Archiwa

JAK DALI POSZERZA PRZEKAZ MALARSTWA

aut. Mirosław Zabierowski

 

W malarstwie Salwatora Dali obecna jest myśl znana w antropologii religii; inna sprawa, że z niechęcią współcześnie wyrażana, wręcz ukrywana: podobnie jak rozwój składa się z rozwoju i antyrozwoju, tak męstwo życia składa się z męstwa i niemęstwa, zgodnie z metabolizmem informacyjnym dwupierwiastkowości. I tak sztuka składa się z nienaturalnego i naturalnego.

Malarstwo Dali nie tyle jest przejawem moralnej czy estetycznej aktywności, ile poszukiwania prawdy w deszyfrowaniu istoty życia. Malarstwo Dali w specjalnym sensie mówi prawdę, na pewno nie w sensie prostego umiejscowienia (to byłby błąd realizmu); nie tyle przetwarza, a nie ma mowy – kopiuje, ile dokonuje cięć logicznych, okrutnych, niestety, aspektów życia, ze znacznym spopulowaniemenigmy wabienia życia seksualnego. Pokazanie tego jest zadaniem naszego studium. Dali, starając się oddać sens życia, jest – w swym malarstwie – w pełni świadom roli kobiety, czyli natury, dostosowania do zmiennych warunków zastanych dla samego przechowywania życia, jak w antropologii religijnej: „W Iranie, Anahid, tj. żeński duch (Ized) Wenus, przechowuje nasienie Zarathustry do Czasów Ostatecznych, gdyż powstanie zeń Zbawiciel – Szaoszjant, który zniszczy moc demonicznych Dewów”.

Sztuka Dali ujawnia prawdę o człowieczeństwie, o jego pałaniach. Wykażmy to. Wypowiedzmy i tę myśl, że sztuka jest przejawem geniuszu ludzkości. W bardziej rozwinięte, jej bliskie a genialne osobniki wcielają się (i tak ujawniają) rozterki człowieka, tego, który przekroczył Rubikon dostosowywania się, czyli nieoryginalności wegetatywnej. Rozterki te, zawsze natury pozawegetatywnej i bardziej intelektualnej, a więc pozanaturalistycznej i kulturowej, ujawniają się przez indywiduum, choć dotyczą ludzkich niemych miriad, chmar całych ludzkich, boć im nie są obce stany drugiej fazy rozwojowej (ontogenezy), jak w sadystycznych obrazach malowanych przez Dali. Nasza dostosowawcza kultura, a raczej cywilizacja, nie tyle ukrywa cechy życia, ile je reizuje, albo jeszcze lepiej, w swej bezpruderyjności jednak ukrywa i reizuje. Ukrywa, jak ukrywa prawdę, choć ukrywa selektywnie, chceniowo, wedle zachcenia zmiennego, często klasy a i nie-a, zachcenia zwykle okresowego, pewnego i powrotnego a przewrotnego: przez a i nie-a.

Wolno powiedzieć, że Dali, miłośnik kobiet, w swych obrazach o seksie, myśli z jakąś odrazą (o seksie). A może lepiej, gdy powiemy, że bardziej widzimy w nich, jak Dali dostrzega jego zwierzęcą stronę, eugeniczną niecenzuralną dzikość seksu. Dali, jako artysta, odbitej przyjacielowi kochance, chce nie tyle kobiecość zedrzeć, ile zajrzeć pod jej grę pozorów, tak, aby zrozumieć, czym jest kobieta swoim ciałem. Dali chce zajrzeć pod kobiece udawanie, sekret wabienia. Dali wyraża chęć wyplenienia nabytej – w okresowości, która się do mózgu mężczyzny przenosi pionem filogenetycznym – łatwości pokazywania się, lekkości i gracji widzenia rzeczy, faktów czyli bezpruderyjnego i na gracy pustki brania życia, rodzenia.

