…jest i był miarą postępu; jaki bunt, taki postęp. Lecz bunt uzasadniony zdrowym rozsądkiem. Inaczej mamy do czynienia z anarchią, chaosem, jazgotem, czymś nieustająco mętnym, jak wykład idioty uważanego za [...]

Chyba to deszcz | Pamięci Seguna Awolowo | Śmierć o świcie | Post mortem
Chyba to deszcz
Chyba to deszcz. Wreszcie
Od spieczonego podniebienia
Oderwie się, zwiśnie
Język, ciężki od słów
Widziałem
Jak chmura się wznosi
Z popiołów. Zwarły się w krąg
Szary, w którym wirował duch.
Och, niechaj pada
Zaciska się na myślach obręcz
W rozpacz wtrącając pokrętną, uczmy
Czystości smutku uczmy się od deszczu
Jak siecze
Deszcz ów pulsujące przejrzystości skrzydeł
Naszych pragnień. Chrzest ten
Wypala dokładnie czerń tęsknot
Trzciny deszczu wprawne
W sztuce ustępstw, choć zgiąć ich
Nic nie zdoła, z moją ziemią wiążąc
Pustkę
Obnażają skulone
Na klęczkach skały.
(tłum. Ewa Fiszer)
Pamięci Seguna Awolowo
Temu
Kogo zabrał żwiru deszcz
Szosy rozprysk
Metalowy zgrzyt
Twardszy niż
Kamień milowy
Temu kto był.
Odbiło się drodze sędziwej
Tą zdobyczą
Mojej pierwszej młodości
Zawinił słońca błysk
Miraż na odszczepieńczej
Twarzy ziemi.
Temu kto wśród żniwiarzy padł
W żniwach przedwczesnych
I w cierpliwości serce
Ostatni krzemień najglębiej
Wbił
Śmierć, ta handlarka szmelcem,
Dobiła targu. Winą
Obarczyć przyjdzie Władcę siedmiu dróg
Gdyż dIa kaprysu władzę oddał w pacht.
Szmerem
Zamierającego pulsu rzek
Szeptem
Osypującej się ziemi
Skarżą się
Cienie szare głowy rąk
Błąkając się
Umykając zrozumieniu.
(tłum. Ewa Fiszer)
Śmierć o świcie
Kiedy któregoś dnia jechałem o świcie do Lagos,
z mroku wyleciał biały kogut i rozbił się o szybę mojego auta.
O milę dalej natrafiłem na wypadek samochodowy, w którym zginął człowiek.
Podróżniku, wyrusz
O świcie. Stopy
W wilgotną ziemię wytrzyj.
Niechaj
Wschód słońca reflektory przyćmi.
Patrz jak na niebie gałęzi ciernistych
Jawi się zarys, a cichy szmer kroków
Przeraża glisty. Cienie napęczniały.
To nie żadna śmierć zmierzchu ani światł zapaść.
Owo łagodne znikanie, owo rozżarzanie powolne
Budzi radość nagłą i lęk
Przed wyjaskrawionym dniem.
Objuczone kształty nachylają się
W mgle. Ttum bez twarzy człapie
Targ wyrwać ze snu – cicha, chyża
Procesja w bocznych uliczek szarzyźnie…
To tu
Stało się -
Jakby nastała zima
Na śmierć samotnego trębacza świtu. Kaskada
Białych płatków piór. Ale
Nie na wiele się zdała ofiara. Los
Zadał już cios. Przedtem.
Co krok
Prawa stopa radość, lewa strach.
Już się matka modliła, by
Nigdy dziecko nie wyszło, gdy
Czyha chciwie droga wygłodniała.
Padróżniku, wyrusz
O świcie
Śledzić cienie tej godziny świętej.
To był znak, ten trzepot przedśmiertny
Białych skrzydeł koguta, który śmiał
Postępowi człowieka zadać kłam…
Ale
Skąd ten sobowfór? Bracie
Uciszony uściskiem własnych wynalazków,
Czyżbym
To jednak ja
W tym kpiącym grymasie.
Na wieczność zastygł?
(tłum. Ewa Fiszer)
Post mortem
nie tylko piwu służą chłodnie, hojnie
dostarczają daniny trumny kostnic
mroźnych, uzbrojona jest – chwała jej! -
lodowata dłoń śmierci… człowiek
usta ma pełne waty, męskość
niczym glista skurczona
a głowa wydrążona, mózg
leży na wadze – czy po śmierci można.
wiedzy uprzedniej dowieść?
ciało wyznaje cicho, co skazało język
by umilkł, czyjeś palce sądzą
że się nauczą jak uniknąć śmierci.
kochajmy wszelką szarość, skalpel
szary i mury, jeden sen szary, kształt
obraz.
(tłum. Ewa Fiszer)






Najnowsze komentarze