Strzeliński Ośrodek Kultury zaprasza na:
IV Ogólnopolski Konkurs Poetycki „O Granitową Strzałę” i Turniej 1 Wiersza
KONKURS POETYCKI
Konkurs poetycki przebiegać będzie w dwóch etapach.
Do udziału w zapraszamy twórców, którzy ukończyli 18.
I [...]
|
|||||||||
ODKRYCIE POCZĄTKU ŚWIATAaut. Małgorzata Baranowska Anna Świrszczyńska uprawiała bardzo różne gatunki literackie, a co więcej wiele razy zmieniała styl. Od początku uprawiała prozę poetycką i sama sądziła, że to będzie najwłaściwsza dla niej forma wypowiedzi. Pisała utwory teatralne i słuchowiska radiowe, również, a raczej przede wszystkim, dla dzieci. Pisywała wiersze-groteski i poematy dramatyczne. Była prawdziwą poetką formy. Większość życia szukała własnej. Ze „Wstępu” do POEZJI WYBRANYCH, 1973:
To bardzo radykalna deklaracja, ale nic by nie znaczyła, gdyby Świrszczyńska nie zrobiła tego, co rozumiała za swój twórczy obowiązek. A dokonała tego prawie czterdzieści lat po poetyckim debiucie. Urodzona w roku 1909 przełomowy tom JESTEM BABA wydała już wieku dojrzałym, w roku 1972. Przedłużeniem tego rewolucyjnego zwrotu w jej twórczości był tom BUDOWAŁAM BARYKADĘ, 1974 i w końcu SZCZĘŚLIWA JAK PSI OGON, 1978. A przecież jej pierwszy tomik miał charakter zupełnie inny. Może dlatego, że świat był jeszcze zupełnie inny, przed II wojną światową, przed powstaniem warszawskim. W roku 1936 Świrszczyńska wydała pierwszy swój tom pt. WIERSZE I PROZA. Tutaj ujawniło się dobrze jej artystyczne wychowanie. Wiele z tych utworów jest rodzajem obrazów „przetłumaczonych” na słowa. Całe dzieciństwo miała do czynienia ze sztuką, z reprodukcjami malarstwa i z autentyczną sztuką ludową, w poszukiwaniu której wędrował jej ojciec wraz z rodziną – żoną i córką. Ojciec malarz, rzeźbiarz i etnograf Jan Świerczyński (nazwisko poetki jest wynikiem metrykalnej pomyłki) dostarczał rodzinie więcej przeżyć artystycznych niż środków do życia. Sama poetka chciała pójść na akademią sztuk pięknych, ale z powodów materialnych wybrała polonistykę. Wczesne teksty polskie, wiek XV i barok zrobiły na Świrszczyńskiej wielkie wrażenie, które wyraziło się w przedwojennych różnorodnych stylizacjach, mających właśnie oddać odpowiednie obrazy. Dopiero po wojnie, w tomie LIRYKI ZEBRANE, 1958, poetka dodała podtytuły np. do DZIEŃ STWORZENIA podtytuł „Fresk”, do OGRODU ŚREDNIOWIECZNEGO, „Gobelin” czy do AMFITRYTY, „Gobelin barokowy”, co uczyniło te utwory trochę bardziej statycznymi, chociaż zasadniczo nigdy nie można było zarzucić poezji Świrszczyńskiej statyczności. Jej obrazy były niezwykle dynamiczne. Już w utworach przedwojennych objawiło się silne poczucie barwy języka i charakterystyczne poczucie humoru. Stylizacje wzmacniały cechy groteski. Z wiersza GROTESKA:
Jej humor dziwnie podszyty był grozą, a skostniałe alegorie nabierają niezwykłych obyczajów. Przykładem Victoria, alegoryczna postać z malowideł przedstawiających bitwy. Tu, kiedy się pojawia w wierszu VICTORIA, narusza porządek toczącej się bitwy i gorszy generałów, wyciągając feldmarszałka, „wśród westchnień konających, którzy nie są w stanie myśleć o późniejszym zmartwychwstaniu”, do sielankowego domku na uboczu, w którym akurat mieściła się kwatera główna, po to, by z wdziękiem i śmiechem wcisnąć mu na czaszkę wieniec. Więc właściwie Victoria wykonała swe, przepisane skostniałą tradycją, zadanie, ale w sposób całkowicie niekonwencjonalny. Od początku Świrszczyńska nie poddaje się stereotypom i jest