zaspałem
nie wstałem
i tkwię w środku

aż do wiosny
samotny
biały
z dziurawym garnkiem na głowie
brzozową miotłą pod pachą
a nos
mam czerwony

marchwiany taki

Wiersz przyokienny

ja drogie panie i drodzy panowie
kiedy za oknem zima się szczerzy
biegnę myślami
tylko niestety
do ulicy
tej mojej lipowej

po tej ulicy
spacerkiem
powoli
idę nie spiesząc się wcale
a czas
sobie kapie
czas kapie powoli
i życie mnie nigdzie nie goni

kiedy tak idę
za mną bajka biegnie
i elfów cała gromada
wołanie dobiega
wołanie z oddali

pójdziesz ty w końcu po mleko

Poranna rozmowa z Ludwikiem J K

a ja panie Ludwiku
piórem skrobię czasem
po papierze

i powiem panu
tak całkiem szczerze
że radochę mam z tego niezmierną
gdy obrazek spod pióra się kładzie

obrazek ulicy
świata
albo łąki z motylami

a ja na niego patrzę
i siorbię sobie kawę z koniakiem
do smaku

bo za oknem wiatr
i tak cholernie biało

Śnieżna noc

taka ciepła
biała

nie mów nic
słuchaj

stanął czas
anioł skrzydłem mrok rozświetlił
z nieba miłość
prószy białymi płatkami

śmiejmy się
kochajmy
śpiewajmy

kolęda kolęda pod niebem
rozgwieżdżonym