Cechą naszej cywilizacji jest niezrozumienie obiektywnego: jest nią widzenie, ceniony na Atlantydzie konkretyzm, nie oryginalność lecz kopiowanie. Tu zjawia się sztuka. O ile sztuka oczy otwiera, o tyle kobieta, a ona jest obsesją męstwa i konkretnie – samego Dali, i w ogóle umysł dostosowawczy populujący umysł szerszy (męstwo widzenia): widzi. Oczy, które widzą, są mózgiem szczegółowym w znaczeniu konkretyzmu, skończonego widzianego kształtu, stawiania granic, niemęstwa rejestracji, w znaczeniu cywilizacji periodyczności i eklektyzmu. Umysł niemęstwa rejestracji faktów, jak oczy, nie ma chęci na niedostosowywanie się – jest jak aparat fotograficzny i tak chce być. Dali tak zaś być nie chce, w tym sensie narusza normy cywilizacji poprawnościowej, potakującej. Właściwie Dali jest antyfeministą (w znaczeniu ideologii feministycznej, negującej wszystko, co o kobiecie można powiedzieć w sposób nieprzystający do feministycznej poprawności), bo Dali bezpośrednio nie rejestruje i neguje skupienie na szczególe, popełnia ciągle wykroczenia przeciw szczegółom, konkretności. Żąda od sztuki przekroczenia świata danego we wrażeniach. Tymczasem przedmiot jego rozszyfrowań, Kobieta, musi być sensualna, wszak godzi ból z rozkoszą bez wszechwładnej syntezy jawnie nadzmysłowej, akceptuje ból nadziemski i go pragnie. Musi to mieć odwzorowanie w umysłach męskich; nie są jednakowi z kobietami.

Dali chce pojąć życie, w tym sferę kopiowania, seksualności. Kobieta jest na wskroś zmysłowa, zapewne ma to mieć swoje odbicie w umyśle męskim. Kobieta zna i ból, i cierpienie, to i to, co jest dziwne z punktu widzenia logiki linearnej, i ma okresowość, która pogłębia zmysłowość. Pogłębia, ponieważ daje pewność, że ból ustąpi miejsca swej antytezie. Kobieta ma sobą wszelkie potrzebne jej fakty, powtarzalne namacanie rzeczy, bez potrzeby przepuszczania jej przez filtr świadomości faktów męstwa – wszak i tak się powtórzy lepsze jutro, lepsza część okresu, a więc ciągu faktów – bez tego męskiego uświatawiania, które prowadzi do monopolu na odkrycia i teorie naukowe w proporcji 99 : mniej niż 1 %. Na tym polega kobieca rekurencyjność, która błyszczy setkami behawioralnych aluzji i oblicz w erotyzmie, seksie i nagim instynkcie (prymitywna Sharon Stone tym błyszcząc – setkami aluzji i oblicz behawioru – zarobiła na opinię kobiety …inteligentnej). Kobieta dysponuje tuzinem tysięcy znaków behawioralnych, aluzji seksualnych, póz, zwłaszcza póz ewidentnego wabienia, kadrowaniem własnej postaci, i jak wynika z książek zachodnich na temat negocjacji nawet skurczonymi nogami, zgiętym ramieniem, półobrotem tułowia.

Dali pokazuje w tej samej tonacji wojnę, mord, seksualność. Dali widzi ludzką seksualność jako napięcie i związanie przez mechanizm, rodzaj rozpięcia na kole tortur – chce to napięcie samozwiązania wyrazić. To napięcie jest wielkim wyzwaniem dla malarza niebatalisty – Dali w obrazach o wojnie (hiszpańskiej) nie mógł być batalistą. Rzecz jasna rozpoznał, że dla kobiety obiektywne jest to, co widzi – uzyskany wynik, strata, zysk, zaobserwowane w jej obserwacji (owoc zerwany z Drzewa wiadomości jest obiektywny, gdyż ma strukturę wykonawczą, jest konkretem, od A do B). Tymczasem sztuka, w przeciwieństwie do niemęstwa obiektywizmu, nie wierzy w to, co widzi – jest męstwem ważenia prostego widzenia (ewaluacji).