jak najdalsza od sentymentalizmu. Jedną z ważnych konsekwencji myślenia poetki stała się jej własna teoria śmiechu. W jej poezji śmieją się ludzie, serafiny i w końcu okazuje się, że najczęściej ona sama śmieje się z siebie. Śmiech był dla niej nie tylko sposobem na zdystansowanie się wobec losu, wobec tragedii życia, ale nawet motorem działania i zasadą organizacji chaosu świata. Śmiech, także humor, choćby wisielczy, trzyma człowieka przy życiu. W sztuce w jednym akcie CZARNY KWADRAT jedyną racją istnienia bohatera, Wariata, było szczęście. Kiedy ono znikło Wariat umarł. Zamiatacz wygłasza zdania końcowe. rodzaj epilogu: „Oto niejasny morał, panie i panowie. Umarł, bo przestał się śmiać. Przestał się śmiać, bo umarł”. Oto cytat z dramatu ORFEUSZ, za który Świrszczyńska zdobyła nagrodę w konspiracyjnym konkursie dramatycznym w roku 1943. Został on opublikowany w roku 1947 z przedmową Wilama Horzycy, który wyreżyserował go też w Teatrze Ziemi Pomorskiej w Toruniu – premiera 21 września 1946:
„Prologiem” do tej sztuki był tekst, wydrukowany potem jako osobny utwór w LIRYKACH ZEBRANYCHpod tytułem SZTUKA, który jest rodzajem wyznania czy manifestu. Poetka zwierza się, że walczą o nią dwa duchy, jeden żartobliwy, drugi poważny. Rzecz idzie o to, że naraz ma „nieprzeparta chęć mówienia żartem” i „nieprzepartą chęć mówienia poważnie”.:
Wilam Horzyca zakończył swoją przedmowę charakterystycznym zdaniem:”…kto dojrzał śmierć, ten dojrzał i życie”. Śmiech jako wyzwanie stanowi ziemską odpowiedź na nieuniknioność Ananke i jako takie godne jest człowieka. To śmiech, który świadczy o przebyciu najważniejszego z doświadczeń. Mit Orfeusza to opowieść o śmierci i podziemiu, o śmierci Eurydyki i samego Orfeusza. Ale mit Orfeusza to również mit sztuki. A Świrszczyńska była nadzwyczaj świadoma jej problemów i tej dwuznaczności, która zawiera się w samym tworzeniu, w życiu artysty, w próbie wchodzenia w kompetencje Boga. Poezja, każda twórczość zmuszona jest ustosunkować się do samej zasady świata, do tworzenia. Tyle że to nie jest łatwe. Tom WIERSZE I PROZA zaczyna się od wiersza DZIEŃ STWORZENIA. Początek świata, początek wszystkiego nurtuje poetkę całe życie. Ma jednak poczucie, że Bóg nie zostawił ludziom klucza do poznania, Księga Rodzaju jest całkowicie nieprzenikalna, niezrozumiała dla pierwszych ludzi, podobnie całkowicie obca wieczność. LIRYKI ZEBRANE zaczynają się już od innego przedwojennego wiersza, POŁUDNIE, który Świrszczyńska uważała za swój debiut i za który w roku 1934 otrzymała nagrodę w Turnieju Młodych Poetów „Wiadomości Literackich”. Świat tutaj przedstawiony nie został raz w ostatecznym kształcie na wieki stworzony, ale ciągle się znajduje w twórczym fermencie. Człowiek usiłuje go pojąć, ale on umyka poznaniu:
Wydaje się, że Świrszczyńska zawsze widziała naraz stronę życia i stronę śmierci. Chociaż być może dopiero wojna i powstanie uświadomiły jej wagę takiego widzenia świata. W roku 1942 zdobyła nagrodę na tajnym konkursie za poemat ROK 1941, który w swej poetyce bardzo się różnił od przedwojennych stylizacji. Czesław Miłosz w książce JAKIEGOŻ TO GOŚCIA MIELIŚMY. O ANNIE ŚWIRSZCZYŃSKIEJ, 1996, poświęca temu poematowi dużo miejsca. W końcu roku 1941 dała mu ona ów wiersz do robionej przez niego podziemnej antologii PIEŚŃ NIEPODLEGŁA. Miłosz był zaskoczony tak wielką, dramatyczną zmianą języka poetki, chociaż przecież wszyscy poeci polscy w tym czasie odczuwali nieprzystawalność zastanego języka poezji i ich własnego języka ukształtowanego przed rokiem 1939 do tego, co właśnie przeżywali. Świrszczyńska postępowała w swojej twórczości zgodnie z tym, co rozumiała pod pojęciem stworzenie świata. Gotowa była przerabiać własne utwory, dodawać podtytuły, skracać, stosować nowy podział zwrotek, jak w wierszach z tomu WIERSZE I PROZA. Zachowywała się jak rzemieślnik, który obrabia stale pewien materiał. Pisała wiele dla dzieci na tematy „programowe”, zwłaszcza opracowując polskie wątki historyczne i legendarne. Równocześnie bez przerwy w jej poezji objawiał się twórczy ferment „tworzenia nigdy niegotowego świata” właściwy twórcom, których nie kojarzymy bezpośrednio z rzemieślnikiem. Dramat ORFEUSZ jest kontynuacją wątku zaczętego w roku 1938 w słuchowisku radiowym pt. „Śmierć Orfeusza” opracowanego przez poetkę w latach 1939-1945 i zakończonego w roku 1946. Ale najwięcej razy przerabiała, przynajmniej najwięcej mamy na to dowodów w jej drukowanych tomach, wiersz ROK 1941. I w pewnym sensie musiało tak być. To wiersz podyktowany wielkimi emocjami i bardzo silnie osadzony w czasie swego powstawania. Przeżycia wojny i okupacji zmuszały poetów do poszukiwania nowego języka i chyba niemożliwym było znaleźć go od razu. Właściwie nigdy się tak nie dzieje. Najpowszechniejsze jest wyrażanie tak wielkich zbiorowych przeżyć przez formy zastane, gotowe, dla danej społeczności wspólne. Mimo że rzeczywistość wojny nie została jeszcze przez język poezji przetrawiona, literatura okresu wojny i okupacji spełniła niewątpliwie zapotrzebowanie społeczne na poezję krzepiącą serce, walczącą, poezję pobudki, a także poezję nadziei i rozpaczy naraz. Wiersze Świrszczyńskiej w okresie wojny nie tracą znaku jej osobowości. Próbuje wyrazić wojnę w kategoriach już przedtem wypracowanych. I wtedy okazuje się, że jej „stworzenie świata” się zmieniło. Znikło średniowieczne drzewo przodków. Polska czasu wojny okazuje się rodzajem czyśćca, a ludzie w niej podlegają przemianie na kształt „zbiorowego feniksa” – wiersz ROK 1941. Wygląda na to, że zmieniając wiersz ROK 1941 poetka za każdym razem wkładała w niego emocje okresu, w którym go zmieniała. Pierwsze, co uczyniła, to zmieniła go z hymnu religijnego w wiersz świecki. W książce o Świrszczyńskiej Miłosz, który porównuje aż cztery wersje tego wiersza mówi, że zapewne w czasie wojny Świrszczyńska podległa sile „zbiorowego uniesienia”, a potem wróciła do własnych, agnostycznych, poglądów. Zmieniła też, wzmocniła, po powstaniu, pewne akcenty martyrologiczne, chociaż wypadła martyrologia Oświęcimia i łagrów, co mogło oznaczać działalność cenzury. Niezależnie od tego, co konkretnie poetka zmieniła, trzeba powiedzieć, że chodzi tu o sprawy zasadnicze. Właśnie to cechowało tę poetkę, tak w twórczości, jak i w życiu – chęć wyjaśnienia swojemu rozmówcy albo czytelnikowi jasno sprecyzowanych własnych poglądów. W dodatku miała skłonność do używania dialogu, tak w formach dramatycznych, radiowych, jak i w wierszach. Wydawało się, że zawsze ma przed sobą kogoś, do kogo mówi. Świrszczyńska nie tylko usiłowała, jak i inni wybitni poeci, od razu odkryć własny ton, ale i potrafiła raz uzyskany zmienić, czego dowodem jest odkrywczy tom BUDOWAŁAM BARYKADĘ wydany dopiero w roku 1974. Zacytujmy słowa Czesława Miłosza z jego książki o Świrszczyńskiej z rozdziału „Anna i wojna”:
Co robiła Świrszczyńska w literaturze przez te wszystkie lata przed własną, jednoosobową poetycką rewolucją? Oczywiście zawsze, i przed, i po wojnie, pisała dla dzieci z wyraźną intencją dydaktyczną. Sama faktycznie zadebiutowała w roku 1930 wierszem ŚNIEG w młodzieżowym piśmie „Płomyk”. W latach 1936-1939 była redaktorem „Małego Płomyka” wydawanego przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Była też autorką publikacji ROK POLSKIEGO DZIECKA. WIERSZE I OBRAZKI SCENICZNE NA DOROCZNE ŚWIĘTA PAŃSTWOWE I SZKOLNE, 1936, zawierającego między innymi teksty na Święto morza, Święto kadrówki, Święto niepodległości, Powstanie listopadowe, Wspomnienie o Marszałku, Dzień spółdzielni, Dzień dobroci dla zwierząt. Po wojnie duża część jej tekstów dla dzieci to historia Polski i polskie legendy w wersji dziecinnej. Świrszczyńska jest jeszcze przedstawicielką ukształtowanej właściwie na początku dwudziestego wieku postępowej inteligencji polskiej, dla której najwyższą wartością było wychowanie młodzieży w duchu patriotyzmu i rozwoju społecznego. Przechowywała jeszcze żywe tradycje rewolucji 1905 roku. Niezależnie od pochodzenia samych poszczególnych członków grupy, inteligencja ta ceniła związki z ludem, ludowością, doceniała sztukę ludową. W dzieciństwie Anna Świrszczyńska z matką i ojcem, który urządzał wystawę sztuki kurpiowskiej, przemierzyła Kurpie. Jednocześnie widać, jak poetka walczy z pewnymi wzorami z początku wieku XX, kontynuowanymi w dwudziestoleciu, które ją ukształtowały i tkwiły u początku jej pisania. Sama przeciwstawiła się własnemu estetyzmowi. Wystąpiła przeciw wzorom dzieciństwa, przeciw wielomówności, przeciw historyzmowi, który nie mógł już unieść kondycji człowieka z okresu II wojny wała ten światowej, przeciw historycznym „przebierankom”. Przy tym owe zwalczane cechy wracały nieustannie w twórczości dla dzieci. Żeby unaocznić „poczucie wzoru” Świrszczyńskiej, zacytujmy opis widzianej jej oczyma pracowni malarskiej ojca ze „Wstępu” do POEZJI WYBRANYCH:
Codzienne oglądanie pracowni malarskiej, książek z historii sztuki, albumów Świrszczyńska zużytkowała w poezji, ale w pewnej chwili postanowiła się z tego wyzwolić. Jej celem stało się mówienie pełnym głosem o uczuciach i w pewnym sensie stanowić lustro ludzkości. Jej głos miał być głosem kobiet, bardzo różnych kobiet. Co ciekawe, w kontekście całej twórczości Świrszczyńskiej to Murzynka z tomu CZARNE SŁOWA, 1967, okazuje się jej „próbną kobietą”, „próbną babą” sprzed kobiety (a raczej kobiet), jaka występuje w tomie JESTEM BABA. W tomie CZARNE SŁOWA odbija się wyraźnie założenie, niestety mylne, że poezja, w ogóle sztuka „prymitywna”, ludowa jest sztuką uczuć autentycznych, indywidualnych. A ona właśnie odznacza się największym skonwencjonalizowaniem, rządzi się nie własnymi uczuciami bohaterów, ale skostniałymi sztampami tradycji. Świrszczyńska w murzyńskich maskach i pieśniach widzi „stężałą ekstazę przerażenia, potęgi, szczęścia” („Wstęp” do POEZJI WYBRANYCH). Tyle tylko że to wszystko uczucia uogólnione i różnią się od uczuć poszczególnego człowieka, będących motorem sztuki, jak go Świrszczyńska rozumiała. Inna rzecz, że z powodu tego nieporozumienia ze sztuką ludową powstało już niemało arcydzieł. Ten, można by powiedzieć, historyczno-literacki błąd popełniało bardzo wielu poetów przed nią, romantyków, futurystów. Część pierwsza CZARNYCH SŁÓW pt. WIERSZE ma podtytuł „Stylizacje murzyńskie” (druga to teatr poetycki, POEMATY DRAMATYCZNE). Sam pomysł stylizacji stanowi kontynuację sposobu myślenia młodej Świrszczyńskiej. Pojawia się jednak nowy element – silna rola podmiotu. Akcent zaczyna padać na „ja”, zarówno „ja” wojownika i myśliwego, jak i „ja” rodzącej, matki i kobiety czekającej na mężczyznę. W tomie CZARNE SŁOWA Świrszczyńska po raz pierwszy jakby zrywa z dyskrecją. Bez żenady pisze o czekaniu na mężczyznę, a także o porodzie. Po raz pierwszy tak wyraźnie skupia się na życiu, powiedzmy, fizjologicznym, biologicznym, choć także – zwłaszcza w pieśniach-wierszach myśliwych, symbolicznym. Jej rozumienie stworzenia świata, początku stało się bardziej antropocentryczne, niż kiedyś. Sama poetka skupiła się bardziej na „sobie” i na tych dwóch najciekawszych i najbardziej tajemniczych chwilach w życiu człowieka, na narodzinach i śmierci. Jako kobieta szczególnie przeżywała ten pierwszy moment. Zrywając z dyskrecją weszła na teren tabu. Bo kobiety od zawsze dużo o porodach rozmawiały, ale nie pisały. Ona też, wówczas jedyna w poezji polskiej, przełamała wtedy tabu dotyczące ciała kobiety odczuwanego przez nią samą, nie przez mężczyznę. Oto nowy początek świata, już z tomu JESTEM BABA, z wiersza POD CZARNĄ GWIAZDĄ:
Po CZARNYCH SŁOWACH swoistym laboratorium przyszłego stylu poetki stał się tom WIATR, 1970. Czasem nawet ujawniało się to w wierszach w sposób bezpośredni. Na przykład wiersz JA I MOJE WŁASNE TOWARZYSTWO:
W poezji dojrzałej Świrszczyńskiej jest rzesza różnych kobiet i mnóstwo jej „ja”: stare wariatki, ledwie urodzone dziewczynki, ja jako córka, ale za chwilę ja jako matka, ja nienawidząca, ja szczęśliwa, ja – której nie ma, śmiejąca się, cierpiąca. Postaci dobrze znane ludzkości pokazują się nagle w nowym świetle, jak siwa Ofelia z wiersza SIWOWŁOSA OFELIA z tomu WIATR. Nikt też przedtem nie słyszał o starej kobiecie, samotnej macosze, nie pamiętającej już, że była złą macochą. W stereotypie złe macochy występują wraz z gnębionymi dziećmi i nie wiadomo właściwie, co się z nimi dzieje, kiedy pasierbowie dorastają, ale w poezji Świrszczyńskiej inaczej - NIE PAMIĘTAM z tomu JESTEM BABA. Często rozdziela się całkowicie dwa odkrycia Świrszczyńskiej – tomy JESTEM BABA i BUDOWAŁAM BARYKADĘ, ale jedno bez drugiego nie mogłoby powstać. Bez szoku historii poetka inaczej albo wcale nie szukałaby nowego języka na nazwanie uczuć, cierpienia, radości, także ciała. A bez wytworzenia poglądu na „babstwo” i „kobiecość” nie stworzyłaby może tak przekonujących obrazów z powstania. Własne cierpienie staje się dla poetki jej „narzędziem pracy” - MOJE CIERPIENIE z tomuWIATR:
Można powiedzieć, że w BUDOWAŁAM BARYKADĘ pojawia się tradycyjny punkt widzenia kobiety polskiej. Buduje ona barykadę, kiedy jest napadnięta i zmuszona do tego. Nic w niej nie ma z krwawej Walkirii, nie jest wojowniczą dziewicą jak Joannna d’Arc. Jeśli wychowała synów do wojny, to dlatego, że nie było innego wyjścia. Niezależnie od wieku rzeczywistego, w razie zbrojnej potrzeby staje się matką, sanitariuszką, zajmuje się ciałami żołnierzy, rannych, umarłych, widzi ich poszarpane ciała w perspektywie własnego z nimi związku, matczynego właśnie, wierszDWUDZIESTU MOICH SYNÓW. Punkt widzenia kobiety polskiej wyrażony zostaje nowym językiem, który przejawia się już w wyborze bohaterów czy ról w tej poezji. Niektóre z tych ról były faktycznie jej rolami. Świrszczyńska była salową w powstańczym szpitalu i jej zdanie z wiersza NOSIŁAM BASENY:
to zdanie o niej. Zdanie o niej przeradza się w zdanie symboliczne, bo wiersz ten kończy się zwrotką:
W jej poezji kobieta w chwili ostatecznego zagrożenia marzy o tym, by mężczyzna powrócił do jej łona, nie dlatego, że jest egzotyczną modliszką, ale żeby jego ocalić, żeby chronić życie, uczynić go nienarodzonym dzieckiem, by nie mógł zginąć, wiersz MÓJ MĘŻCZYZNA. W wierszu SPAŁAM Z TRUPAMI poetka przeprasza, że jeszcze żyje. Kobieta w ZAKOPUJĘ CIAŁO WROGA przemawia do trupa wroga i mówi mu też, że ziemia przyjmie go, jakby wrogiem nie był, harcerka w wierszu HARCERKAwstydzi się, ale prosi, żeby ją pochowano w koronkowej sukience, bo nigdy jeszcze nie była na zabawie. A to tylko kilka ról. Na tle bezpardonowej rzeczywistości powstania może najbardziej niespodziewany punkt widzenia został przedstawiony w wierszu CZTERNASTOLETNIA SANITARIUSZKA MYŚLI ZASYPIAJĄC. Dziewczynka chciałaby umrzeć za każdego z ludzi, także Niemców i myśli tak:
W trosce o to, żeby wypowiedzieć jak najwięcej uczuć, Świrszczyńska bez litości eksploatuje samą siebie, chociaż jej świat absolutnie się nie ogranicza do niej samej. Nie tylko przybiera kolejne role, ale i każdy jej wiersz stanowi albo dialog, albo przynajmniej adresowany do kogoś monolog.BUDOWAŁAM BARYKADĘ składa się ze skróconych do wyłącznie istotnego sedna małych dramatycznych scenek, dialogów i monologów. To bardzo przemyślana całość, która w poetyckim skrócie i kondensacji ma oddać niepowtarzalną atmosferę, napięcie uczuciowe powstania, to zgęszczone w pewnej zamkniętej przestrzeni miasta, kameralnej przestrzeni kamienicy czy podwórka, pospieszne życie, walka, dorastanie, umieranie. Mnóstwo tu relacji między ludźmi: rodzina, wnuk, syn, matka, mąż, sąsiad, dowódca, jeniec. Ogólnoludzkie sytuacje i właściwe wszystkim ludziom uczucia poddane ogromnemu ciśnieniu pozwoliły Świrszczyńskiej uchwycić w tej niecodziennej sytuacji kwintesencję codzienności. I ta codzienność, te przeżycia zwykłych ludzi były przedmiotem ataków, kiedy książka się ukazała. Wielu czytelników absolutnie nie chciało uznać tej prawdy, która według nich godziła w przyjęty już bohaterski obraz powstania. To że Świrszczyńska brała udział w powstaniu właśnie jako salowa i sanitariuszka, krytyków nie powstrzymywało. Z punktu widzenia języka poetyckiego dla tamtych czytelników obraźliwy był już sam fakt, że w tomie BUDOWAŁAM BARYKADĘ nie ma żadnych porównań, metafor ani upiększeń. Sytuacja była tym trudniejsza, że po wojnie nie było możliwości ujawnienia się różnorodnych punktów widzenia na powstanie warszawskie. Miłosz w książce o Świrszczyńskiej:
Miłosz przedstawia te dwa obszary twórczości Świrszczyńskiej, w których okazała się niezwykle nowatorska, jedyna tak w poezji polskiej. Znalazła ona bowiem formę dla czegoś w Polsce ciągle niedookreślonego: dla niesłychanie cielesnego cierpienia, niesionego przez powstanie warszawskie, przez każdą wojnę i dla punktu widzenia kobiety w powstaniu, jak i kobiety po prostu, w życiu. O tomie JESTEM BABA Miłosz pisze:
Poeta sam przyznaje się, że musiał się nieco zmienić, żeby zrozumieć punkt widzenia Świrszczyńskiej, punkt widzenia jej feminizmu. Najpierw uważał, że realizm czy naturalizm jej wierszy, w których wyraża współczucie dla innych kobiet, jest przesadzony i skupiał się raczej na jej wierszach erotycznych, ale z czasem zrozumiał prawdę tej poezji. W ‘Przedmowie’ Miłosza do POEZJIŚwirszczyńskiej, 1997, zwraca on uwagę, że dwa najważniejsze tematy dojrzałej poetki – los kobiety i seks budziły niechęć dużej części czytelników, a jej „wielkiej piękności” (wyrażenie Miłosza) wiersze erotyczne „nie mogły się podobać mężczyznom” (Miłosz). Przyzwyczajenie publiczności czytającej do męskiego punktu widzenia, nawet, jeśli chodziło o bohaterkę, i do specyficznie pojętej poezji kobiecej do dziś powoduje traktowanie poezji Świrszczyńskiej, np. w szkole, raczej jako „wybryku” niż „poważnej” twórczości, mimo że jest ona ważną odnowicielką poetyckiej polszczyzny. Także polski feminizm właściwie o tej poezji jakby nie pamiętał, mimo że nikt dalej w feminizmie w poezji polskiej nie doszedł. Tom JESTEM BABA składa się z części mówiącej w sposób niezwykle skondensowany i dramatyczny o losie kobiet. Ale to, co najbardziej, w swoim czasie, poruszyło publiczność polską nie przyzwyczajoną do poezji pozbawionej ostrzejszego erotyzmu, to TRZY POEMATY, choć można je też nazwać cyklami, składające się z części: PROLOG, MIŁOŚĆ FELICJI, MIŁOŚĆ ANTONINY, MIŁOŚĆ STEFANII,EPILOG. Już PROLOG, czyli „Kobieta rozmawia ze swoim udem”, wywołał burzę. Miłosz w swej książce pokazuje, że ponieważ w Polsce raczej niemożliwe by było użyć w poezji „wysokiej” opisu seksualnego narządu kobiecego, poetka zastępczo użyła uda. Zwraca się do niego jako do przyczyny udziału we wszelkich obrzędach miłości:
Te wiersze są jednymi z najbardziej „cielesnych” w poezji polskiej. I nie ma tu rozdziału na piękno i brzydotę, a na ciało kobiece w miłości i w ciężarności, w szczerości i w miłosnej konwencji. Wszystko się nakłada i łączy w szczerość przerażającą czytelników konwencjonalnych i sentymentalnych. Miłość, namiętność, pożądanie, ale nigdy sentymentalizm. Przeżycia miłosne to jednocześnie silny pociąg i brak możliwości porozumienia, doznania jednoczesne, ale całkiem odmienne, wiersz KOCHANKÓW DZIELI MIŁOŚĆ. W jej wierszach ciało jest „bezwstydnie” obecne. Odbija się w jej poezji w głębokiej świadomości każdego doznania – ciało żyjące, czujące, cierpiące, kochające, czułe, wiersz MOJE CIAŁO MUSUJE, z poematu MIŁOŚĆ FELICJI:
Poczucie istnienia cielesności to jedna z przyczyn, dlaczego zawsze wiemy, kto do nas z wiersza Świrszczyńskiej mówi, jaka istota z krwi i kości, z rozkoszy, radości, strachu i cierpienia. Ostatni, przygotowany przez nią, pośmiertny już tom, nosił charakterystyczny tytuł CIERPIENIE I RADOŚĆ. Są tu obecne wszystkie motywy jej poezji, a przy tym to tomik „bardzo rodzinny” – portrety ojca, malarza, i kiedyś młodego studenta biorącego udział w wydarzeniach rewolucji 1905 roku, i matki, która miała w swym miasteczku możliwość dobrego wyjścia za mąż, a wyszła „za szaleńca”, czyli artystę. WierszJEJ ŚMIERĆ JEST WE MNIE:
Tom ten zawiera wiersz BOGINI MATRIARCHATU, który pokazuje, że nawet tuż przed śmiercią, w roku 1984, poetka pisała od nowa swoje kolejne stworzenie świata, ciągle mając nadzieję, że przed ludzkością jest jeszcze jakaś szansa naprawy. A może się ona dokonać poprzez działanie kobiety. Właśnie przełamywanie stereotypu myślenia o kobietach i „za kobiety” i skrajne uproszczenie języka poetyckiego uczyniły Świrszczyńską poetycką odkrywczynią.
Leave a Reply |
|||||||||
|
Copyright © 2012 Lepsza Strona Ciszy - All Rights Reserved 2 gości, 6 bots, 0 członków Najwięcej dzisiaj: 11 o godz. 12:12 am CET Ten miesiąc: 632 o godz. 02-01-2012 09:42 pm CET Ten rok: 632 o godz. 02-01-2012 09:42 pm CET Cały czas: 632 o godz. 02-01-2012 09:42 pm CET |
|||||||||
Najnowsze komentarze