Wczesny błękit | Światło | Uwiązany pies | Madrygał | Kwiecień
Kiedy obudził mnie łagodny zapach,
ujrzałem gwiazdę,
jak, uśmiechnięta, schodziła mi z oczu;
- uśmiechnięta, że tak przetrwała
calutką noc przede mną
obnażona i wonna, uśmiechnięta.
(tłum. Janusz StrasburgerJózef Birkenmajer
Do góry 
Czemuż ta woń, co łączy
nieskończoność i ciało,
w popołudniu spokojnym?
Od jakiej nadchodzącej i promiennej
kobiety idzie ku mnie jak wspomnienie
przyszłego szczęścia?
(tłum. Janusz Strasburger)
Do góry 
Przyjście jesieni jest dla mnie tym
uwiązanym psem, mój Srebrzynku,
który szczeka przeciągle i czysto w sa-
motności dziedzińca, podwórka czy
ogrodu, co po południu zaczynają prze-
nikać zimnem i smutkiem… Zawsze,
gdziekolwiek bym nie był, Srebrzynku,
w te dni, które stają się coraz bardziej
żółte, słyszę owego psa uwiązanego,
szczekającego ku zachodowi słońca.
Jego szczekanie, bardziej niż cokol-
wiek innego, przysparza mi radości. Są
to chwile, kiedy całe życie uchodzi w
oddalającym się złocie, jak serce skąpca
w ostatniej uncji skarbu, co przepada. A
złoto ledwie istniej, chciwie skupione w
duszy i rozsyłane przez nią we wszyst-
kie strony – tak jak dzieci chwytają
słońce kawałkiem lusterka i przenoszą je
na ocienione ściany, łącząc w jednym
obrazie wizerunek motyla i suchego liścia.
Czeredy wróbli i kosów podrywają
się z gałęzi na gałąź pomarańczowego
drzewa lub akacji, coraz wyżej wstępu-
jąc wraz ze słońcem. Słońce staje się ró-
żowe i lila… Piękno uwiecznia przelotną
chwilę bez tętna, niby umarłą na za-
wsze, lecz jeszcze żywą. A pies przeni-
kliwie i zajadle szczeka na piękno, czu-
jąc być może, jak ono umiera…
(tłum. Janusz Strasburger)
Do góry 
Spójrz na niego, Srebrzynku. Trzy-
krotnie – niby konik cyrkowy po
swym torze – okrążył cały ogród, biały
jak lekka fala samotna w łagodnym mo-
rzu światła – i znowu zniknął za mu-
rem. Wyobrażam go sobie na krzaku
dzikiej róży, tam z drugiej strony; wi-
dzę go niemal poprzez wapno. Spójrz,
bo już jest z powrotem. Naprawdę to
dwa motyle. Jeden biały – on; a drugi
czarny – jego cień.
Są, mój Srebrzynku, piękności tak
świetne, że inne próżno chciałyby je
zaćmić. Jak na twym pyszczku oczy są
czarem największym, gwiazda jest nim
wśród nocy, róża i motyl wśród ogrodu
rankiem.
Srebrzynku, jak ładnie lata! Z jaką ra-
dością musi się unosić! To tak jak dla
mnie, szczerego poety, uciecha wiersza.
Cały, aż po swą duszę, zagłębił się w lo-
cie; zda się, że więcej nic nie obchodzi
go w świecie, chciałem powiedzieć – w
ogrodzie.
Cicho, Srebrzynku… Patrz jeszcze.
O, jak rozkosznie tak lecieć, bez skazy
czystym!
(tłum. Janusz Strasburger)
Do góry 
Ptak w gałęziach topoli.
- I co dalej?
- Topola w błękitym niebie.
- I co dalej?
- Niebo błękitne w wodzie.
- I co dalej?
- Woda w każdym świeżym płatku.
- I co dalej?
- Świeży płatek w róży.
- I co dalej?
- Róża w moim sercu.
- I co dalej?
- Moje serce w twoim.
(tłum. Jan Zych)
Do góry 
Najnowsze komentarze