Archiwa

Pytam o złote kaczeńce .z cyklu ,, Rozwiewa wiatr ”

W twoim ogrodzie złote kaczeńce
dawno straciły swój blask
zwiędłe liście zwróciły ku słońcu
w ostatnim geście pożegnania
wiosennej ciszy

Rozsypały się drobne płatki
na soczyste trawy
skonały żółte refleksy
niespełnionych marzeń

Tak właśnie umiera nadzieja

Przyjdziesz z nowym bukietem złudzeń
pod próg mego istnienia
czy wypijesz mój żal
zlepisz rozproszony czas

I zaprosisz złote kaczeńce
by z kolejną wiosną
rozkwitła stałość
naszych wspólnych lat

Czy tylko bukiet złudzeń
mam wkładać nieustannie
w rozbity dzban
jałowych dni

Już tylko noc

Jak głodny ptak
wydziobuję z twoich ust
resztki dnia

Popołudniowy mrok
gasi ciągłość minionych
zdarzeń

Umiera dusza
rozpada się czas

Dla mnie już tylko noc

Okruchy szczęścia z cyklu ,, Rozwiewa wiatr ”

Poranna kawa z jedną łzą

smakuje gorzko
piołunową nutą
szybują radości

I znów okruchy szczęścia
sypniesz hojną dłonią
na mój stół

Zadzwoni malowana wiosna
słońce przetoczy swój blask
przez skrawek nieba

Ptaki rozpuszczą swoje tony
na zielone łąki
odejdą marzenia

Okruchy szczęścia
rozwieje wiatr

Zapadam w mrok z cyklu ,, Rozwiewa wiatr ”

Ranisz mnie spojrzeniem
pieszczotą miłością
nie pozwalasz na sen

Zostawiasz odartą z marzeń
opuszczoną bosą

Umarły złudzenia
już nie wierzę w anioły
i jasne poranki

Nie ma życia
bez stałości dnia i bliskości nocy
wołam ciszę

zapadam w mrok

Nasza miłość z cyklu ,, Rozwiewa wiatr ”

Nasza miłość
nieskalana czysta
ognisty żywioł
spieczona słońcem połonina
bieszczadzkich bezkresów

Rzucasz pochodnię
na moje serce

Rozkwitam pod dotykiem
twoich dłoni
i kurczę się w embrionalny kształt
lichego szczęścia

Nie pytam z cyklu ,, Rozwiewa wiatr ”

Zimowe dni lodowatego nieba
płatki śniegu roztańczone z wiatrem

Nie pytam o jutro

Sople zawieszone na gałęziach sosny
chłodne promienie zachodzącego słońca

Nie pytam o naszą przyszłość

Jeszcze czułe pocałunki
i szybko bijące serca
może starczy miłości

Nie pytam otoczona lękiem

W dolinie bieli i lodu cisza i spokój
jeszcze w nas bezmiar uczucia
lecz gdzieś tli się obawa i smutek

Nieruchomy krajobraz
wzniesiony nad doliną

Nie pytam bo znam odpowiedż
dusza krzyczy z bólu
niemą rozpaczą rozdarta

W zielonym splendorze wiosny
może w czerwonozłotym przepychu
jesiennych barw zapytam
i wtedy odejdę odarta z marzeń
w upalną noc
w diamentowe gwiazdy

Niebo czarne jak aksamit obejmie pamięć
i cichy płacz konającego serca

Biały opłatek

Biały opłatek
w twej dłoni drży
a w moich oczach
rosa czy łzy

Przygarnę miłość
do moich ust
w ramionach słońce
i szczęście tuż

A czy spełnione
odpowiedz mi
nie wiesz — czy rosa
czy tylko łzy

Nasza wigilia
i słodki czas
kolędy nuta
zostanie w nas

Na krańcu świata
nasz wspólny dom
w marzeniach lata
zostaje on

Kiedy opłatek
w twej dłoni drży
a w moich oczach
rosa czy łzy

Na ofiarnym stole

Położyłeś mnie na ofiarnym stole
zgasiłeś mój blask

Bezpieczna mgła
opadła z jesiennym deszczem
na puste pola

Roześmiała się noc
czarodziejka złudnych nadziei
zadzwoniła martwa cisza

Co mam Tobie jeszcze dać
za małą nutę słodkiej melodii
by powróciła nasza pieśń
i znów rozkwitły czerwone róże

Już nie mam nic
zostały tylko sny

Pośród kamieni

Wymyśl ze mną
wędrówkę słońca i księżyca
by ciepło i światło nadziei
ogrzało myśli

Idż do dziewięciu wzgórz
gdzie druidyczne rytuały
stanowią esencję
niesamowitej całości

a wielkie skaliste twarze
majaczą czerwonym
odcieniem

Pragnę tylko ukojenia
czarnej gałązki
pośród kamieni

Chcę zmierzyć się
z ciemnością

Skazana na miłość
samotnie rozdzieram mrok
i tworzę nowy świat
by już nie wracać
utartym szlakiem

w twoje ramiona

Odejdę od lustra z cyklu ,, Rozwiewa wiatr ”

Odejdę od lustra
stanę w ciszy

Rozjaśnię mrok
pachnącą różą
przywołam twój cień

Rozpędzoną miłość
przygarnę

Zatrzymam się dla ciebie
i znajdę swój świat