Aby pojąć obrazy Dali trzeba zrozumieć podstawy antropologii powielania. W niemęstwie widzenia Drzewo poznania staje się tylko dosłownie widziane, odtąd-dotąd. Ewa widzi jabłko, jego granice są dla niej zasadnicze. I ważne, że ona je widzi, piękne jabłko – więc mówi Adamowi, czemu by nie użyć więcej, po co się powstrzymywać – jak we współczesnej cywilizacji. Poczęstuj się dla zwielokrotnienia użycia, zjedz jeszcze, poczęstuję cię w mocy rozkoszy – zachęca marketingowo Adama, na co zwraca uwagę Edyta Stein w książce pt. „Kobieta”). Nie rozumie tajemnicy, bo we wrażeniach jej nie ma, Ewa jest zresztą pełna wrażeń, ekspresji, ona owoc po prostu widzi! – a to jest realne, podaje, nadstawia bez żadnej symboliki. Adam zaś już ma inne zadanie – ma rozpoznać owoc, zło w zasadzie nie powinno go tyczyć. Ma nie nauczyć się wiadomości, bo nie jest od powielania, lecz ma drzewa racjonalizować, sproblematyzować, rozpoznać. Ma zidentyfikować sens drzewa wiadomości – złego i dobrego. Nie dokonał tego, sprzeciwił się nie tyle naturze, ile swej naturze, został ukarany pracą, do której jest i dziś wręcz stworzony. Ona zaś – bólem.

Ma rozpoznać to, co widzi ona, widziane rzeczy – odbicia na siatkówce. Czym są te odbicia – on ma wiedzieć. Ma rozpoznać dane – kopie we wrażeniach. Lecz jak widać, jest zatem w męstwie ewaluacji faktów inna obiektywność, obiektywność męstwa widzenia. Dali jako malarz nie ubolewa nad niedoskonałą rzeczywistością, ani nad wadliwością spekulacji. Dali nie poucza, jaki ma być seks, nie poucza owej rzeczywistości branej z konieczności rejestracyjnej – powierzchownie, powierzchownie przez umysł niemęstwa, który ostatecznie bazuje na nadstawianiu, na pustce w ciele, która domaga się uznania w prokreacji, jakkolwiek by nie negować roli pustek (braków np. w zrozumieniu pozytonu). Dali nie godzi się na wykonawcze przyjęcie życia, które rodzi kobieta, Adama interesuje tajemnica życia. Malarza Dali pochłania dysonans między brakiem a wymyślaniem, czego to w miejscu braku nie ma. Jest jakiś sadyzm i masochizm w obrazach Dali, ujawniają one złowieszczość ludzkiego zwierzęcego pałania dla natury oczywistego, w męstwie jednak nieobiektywnego.

Od razu powiemy, że Dali, broń Boże, nie odtwarza ani nie rejestruje kopiowania, dopasowania, seksu czy życia. Obrazy jego właściwie nie są obrazami, są męstwem przenikania życia. Obrazy Dali są teoriami, a właściwie jedną teorią: teorią faktu codziennego życia, w tym np. widzianego dosłownie seksu. Sens kopiowaniu nadają taksony logiczne, których zadaniem jest zgeneralizowanie przypadków i wydarzeń życia. Są taksonami kobiecości, takimi cięciami, aby uchwycić to, że życie, które się owszem widzi, widzi wprost, jest jednak widziane niewłaściwie. Zawsze, a nie czasami, w tym bezpośrednim widzeniu, w którym się widzi życie, zdarzenia, akty, widzi się je wadliwie. Wadliwie się widzi to, co nie jest przed widzeniem zmierzone.

Obrazy Dali są sproblematyzowaniem malowania. W obrazach Dali widać, że toczy się bitwa między naturą a sekretem – ukrywanym przez fakt, obraz, zdarzenie. Widać nie imitację kobiety, czy w ogóle zawiłości natury kobiecego ciała jako figury, bo Dali wiedział, że ucieleśnieniem natury jest właśnie kobieta – więc czy godzi się ją podwajać? Postawił więc na identyfikację, która jako pasja przyniosła znane rezultaty. Jako szczera, nieudawana pasja męstwa widzenia rodzonego (faktów, wydarzeń, aktów) – pasja umysłu ludzkiego, pasja prawdziwie ludzka, umysłu, a nie ludzkiego ciała, jego (ciała) wrażeniowości.

Malarstwo Dali staje się środkiem wyrażania tajemnicy życia. To podnosi znaczenie malarstwa ponad kopiowanie, dostosowanie się – tak ważne w darwinizmie. Jest tedy kobieta, w rozumieniu Dali malarstwa, ucieleśnieniem zdrowego rozsądku, czyli natury, żniw, rozsądku do przetworzenia, rozsądku polegającego na akceptowaniu stanu zastanego, znowu więc: natury. Widać tam, w jego malarstwie, nie imitację natury lecz próbę przeniknięcia tajemnicy życia, w tym – rozwoju z rodzenia, z samego napędu seksualnego, a nie naśladowanie życia, kopiowanie, kopiowanie naturalnego rodzenia, naturalnego seksu. Jest w malarstwie Dali procesualizm, stawanie się. Przejawia się w niewykonawczości odtąd-dotąd, antykopijności faktu, zgoła w nieokresowości, męstwie widzenia czynności, wykonania. Tego, czym jest fakt, akt, seks, czynność – w rozumieniu Dali – się nie da skopiować, odpisać, znaśladować, to się tworzy, ale widzenie oczne nie daje żadnego zrozumienia.

Z malarstwa Dali płynie nauka – o samorefleksji, samoodniesieniu się czynu do siebie, potrzebie refleksji. To, co jest tak naturalnie traktowane w niemęstwie wykonania, w malarstwie Dali byłoby błędem – błędem prostego sensualizmu niemęstwa, niemęstwa rejestracji, niemęstwa eklektyzmu, doskwierającej przemocy quasi-inteligencji werbalnej via eklektyzm, uwidocznienia.

Malarstwo Dali uczy – uczy natury i odrębności umysłu prawdziwie ludzkiego, niekopijnego. Amorficzny świat natury wymaga przedstawienia go nie w dosłowności, lecz przynajmniej wymaga, jeśli nie domaga się, taksonu. Domaga, ponieważ kobieta jest uznaną od wieków enigmą, której pochodzenie leży w zmienności, niestabilności, łączeniu bólu z rozkoszą.

W malarstwie seksu i przemocy, nie ma u Dali równouprawnienia, które jest pochodną okresowości, stabilności, dlatego jest alegoria może nie tyle przemocy, bo to pewne, ile wzajemnego uwikłania mężczyzny i kobiety, nawet tam, gdzie obraz dotyczy, powiedzmy, „tylko” wojny. Jeśli zatem mężczyzna jest stroną komplementarną kobiety, to musi ta enigma mieć swoje odbicie, nie odcisk jak w wosku, ale nową, niekopijną, nienaśladowczą organizację życia. I ona, ta inna, druga strona, strona niekopiowania trwa w umyśle artysty, wyraźnie u Dali, ale w ogóle w artyzmie. Nieprzypadkowo widać to w innych obrazach, weźmy u socrealizującego Jerzego Nowosielskiego – kobietę do góry nogami na pionie w konwencji zwierzęcego znęcania się, albo konwencji masochistycznej. Wstrząsająca jest ilustracja całkowicie bezbronnego ciała, pod okiem mężczyzny w garniturze, na którym zawiśnięta wywiera silne wrażenie swym wykonawstwem, pod pion; wrażenie kołem rozciąganego łona bezbronnej kobiety, w układzie sadystycznymn. Obłe lub wypukłe biodra, talie, uda i pośladki na obrazie „Gimnastyczki” – artysty nagrodzonego przez Gierka i Jabłońskiego, artysty, który miesiącami w prawosławnym zakonie pisał ikony.

Obrazy Nowosielskiego zestrajają kobiecą zwierzęcość, diabelskość, zwłaszcza w kobiecym zdeterminowaniu wykonywania (semiwalki – samo wykonywanie jest archetypem walki), z chłodem mężczyzn pod krawatem. Zestrajają zło tkwiące w kobiecym naczyniu z elementami drągowymi, gdzie indziej na uwięzi jak przystało na strach przed diabłem, osmyczone, jak tam kobietę, i na kole (chyba tortur?) rozpiętą (badania pochodzenia życia?) – z chłodem mężczyzn jawnie kontrolujących ciała kobiet, choć nie bez. W „Beatrix Cenci” Nowosielskiego – jedna rozdziewana na dwie symetryczne części kobieta, do tego dekapityzowana, pod okiem zdumionych mężczyzn (jakby jeden nie wystarczył) – pod krawatem, w układzie czy to masochistycznym czy sadystycznym, w każdym bądź razie w jakiejś enigmie rozparcelowywania, dla podkreślenia czynienia decyzji inspirowanych (prowokowanych) przez symetryczne połówki. Stalinowski artysta, ukazujący zwierzęcość kobiecej siły – wszak kobiece pełne pośladki, elipsy piersi są archetypem policyjnego, wojskowego totalitarnego ustroju, który jest całkowicie uwolniony od raju męstwa, a skupiony na konkrecie. W „Egzekucji” czterech, albo więcej, co oznacza tajemnicę seksu, czyli w rekurencji, limitowanie – wiązanych za ręce i nogi kobiet wyraźnie w kobiecym stanie wykonawczym, z których jedna w swej darwinowskiej dzikiej zwierzęcej żywiołowości z aprobatą (przyjemnością?) nie posiada biustonosza, z ewidentnym nawiązaniem do tajemnicy przepoławiania, nanizania, a raczej samonanizania pionem, w semi-zadowoleniu, na co wskazuje ufryzowanie i ruch głową wprost w oczekiwany przestwór skojarzeń cierpienia z ekstazą (eugenicznego kobiecego prawa do wybierania). Pionizację ma kobieta bezbronna skutkiem związania, bezbronna kobieta ze stopami zarzuconymi na tył. Nowosielski ukazuje nie raz nonsens pozy nagiej kobiety skutej w czerwone szpilki, agresywne usta, piersi, ale i w starożytności nie brakuje motywu przebijania, sekretu kobiecego, przecinania, sekretów pożądania i … rzeźni („Rzeźnia” 1963).

 

Dorobek Dali należy do dziedziny myślenia o faktach. Racjonalność, a nie kobieta, wbrew temu co by się nam zdawało, jest podstawą jego sztuki. Jego celem jest zorganizowanie życia poza kopiowaniem natury, lecz w racjonalności jego identyfikowania. Ten kierunek, który uprawia Dali, nazwiemy rozpoznawaniem, a nie kopiowaniem, nawet nie poznaniem rozumianym zwykle jako nauczenie się, odtwarzanie.

 

Nie będziemy tu predeterminować czy Dali to fragment szkoły humanistycznej czy ścisłej, ponieważ zachodnie rozumienie obu tych słów jest wadliwe. Istotą humanistyki jest taksonomizacja, uściślanie. Malarstwo Dali ćwiczy zdolności – te zaś mają znaczenie dla nauk humanistycznych i teoretycznych, praktycznych i ścisłych, ale też dla elit, polityki, elit politycznych, ponieważ zmuszają odbiorcę do milczenia, a nie obracania okrągłymi zdankami języka politycznie poprawnego. Malarstwo Dali pobudza nie tyle zjawianie się teorii, ile pobudza odzjawianie się wizji dosłownego kopiowania czynności, aktu, kształtu, faktu. Pobudza patrzącego do rozważań antropologicznych, wskazuje na znaczenie cybernetyki antropologicznej. Dali uczy, że cywilizacja ustalona w trybie kopiowania (wykonawczym) nie ma identyfikacji, roz-poznawania. Proponuje obowiązek naprawy świata przez roz-poznanie – nurt kobiecej cywilizacji dostosowania się tego obowiązku nie czuje i chce tylko kopiować, dostosować się, czyli wykonać (poznać procedury, nauczyć się wykonywania), a nie rozpoznawać. Malarstwo Dali prowadzi do namysłu nad instrumentalizmem, a w konsekwencji do metodologii rozpoznawania rzeczywistości, a więc aktywacji umysłu nieeklektycznego, w którym nie istnieje propaganda, powielanie. Jest w tym niechęć do kobiecego akceptowania faktu na kolanach dla przetrwania, w imię walki o byt. Malarstwo Dali jest opowieścią o nietwórczości, którą trzeba zasłonić obłokiem, a nie nauczyć się, a zmienia to sferę wykonawczą cywilizacji konkretu. Malarstwo Dali jest laboratorium rekonstrukcji rzeczywistości kreowanej przez poszczególne czyny, sprzeciwia się zatem całemu przekazowi stacji telewizyjnych, popularnym sprawozdaniom.

Leave a Reply

  

  

  

Proszę pozostawić te dwa pola tak jak są: