Archiwa

N. Sachs – wiersze

NELLY SACHS

*** | Aby prześladowani nie stali sie prześladowcami | Umarłe dziecko mówi
Chór chmur | Zamknąć ogrody | Fragment poematu „Albagal”

Taki samotny jest człowiek
szuka na wschodzie
gdzie melancholia w twarzy zmierzchu się pojawia

Wschód jest czerwony od piania kogutów

Wysłuchaj mnie -

W pasji lwiej
w chłoszczącej błyskawicy równika
przeminąć

Wysłuchaj mnie -

Z dziecięcymi twarzami cherubinów zwiędnąć
wieczorem

Wysłuchaj mnie -

Na błękitnej północy róźy wiatrów
czuwając pod noc
pąk śmierci już na powiekach

tak dalej do źródła -

(tłum. Leopold Lewin)

Do góry

Kroki -
W jakich grotach ech
was przechowano
was, coście uszom niegdyś wróżyły
zbliżającą się śmierć?

Kroki -
Nie ptaków lot, ni widok wnętrzności,
ni krwawym potem dyszący Mars
nie przepowiedział więcej śmierci -
jedynie kroki -

Kroki -
Odwieczna gra katów i ofiar,
prześladowanych i prześladowców,
myśliwych i pędzonej zwierzyny -

Kroki,
co rwą na strzępy czas,
godziny obwieszają wilkami,
ucieczkę zbiega topią
we krwi.

Kroki,
które czas liczą krzykami, jękami,
wylewem krwi aż wycieknie,
śmiertelnym potem, co się godzinami zbiera -

Kroki zbirów
nad krokami ofiar,
nad sekundnikiem w biegu ziemi,
którym jest czarny księżyc straszliwie spowity?

W muzyce sfer
gdzie skowycze wasz dźwięk?

(tłum. Leopold Lewin)

Do góry

Matka trzymała mnie za rękę.
Nagle ktoś podniósł nóż pożegnania:
Matka wyrwała swą rękę z mojej,
Aby nie trafił we mnie.
Dotknęła jednak lekko mego biodra -
I ręka jej krwawiła -

Odtąd rozcinał mi nóż pożegnania
Każdy kęs w gardle na dwoje -
Wypływał w zmierzchu porannym ze słońcem
I w moich oczach zaczynał się ostrzyć -
W uszach mych szlifowały się wiatry i woda,
I każdy głos pociechy w serce mnie kłuł -

Kiedy na śmierć mnie wyprowadzono,
Poczułem jeszcze w ostatniej chwili
Wydobycie wielkiego noża pożegnania.

(tłum. Leopold Lewin)

Do góry

Jesteśmy pełne westchnień, pełne spojrzeń,
Jesteśmy pełne śmiechu,
Nieraz oblicza wasze przybieramy.
Jesteśmy blisko was.
Kto wie, ile waszej krwi się unosi
I nas zabarwia?
Któż to wie, ileście łez w naszym płaczu
Przelali? Ile tęsknot nadało nam kształt?
Jesteśmy umierania graczami,
łagodnie przyzwyczajamy was do śmierci.
Wy niedoświadczeni, których noce niczego nie uczą.
Dano wam wiele aniołów,
Lecz wy ich nie dostrzegacie.

(tłum. Leopold Lewin)

Do góry

Wczesna noc równinne gmatwa drogi.
Zimne ścieki mącą staw zamglony.
Apollinów i Dian poczet błogi
Kryje się w mgliste zasłony.

Szare liście lecą w mogił tonie.
Dalie róże lewkonie w oparze
W przymusowej orkiestrze ślą wonie.
Wełnisty sen przy moczarze.

Czmycha z bram księżyców skwarnych mrowie.
Skarbem twoim ufność w jego imię?
Czy budujesz wciąż na jego słowie
Z ręką na kiju pielgrzymie?

(tłum. Leopold Lewin)

Do góry

Siwe rumaki siodłać muszę
Przez siwe pędzić okolice
Aż zabłądzimy w zawierusze
Albo nas rażą błyskawice.

Na pozbawionym nasion łanie
Poczet herosów niemo pada.
Tylko kopcące migotanie
Płonących świerków hołd im składa.

Krętym łańcuchem po kamieniach
Potoki czerwonawe płyną.
Śpiewają z wąskich łóż westchnienia.
Łysy wiatr krąży nad równiną.

Wichrzą się w pi-asku rozplątane
Kobiece włosy, gęste skręty…
Kobiece łzy zadają ranę
Chłodząc, czy płaczą prawd lamenty?

*

Tu zamykajcie bramę: nieprzysposobionych
Pędzcie precz, niepojęta nauka być może
Śmiertelna, obraz dżwięk i korowód jej strzegą
Tylko z ust do ust idzie dalej jako nakaz
O jego pełni mówić nie winien dziś nikt.
Pierwsza przysięga uczy co przemilczeć trzeba
Słowo po słowie jasną obietnicę światu
Na któryście patrzyli i patrzeć będziecie
Nieśmiało nie nazywać jeszcze wzniosłych przeczuć.

*

Zapomniałeś swojego imienia
ale świat spieszy tutaj
i przedstawia ci piękny wybór
Potrząsasz głową
lecz twój ukochany
kiedyś ci w stogu siana igłę znalazł
Czy słyszysz: już woła ciebie -

*

Miłość moja wpłynęła w twoje męczeństwo
przezwyciężyła śmierć
Żyjemy w zmartwychpowstaniu -

*

Nie patrzymy już na zdrętwiałość ziemi starej
Na lasy od zatrutych wiatrów osiwiałe
Na glebę w której susza wyżłobiła szpary
Na wypalone zioła i trawy spłowiałe.
Na wysokościach źródło zostało zatkane
I świeżych wysp ukrytych rozkwitają plony:
Przez ciebie nowe słowo zwiastowane
Przez ciebie nowy lud zbudzony.

*

Dalekie krwawienie wieczoru
aż ciemność trawę pogrzebie
Embrion marzenia w ciele matki
puka
Twórcze powietrze powleka się z wolna
skórą nowych narodzin
Ból zapisuje się
wachlowaniem twarzy
Życie i umieranie toczą się dalej -

(tłum. Leopold Lewin)

Do góry

Leave a Reply

  

  

  

Proszę pozostawić te dwa pola tak jak są: