Archiwa

Wybrane

  • Ananke, cz.1

    1. U podnóża wielkiej góry była mała wioska. W domostwie ubogiego cieśli przyszedł na świat chłopczyk, któremu nie nadano imienia. Jego matka zmarła tuż po porodzie. Wiedziała, że nadchodzi kres jej życia. Taki nagły, nieoczekiwany. Nie miała czasu pogodzić się ze swoją śmie
  • Najlepszego dla LSC

    i tych, którzy tu bywają. Niech się Wam wiedzie.
  • łut dobrego zmysłu

    trzymam jedno z sześciu ech na peryskopową nie dotarło jeszcze skarżenie piskląt i gniew przewiewnych gniazd wyściółka z zetlałego horyzontu patyk  z poidełka matki zostaną deszczowy dobosz przepisze im przyczółki na śpiew
  • Perspektywa

    ...więc jutra nie będzie tak jak dzisiaj sporne! bo psy się pospały a jaworek zdechł bo nic tu po mnie i nie pora być kulawą nogą na zepsutym świecie
  • DIABEŁ W ORNACIE

    Atutem oszusta chcącego przekonać łatwowiernych do swojego łajdactwa jest – wiarygodna twarz. Szczery, wzbudzający zaufanie wygląd człowieka uczciwego. Oblicze standardowego rzezimieszka czy seryjnego mordercy o rozbieganym wejrzeniu, utrudnia złodziejską karierę. O ludziach mówiący
  • Na dole

    Tutaj mamy takie różne rodzaje bólu, cierpienia, niezawinionych śmierci. Mamy cały wachlarz możliwości złorzeczenia na niesprawiedliwy los. Na Boga! Ileż my mamy motywacji, aby wykrzyczeć swój żal, ileż inwencji wkładamy w każdą łzę, w każde wstrzymanie oddechu, w spazm!
  • Tańcowała Bieda z Nędzą...

    Bieda obraziła się na Nędzę, więc mieszkańcy tej bajki – niecnotki ustalili, że musi się odbyć bój z udziałem arbitra. Bieda, jako arystokratka blisko spokrewniona z Niedolą, nie mogła pogodzić się z faktem,  że o Nędzy, pospolitej wiedźmie z marginesu, zaczyna się mówić
  • Mała kropla egoizmu

    z tomiku "Rozwiewa wiatr" Małą kroplę egoizmu zebrałam z twych warg pocałunkiem szeptem miłością Małą kroplą krwi zapłakało serce Czasem spoglądam w lustro za krótka chwila na szczęście za dużo bólu Los garbaty złoczyńca rozdaje karty odziera nas z godności
  • Podobno nadciąga potop

    Oceany opadają rozproszonymi kaskadami. Podobno za horyzontem jest bezkresne, błękitne niebo, ale tutaj, w zasięgu wzroku, zaciężne chmury w elektrycznym blasku spiżowieją jak nadąsany bachor. Drzewa mówią, że wkrótce nadejdzie potop. Chcą się poderwać do lotu, uciec. Zbyt
  • Gdzie ciebie nie ma (ból)

    Możesz mi zmierzyć puls, ciśnienie krwi, możesz mnie zważyć, określić wzdłuż i wszerz. Możesz wyznaczyć wzór na moje całe być, na moje noce, dni, lecz nie sny. W snach Ciebie nie ma, w snach nic nie boli, czas zmienia temat w innej budzę się roli. Budzę się i: m
  • Sprawiedliwość stokrotek

    Najpiękniej jest na wiosnę. Świeże zastępuje spróchniałe, zielone - szare, morowe - ożywcze, zimne - ciepłe. Rozmarzają psie gówna, którym obecność czołgów nie przeszkadza śmierdzieć na wiosnę. Wkrótce wszystko się wymiesza w jednym wielkim błocku. Te gówna i ta krew
  • Zaręczyny

     z tomiku "Wiersze niczyje" Za jesienią pędzą radości złoto wiatr sieje na polach oczekiwania zgasły płomień miłości zwariował Głośna cisza wyje w rozterce zaręczyny kpią z marzeń w białym pierścionku granat puszcza oko do ślubu
  • Bezimienny

    Jego wschody i jego upadki, i zachody słońca i wszystkie przypadki choroby, lęki, odczuwanie piękna, i jego moc i niemoc, i ziemia przeklęta, i jego konto w banku, i grosz pod poduszką ujęte w epitafium uczucie bliskich i podziw dalekich - tutaj spoczywa, w wydmuszce, w puszce, w tej i
  • Omamy - piosenka José de Acosty*

    O, mamo, chrząstki łączące płaty czaszki wciąż się nie zrosły, a w głowie roją się dziki – widzę długie szare szczeciny, mokre ryje - węszą nienażarte przed moimi stopami, szukają bulw, soczystych korzeni, może trufli, rozpychają się, uderzają racicami w skronie, wbij
  • Z uzasadnienia odmowy przyjęcia do czyśćca

    Szanowny petencie, pan się nie nadaje. Aby zaliczyć się w poczet członków trzeba być jedną nogą w piekle, drugą w niebie, trzeba mieć cechy charakteru, które pozwolą też dać rozsądne przypuszczenie awansu do którejkolwiek z wymarzonych krain. Bez względu na motywy pańskiego d
  • Dopasowania

    Mieszkanie już odmalowane, nowe parkiety i nowy porządek. Rzeczy zastąpiły inne, przedmiotowość podmiotu w okolicznościach miejsca uległa czasowi. Przesiąknięte chorobą powietrze dawno już wymienione, na komodzie zdjęcie, w skrzynce na listy spóźnione urodzinowe życzenia na ka
  • Jaki to Bóg?

    Na noc, na księżyc i jego światło, na to wszystko, co po nim nastanie. Na zaranie dnia, na słońca niezgasłość, na kolorów tęcz i nieb, traw powstanie. Na z nich kwiatów, z łąk całą nagłość, na ptaków, pszczół, na ich opętanie. Jestem i będę do kolejnej jasnej wiosny.
  • Połączenia

    Dwa telefony leżą w separacji, skłócone, lecz impuls jednego w drugim wywołuje drżenie, natarczywy dzwonek. Więc coś ich łączy? Znają swe numery i każdą melodię. Dopóki bateryjka, do dna.
  • Marek Aureliusz

    Przedstawiona przez niego natura wydaje się trwać w uporządkowanym ruchu. Tchnie zrozumiałą i nieuchronną przemianą. Forma istnienia, to pojęcie względne, ulotne i przejściowe. Dobro jest złem. Nie ma różnicy, ani jakim się jest, ani przez jaki czas. Ludzie, zwierzęta i przedmioty
  • Bardzo inny punkt widzenia

    Czasami trzeba zabić psa i to boli nie tylko psa. Zbyt często człowiek nie staje na wysokości zadania, na szerokości odpowiedzialności, na długości skutku swojego ograniczenia. Wtedy pies, zwierzę stadne, które próbuje dominować, nie czując presji alfy, może zachować się agre
  • Nie do opisania

    Od nieba mam oczy, od ziemi przyszłość. Wiatr jest moją ucieczką, ogień to nicość. Przychodzą do mnie złodzieje snów. Co było ukryte staje się hałaśliwe. Tylko dwoje oczu, przez które można zobaczyć, jak przez lornetkę, odległe pejzaże - są ścieżki wąskie i kręte,
  • Zupełna

    Znowu jest w stanie wskazującym na samotność. Będzie rzygać z pragnienia. Zanim zaśnie, przez żołądek, do serca i dalej do samego środka człowieczeństwa przejdzie tornado. Zawiruje podłoga, sufit i ściany. Oparcie znajdzie dopiero nad ranem. W zapomnieniu. W niepamiętaniu. O
  • Mecz

    Schodzi Miłosz, na jego miejsce Dehnel. Trzyma się przy piłce, podaje do Dyckiego. Ten idzie skrzydłem, lecą pióra. Przerzuca do Maliszewskiego. Szeroką metaforą nadciąga Świetlicki, przejmuje ciężar gry, wymienia krótkie porównania z Różyckim. Rozgrzewa się Kapela, ale racze
  • Kurz

    Widziałem cię na marach, moja droga, moja kochana. Twój przyjaciel, mąż, stał tam, przy wezgłowiu trumny. Nic nie zostało z dumy, bo i o jakiej dumie może być mowa? Że w takiej sytuacji się nie płacze, że raczej z kamienną twarzą, z pamięcią, z tym, przed tym ostatecznym oł
  • Wtedy Baszka krzyczy

    Demony głodne jak nigdy - wstępują w ciało. Na nic wołanie o ciszę. Rzucają w twarz to, co minione i dzisiejsze. Przyszłość też się staje. Zyskują, bo noc opętaniem wietrzna - a złe zawsze czyta Biblię na opak. Trzecia w nocy drwi z Trójcy Świętej, a swąd lęku potwierd
  • Nad małym trupem

    Co się wydarzyło, a co się nie zdarzyło? Czyja była w tym wina, a czyjej nie było? Czy może tak Bóg chciał, albo siła wyższa od Boga, ojca, matki? Albo te wypadki, upadki, zmarznięte odpadki miały jakieś imię? Czy były przy nim/przy niej wszystkie zmysły? Domysły snuć
  • Król, Zuzanka, wiosna i pies

    Gdy umierał Król Cyganów, w różnych zakątkach Europy, tam gdzie Cyganie rzecz jasna wiodą beztroskie i kolorowe życie dzwoniły telefony. Z ust do ust za pośrednictwem powszechnie dostępnych środków łączności przekazywano sobie wiadomość z elitarnego swiata wspólnoty o tak niecodz
  • Leżał na barłogu..

    ...i oczekiwał ciosu, lecz noc zbliżała się przeświadczeniem, że niebezpieczeństwo zmienia proporcje strachu. Wzdrygnął się. Od nieruchomej tafli wolności do pierwszego zarysu cierpienia, krata była wskazówką, ostrzeżeniem. Zasiekane żelazem okno wyznaczało mu prostokątny fragment
  • Chociaż nie widzę

    Pewnego dnia tutaj mnie nie będzie. Gdzieś będę, ale nie tutaj. Pewnego dnia spojrzę wszystkowidzącymi oczami na nic niewidzących, jak kiedyś, teraz, ja. Teraz, w tej właśnie chwili umiera ktoś bliski. Ktoś daleko umiera, nie widziałem go od lat. Teraz podlewam bazylię kupioną
  • Dopasowanie

    Złym ludziom dobrze z oczu patrzy na świat uczuć martwych. I mają proste ścieżki, gładkie dłonie, i mają na balkonach kwitnące pelargonie. Ich psy nigdy się nie łaszą do obcych, ich koty zawsze są czarne i dzikie. Złym ludziom mówię "dzień dobry" - zupełnie na wszelki
  • czas ci zrozumieć że

    czas ci zrozumieć że ja już nie świerszczem wariatem - chociaż na łące rozłożonych ramion powoli dochodziliśmy do nagłego - razem od dawna nie mam włosów zielonych i serce mi często na przekór arytmią więc nie mów że jeszcze potrafię roztańczyć uda przed zmierzche
  • Biały opłatek

    Biały opłatek w twej dłoni drży a w moich oczach rosa czy łzy Przygarnę miłość do moich ust w ramionach słońce i szczęście tuż A czy spełnione odpowiedz mi nie wiesz -- czy rosa czy tylko łzy Nasza wigilia i słodki czas kolędy nuta zostanie w nas Na krańcu
  • Jest ładnie

    Leżę całkiem nieżywy. Pierwsza trawa oplata mi myśli, krokus, a może przylaszczka puka delikatnie, mrówka, a może muchówka coś szeptem do mnie mówi, jest ładnie. Jest cieplej i oddycha się inaczej. Wkrótce drzewa zaczną ubierać się w nieśmiałe liście, a dziewczyny wr
  • Spin

    Ślepe dzieci nie gubią się w ciemnym lesie, nie trafiają do chatki z piernika. Nie dokonują złych wyborów, nie oceniają na wyrost. Ślepym dzieciom wystarcza dotyk, słuch. Nie muszą wierzyć bogom, ufać politykom. Nawet, jeśli wdepną w coś nieprzyjemnego nie jest to jakąś
  • Underdog

    Nigdy nie wygrałem na żadnej loterii, nie poszczęściło się w grach różnych, mniej lub bardziej losowych. Oberwałem za to nie raz, choć zazwyczaj z własnej, niechcianej przyczyny. Pozostały mi blizny na czole po zuchwałym wznoszeniu w zaludnione chmury. Gdyby można zagrać o
  • Nie pytam z cyklu ,, Rozwiewa wiatr ''

    Zimowe dni lodowatego nieba płatki śniegu roztańczone z wiatrem Nie pytam o jutro Sople zawieszone na gałęziach sosny chłodne promienie zachodzącego słońca Nie pytam o naszą przyszłość Jeszcze czułe pocałunki i szybko bijące serca może starczy miłości Nie pytam
  • Święto przebiśniegów

    Jakże barwny jest korowód, jaka piękna defilada zła. Wciąż przybywa legionów, z nowych gardeł unosi się pieśń. Nie ma końca i nikt nie pamięta, kto stoi na czele. Patrz, synu, idzie wiosna. Ten ptak leci do gniazda, a te maleńkie, zielone pączki na drzewach wkrótce zamienią s
  • Consecutio temporum

    Czy nie sądzisz, Noe, że to odpowiedni moment na odrobinę deszczu? Spójrz, Noe, ja ci pod chmury unoszę całe być może - nie czas na wątpliwość. Wcześniej, lub później, bracie, będzie gołębica, skała Arraratu. Nie lękaj się, wypłyń na głębię - wszak, Noe, prowadzi
  • Apospasma tou theu

    Ubywa ciebie. Niezauważalnie nikniesz. Transgresja jest ledwie namacalna, ale jest. U waży mniej niż O. Ciało więcej, niż ciału. Wkrótce przestaniesz oddychać i się dopełni. Ubędzie cię tyle, ile trzeba - nie więcej. I to będzie Ono. Cała droga, to  d r o g a. Wije si
  • Jesteś zawsze

    Jesteś wiatrem który porusza mymi skrzydłami bym nie upadła dłońmi które potrafią chwycić i utrzymać nawet jeśli brak już sił ciepłem jakie płynie w zimny poranek od kubka z kawą jesteś zawsze kiedy najbardziej pragnę tylko ciszy
  • Myśl tombakowa

    Intelektualista nowej generacji posiłkuje się sformułowaniami zaczerpniętymi z brewiarza głupka po to, by tym dosadniej i uczeniej wyrazić dętą myśl, że nie ma nic do powiedzenia, a przy okazji, by jego wypowiedź wyglądała na mądrą.
  • Pusty pałac

    W bezosobowym do Seraju, w przedziale, w którym nie zasnęli jechali razem bez biletu, a może wilczy bilet mieli? Nie spali wcale w tej podróży, a ona wcale się nie wlekła. I rozmawiali o bagażu, o swoich kufrach wziętych z piekła. Za oknem nocnym, czarnym jak noc, przebiegał kontu
  • Bez dogmatu

    Gdybyśmy wierzyli słowom w sposób niepodważalny, bez zadawania pytań przyjmowalibyśmy jak prawdę objawioną, czy Słowo wymagałoby słów? Wciąż dziwię się na widok pierwszych zielonych liści drzew, wzrusza mnie pierwszy krok, płacz, śmiech, stare fotografie, niezgrabne rysunki
  • Bez okien

    Więzienia nie potrzebują murów. Architekt, nie mogąc sprawować kontroli wciąż od nowa wznosi je i burzy. Nie mając pewności co do fundamentów i patrząc na wszystko z góry woli zaczynać od nowa. Najsmutniejsza w tym wszystkim jest nieuchronność klęski. Bo po co budować, sko
  • Wahadło

    Kostropatym świtem w rozkwaszony zmierzch na oślep do przodu do głupiego wciąż nieżwawymi sprintami wciąż idzie i idzie i po gongu też kreator niedzielny łachmyta pod wiatr fachura na stos wybitny powszedni za mało na schwał jak zwykle nie to i nigdy w sam gust i zn
  • Ciało

    Ciało nie odpowiada na pytania. Ciało nie spełnia życzeń mózgu. Ciało żyje w swoim własnym ciele niewrażliwym na knowania umysłu. Jest niezależne i wytrwałe w swoim dążeniu do cielesności. Możesz mu wydać rozkaz, możesz je prosić - ono wie swoje. Wyżej dupy nie podskoc
  • Bujam się

    Bujam się. Widzę albo niebo, albo ziemię. Jak jestem w górze, to nie widzę dołu. Jak jestem w dole, widzę tylko ziemię. Jak jestem w chmurze, wtedy nic nie widzę. Najlepiej jest, kiedy jestem w chmurze. Wtedy mogę sobie wyobrazić, że jestem. Kiedy zamykam oczy, wtedy czuję, ż
  • Monolog na cyku

    Uważam, że kiedyś było bardziej cacy. Nic mi się nie chciało i nikt się nie czepiał.  Teraz jednak nie tyle  lubię uczestniczyć w życiu, co patrzeć, jak innym się ono kręci, bardziej słuchać z niego reportaży, niż brać w nim udział, puszczać się na myślenie o tym, czego nie
  • Przedwiośnia

    Idą sierpnie w burzliwe lata, w wichry i sztormy szkieletów. W puste dziury po oczach, które widziały przełomy epok, w piszczele, w rozsypane kręgi, w popioły i w milczenie, idą sierpnie krzykiem i złą wróżbą ciszy. Nie ułożą się szkiełka, przez które rozbłysła nasza w
  • Zapalenie duszy

    Ciszej i ciemniej. Wciąż i wciąż. Rzeczy obędą się beze mnie. Krzyczy w środku, tak, żeby nie bolało, a boli. Zaciskam powieki. Tak już zostaną jak legły, w bezsilnej chwili rzucone kamienie, tak między nimi wystrzelą osty i pokrzywy. W powietrzu jest jakiś brak powietrza i
  • Efezjata

    Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych... Oczy zamknięte i oczy otwarte, sen i nie sen. A między tymi, gdzieś, koło czwartej, ten i nie ten. I jak się zbudzić ze snu o świecie, który jest, jaki jest? Czy widzieć z martwych to tyle co nie widzieć zmarłych? Jeśli doz
  • Talizman

    Mam talizman, który mnie ochroni ode mnie. Dwadzieścia dwa centymetry krwawo nierdzewne. Trzymam go w ręce prawej, w ręce skodyfikowanej, podpisanej, opieczętowanej linią życia, innymi liniami, bruzdami, papilarnie i żylaście, moim prywatnym lękiem i jego odwagą zuchwałą. Z
  • Gdzie ty gdzie ja

    z tomiku "Rozwiewa wiatr" Gdzie ty gdzie ja i twoje dłonie Gdzie ja gdzie ty i cudu koniec Gdy spadnie noc na kamienną drogę w akacjowy kwiat zmienić się nie mogę Znów zakwitnie sad róże w twym ogrodzie Gdzie ty gdzie ja i mój dom na wodzie
  • Srebrne miasta

    Zbrodnię przeciwko człowiekowi może wybaczyć bóg, zbrodnię przeciw miłości tylko jego matka. Ziemia Święta nie jest niewinna. Jej dzieci żywią się ciałem swojego ojca, piją jego krew. W tym akcie nie ma nic z oczekiwania. Wzniesione mury, kopuły, wydrążone lochy, a nad w
  • Wybielanie

    Nie sprzedają niczego, co rozjaśnia myśli. A ja w wyniku różnorodnych sytuacji życiowych oprócz plam na ubraniach mam źle połączone neurony. Nie kojarzę logicznie, zwłaszcza teraz. Roztopy. Trochę cieplej i nadmiar znaczeń spływa mi do głowy. Woda jest mętna, nie można w ni
  • Już tylko noc

    Jak głodny ptak wydziobuję z twoich ust resztki dnia Popołudniowy mrok gasi ciągłość minionych zdarzeń Umiera dusza rozpada się czas Dla mnie już tylko noc
  • Popielec

    z cyklu "Rozwiewa wiatr" Codziennie przemierzasz ścieżki życia te same drogi poplątane ulice kamienne schody Wędrujesz donikąd patrząc pod stopy jak krwawią czerwienią letnich maków Drażniące słowa wystukują rytm twej wędrówce ,, Z prochu powstałeś '' Kim jes
  • Boże ciało

    z cyklu  "Bez litości" Umierają w ciszy młode brzózki na chwałę kościoła na pociechę posłusznych opętanych dusz zagubionych w dogmatach i pustych frazesach pięciu przykazań Złośliwą nutą graną naturze u lata bram gdzie wiosna zakłada podróżną suknię i z torbą
  • Święto zarzynania owiec

    Zdawało mi się, że śnię sen żałobny. Do drzwi zapukał cień. Na dzień dobry wdarł się, rozłożył, na lampie zwiesił chałat. Bez słowa wyjaśnienia, bez cienia wątpliwości, uczepił się myśli, omotał czasy przyszłe, tak się rozgościł, jakby wpadł z wizytą przyjaci
  • kalectwo słowa

    kalectwo słowa od wczoraj nie boli a odkrycie braku zamiast zdziwić otula spokojem radzisz jaguarem przyczaić się i czekać na nagły skurcz mięśni i skok wbrew rosnącym dziko pazurom zawieram układ z ciszą i mgłą - już jutro posadzę siebie na nowo drzewem w matczynym og
  • Pozostałość

    Więc jest tak, że w jednej chwili odmienia się sposób patrzenia, życie. Odchodzi z łoskotem rozdzieranej blachy, gradem rozbitej szyby i krwią, której nie powinno tutaj być, a jest. Bez pożegnań należnych w przeczuciu odejścia, bez wahań, bez rozstań, bez lęku przed jutrem.
  • noc na policzku

    Tu chłopiec zrywa truskawki, a ty się uśmiechasz. A tutaj sami - jeszcze nie walczymy. Ufnie patrzysz przed siebie, gdy niezdarnie ręką osłaniam oczy przed słońcem. Rozgrzani czerwcem, wtapiamy się w zieleń. Twarze wciąż jasne, a chciwi przyszłego wierzymy w kolejne skrzydła.
  • Sztuka w czasach kryzysu

    Filiżanka na krawędzi stołu, wiara w niezachwianie - bo są cztery filary, w które można wierzyć, że jakoś udźwigną, nie pozwolą na upadek - mało? Precyzyjna robota, tak ją wykonano, jakby kruchość nie była istotna, jakby miała przetrwać na tym wiecznym stole. Malunek jest
  • Nihil novi

    Iluż już było, którzy wieszczyli końce świata? Że się to skończy i tamto zniknie, że to i tamto? A tu, na przekór, wciąż jeszcze żyją wiewiórka, kos, stokrotki, bluszcze. I choć nieludzkie jest to człowiecze - rodzą się nowe stare wiersze. Do ksiąg wkładane, do sur
  • Czyściec życia

    na parapecie wzruszeń usiadły wspomnienia uczucia sieje się wiosną samotność zdziera kartki z kalendarza pielęgnując głuche obietnice kot na kolanach mruczy o trocinach życia nadzieję przyszłości zabija  trzepot skrzydeł dzikich gęsi czm.19.02.2010
  • Narodziny

    Kiedyś byłem ślepy i głuchy i niemy. Nie miałam dotyku i smaku i węchu. Miałem czas, więc myślałem, że się poukładam - tak jak mi pasuje, jak będzie najlepiej. Ale przyszedł dzień, po którym wszystko się zmieniło i już nie mam czasu. A jednak to miło, że może być
  • Initium

    Niewielka część pragnie mieć całość. Przede wszystkim coś do powiedzenia w kwestiach najważniejszych. Filozoficznie i eschatologicznie. Właśnie ta niewielka część uderza teraz w bęben. Jak dobosz zagrzewający do marszu. Naprzód. Równo i miarowo. Do wyznaczonego celu. Nie
  • Nadmiary obfitości

    Przechodzimy przez bramkę do wykrywania niezamożnych portfeli i po załatwieniu sprawy z wypełnieniem ankiety na temat stanu majątkowego i celu wizyty, wchodzimy do wnętrza supermarketu. Witani przez diabolicznie uśmiechnięty personel w buraczkowych przyodziewkach i z plakietkami informujący
  • Lustra

    Butelki mają szczęście, mają swoje skupy. Można je użyć raz i na nich zarobić. Napełnić tym i owym, albo tamtym i owantym. Prawda - nie można im zmienić koloru, czy kształtu, ale zawartość to już do oporu. Człowiek może mieć metrpięćdziesiąt, albo prawie dwa, cierpi
  • Bezboleśni

    Jeszcze nie składamy broni, bawimy się życiem. Godziną złotą, magicznym światłem, dopiero kiedy noc - samotne żagle, z szuwarów port będzie ich ukryciem. Wiatry nad wodą i wyżyny fal, łupiny orzecha, my w nich stojąc - chcialoby się nie kłaniać wodnym słojom, chciałoby
  • PODRÓŻOWAŁEM

    Podróżowałem na południe i na zachód. Życie okazało się snem, bo noc była tak samo mozolna, jak dzień. W miastach oddawano hołd Mammonowi, a góry i doliny umierały pod wielkim oddechem cywilizacji. Ciągle rozpoczynano wojny o nowe ideały albo przegniłe obyczaje. O nowe gr
  • "Portret niesymetryczny" - Izabela Fietkiewicz-Paszek

    To już kolejna publikacja mojego wydawnictwa.... Niniejszym zapraszam na spotkanie autorskie. Portret niesymetryczny to niezwykle cenna, udana literacko i bardzo piękna poetycka propozycja. Wiersze autorki, świetnie wyedukowanej klasycznie i popkulturowo, biegle orientującej się we wsp
  • Pytam o złote kaczeńce .z cyklu ,, Rozwiewa wiatr ''

    W twoim ogrodzie złote kaczeńce dawno straciły swój blask zwiędłe liście zwróciły ku słońcu w ostatnim geście pożegnania wiosennej ciszy Rozsypały się drobne płatki na soczyste trawy skonały żółte refleksy niespełnionych marzeń Tak właśnie umiera nadzieja Prz
  • Cząstki

    Być sobą, no bo kim? Być sobą, ale czym? Być sobą, tylko jak? Być sobą, czyli stać się niewidzialną przyczyną ciebie. Obudzić się dla przemiany, zapragnąć mieć skrzydła, dwie głowy feniksa. Spalić się przed zachodem słońca, odrodzić pierwszym brzaskiem. A potem na
  • Między nami flauta

    Oddzieleni morzami, wzburzonymi szkwałem, sztormami, gniewem Posejdona, rykiem otchłani modrych, niebieskich, zielonych, czarnych, dryfujemy. Na swoich niezatapialnych lądach, gdzie z rzadka w pejzażu trafia się wulkan, ścieżynki płynnie zatapiają się w dróżki, trakty, autostrad
  • Anne Clark - Poem without words

  • Rollercoaster

    To ja ci powiem jak jest. Słońce wschodzi, zachodzi. Czasem deszcz, chmury, albo gwiazdy. Takiej jazdy nie zapewni ci pieprzony rollercoaster! Czasem się budzisz i chce ci się wstać, albo czasem wyć. Wyśnić to się nie może, nie mogłoby, ale żyć - o tak - trzeba by z kilo kok
  • Little Bastard

    Była piękna jak bestia, ta moja przedwcześnie zaniechana eufonia. Jej żarłoczność pochłonęła szelest nocy zamieniając zwyczajny skowyt w gardłowy ryk. Krople bezksiężycowej zawieruchy roztrzaskiwały parapety i framugi, malowały się bezbarwnymi łzami na policzkach szyb.
  • Człowiecze

    Tutaj nie ma programu dwunastu kroków. Tutaj nie ma miejsca na wahanie. Wszystko, co musisz, to zaakceptować wąziutką ścieżynkę. Tutaj albo idziesz, albo nie idziesz. Robisz krok i jesteś. Robisz krok i cię nie ma. Do przodu, w bok, jak krab lub rak. Tutaj nie ma speców od
  • Teraz czas na burleskę

    Nocny aksamit gubi cekiny. Pod czujnym okiem satelickiego reflektora powietrze wprawione w drżenie, niewprawne w obyciu z czułym instrumentem, dotyka. Wprawia w drżenie. Oddycha. Wkrótce nadejdzie wiosna, lecz teraz jest jeszcze zimno. Mróz ma się dobrze. Współodczuwamy go w oddech
  • Wariat śpiewa

    Wzór to wzór. Stosuj się stosuj. Masz być okrągły i będziesz okrągły. Masz, mieć wykładnię swego losu i będziesz miał bo to tryb ciągły. I spełniasz funkcję i będziesz w silni i sam od siebie się uniewinnisz. A pod oknem jakiś wariat śpiewa pieśń nad pieśniami. Że
  • Walentynki

    To łóżko, nie pamiętam, pewnie było z sosny - zapach żywicy to kapliczny zapach - ona spokojna, chłód lutego wdarł się pod skórę. Umrzeć w Walentynki, to nie lada wyczyn - on składa ostatni ciepły na kamiennych ustach pocałunek. Widzów mrozi do szpiku gorące do końca ucz
  • Wiersz przyokienny

    ja drogie panie i drodzy panowie kiedy za oknem zima się szczerzy biegnę myślami tylko niestety do ulicy tej mojej lipowej po tej ulicy spacerkiem powoli idę nie spiesząc się wcale a czas sobie kapie czas kapie powoli i życie mnie nigdzie nie goni kiedy tak idę za mną
  • Kikut nocy

    Amputacja jest zabiegiem powodującym trwałe kalectwo, jest stosowana tylko wtedy, gdy brak innej możliwości leczenia i w sposób na tyle oszczędny, na ile to możliwe . Jakoś trzeba z tym żyć. Bez siebie, kochana. Mogła wyniszczyć nas gangrena, czas, cokolwiek. Kiedyś zrozumiesz
  • Rozchwianie

    Kocha. Nie kocha? Kocha nawet, jeśli mówi, że nie kocha. On nie wie, że kocha. Nienawidzę go. Nie, to było pięć sekund temu. Nie nienawidzę, kocham. On kocha i ja kocham. Noc w izbie wytrzeźwień, tydzień zaprzyjaźniania się z sińcami, miesiąc współżycia z krwiakami.
  • Komentarze

    Pisuję na rozmaitych forach literackich i często zdarza mi się publikować ten sam tekst. A robię to nie dlatego, by zachwycać się swoim nazwiskiem i fabrykowaniem gniotów, lecz dlatego, by czytać rozmaitego kalibru komentarze i komenciki: ciekawi mnie odbiór mojego gryzdania. Niekiedy zauw
  • Zielone trawy Fátimy

    Odwiedzić Chiny, wejść na Wielki Mur, poznać, być może, największą z tajemnic - nie uda się, lub może dlaczego nie? Ostatecznie niewiele trzeba, by sprostać tym sprawom. Oddychać, odetchnąć. Może ulga, to zbyt wielkie wyzwanie, lub niepotrzebny atrybut istnienia? Śnieg pok
  • Wydaj książkę i zdechnij!

    Muszę się poddać konserwacji, ponieważ ostatnio jeszcze bardziej niż kiedyś dostrzegam brak sensu w swojej pisaninie; męczę się własną niechęcią przekonywania kogokolwiek do czegokolwiek. Ręce mi opadają, krew burzy przekrwione oko i czuję się jak nieproszony gość zakłócający d
  • Jedzą płody

    W prowincji Kanton, w Chinach, istnieje restauracja, w której serwowane są płody ludzkie. Restauracja działa na zasadzie zamkniętego klubu VIP, do którego dostęp mają tylko zaproszeni goście. Cena płodu męskiego to 2000 Euro, płód żeński można "spożyć" już za 5
  • Pomiędzy

    Urodziliśmy się martwi i umrzemy żywi. Wszystko co pomiędzy to sprzeczność teorii. Bo spójrz jak się tygrysi cień na gorącym piasku, jak się ściele noc chłodna, jak się rosi zmierzch. I jeszcze w locie uchwycony flaming, cichy szmer oceanu, ostatni oddech bryzy. * Z jedena
  • Tu, czyli tam

    Codziennie przechodzę przez drzwi w murze. Mur jest stary, z cegły, drzwi odrapane z farby, drewniane, nieduże. Pochylam się wchodząc. Za drzwiami bywa różnie - w zależności od nastroju i właściciela tej przestrzeni. Wchodzę do ogrodu, lub do pokoju, korytarza, sieni. Są miej
  • Na ofiarnym stole

    Położyłeś mnie na ofiarnym stole zgasiłeś mój blask Bezpieczna mgła opadła z jesiennym deszczem na puste pola Roześmiała się noc czarodziejka złudnych nadziei zadzwoniła martwa cisza Co mam Tobie jeszcze dać za małą nutę słodkiej melodii by powróciła nasza pieśń i znów
  • Następstwa

    Czegoś tutaj ubyło, coś jeszcze się trzyma kurczowo, ale jednak, życia, rzeki, słońca. Z tej otwartej księgi, której zmęczone zimą karty leniwie szumią i szeleszczą, gdy nadchodzi wiosna, powoli odrywają się litery. Te, które przycupnęły zmarznięte na drzewach, te, któr
  • Niekulturalnie o kulturze

    Czytajmy, bądźmy zorientowani w otaczającej rzeczywistości, bo tylko wtedy dyskusja będzie miała sens, tylko wówczas nie stanie się kolejną słowną przepychanką: zbiorem emocjonalnych obertasów! Czytajmy, pogłębiamy wiedzę, ale nie tą uproszczoną, czerpaną z demagogicznego mędrk
  • Dzisiaj jestem

    Jezus znalazł swojego brata Judę na skraju urwiska tuż za gajem. Ziemia była wypalona, dolinę spowijał całun gorącego powietrza. W lekkim wietrze unosiły się drobiny lepkiego, żółtego pyłu. Twarz Iszkarioty była posępna,zamyślona. Jezus usiadł obok Judy, ujął jego dłonie. - Co
  • Izolatka

    Między rzeczywistością szpitalną, czyli miejscem, w którym lekarze robią co mogą, a pacjenci przychodzą i odchodzą, a światem zewnętrznym, czyli miejscem, w którym ludzie robią co chcą, albo nic sobie nie robią i nie wiedzą już co jest ważne, jest wąska szczelina, w któ
  • Po linii najmniejszego oporu

    Pod tekstami omawiającymi twórczość Szymborskiej, poetki rozpoznawalnej na świecie, cenionej za głębię i zaskakującą precyzję sformułowań, wydawanej w milionach egzemplarzy, znajdowałem koszmarne wybroczyny internetowej myśli w rodzaju: „ale płytka nędza! Ja takie bzdety piszę w
  • otchłań

    nie je nie pije nie daje mleka.Co robi ? Czeka.(Czesław Miłosz)
  • W klatce

    To, co konieczne i to, co potrzebne; to, co wypada, a co już skandalem pachnie na odległość drzwi sąsiada; to, co się przykleja i to, co gładko spływa jak sznur kajaków na Krutyni; co przysiada i skubie, podgryza i to, co odlatuje z klekotem, klangorem, jak turyści angielscy w Krako
  • Weronika

    Zamyka oczy i całuje jego dłoń. W zamian dostanie lek na strach. Włosy nadal będą wypadać. Jest motylem w ciemnym pokoju. Mrok kwestionuje barwę oczu, ale wnętrze pozostaje jasne. Na szyi nie nosi nic, na znak niewiadomej jutra. Komu zawierzyć? Czemu oddać czas? Pytania nie

New York, New York

Podchodziła do mnie trzy razy w tych dniach. Ach, gdybym się mógł spodziewać!…. A mógłbym. Gdybym choć odrobinę zaufał temu, który rozdaje drinki z palemką. Czy i mnie obdaruje, dotknie swoją dobrocią? Da pogłaskać kota o imieniu… (nie znam się na imionach kotów) A może wszystko jest iluzją i dwie wieże musiały runąć dla duchowego

czytaj całość New York, New York

Dotknięcie ciszy

A kiedy okryjesz mnie swymi piórami, nie ulęknę się strachu nocnego. Najważniejsze, że będzie cicho, że wszystko wydarzy się w ciszy. Cisza nie porusza powietrzem. Jest sokiem nocy i jak sok jest gęsta. Ona otula wszystko, jak Ty, piórami, otula kocem utkanym z bezczucia. W takiej ciszy nie słychać kiedy ktoś umiera. Tak zwyczajnie, niezauważenie.

czytaj całość Dotknięcie ciszy

Piątek, dziewiąta

Ty jesteś moim synem, Ja Cię dziś zrodzilem. Ja jestem twoją drogą, Ty jesteś moim synem. Noc rozerwałem światłem, Dzień zasklepiłem niebem. Odszedłem z ptaków śpiewem, Nie byłem pewien. Z dwóch drągów powóz twój Na Czaszkę wiózł Cię byś potem Uniósł tam wzrok swój, a ból Kapał pokotem. Ty jesteś moim synem, Ja jestem twoją

czytaj całość Piątek, dziewiąta

Niosący kamień

▪Niech otworzą się bramy nieba Otworzą się bramy nieba niech Się bramy nieba niech otworzą Bramy nieba niech otworzą się Nieba niech otworzą się bramy▪ Niech otworzą się bramy nieba A wy którzy tam wejść chcecie Zdejmijcie buty i umyjcie stopy Niech w sercach waszych roztopy Mróz odejdzie w niepamięć i szarość Tam gdzie

czytaj całość Niosący kamień

Anioły kopią się pod stołem

Biała koronka, lśniąca i czysta, niedodziergany do końca księżyc. I to niedodzierganie rzucone na malowanie akwarelowe, błękity i róże. Obrus na stole świata, który stanął na głowie. Cała reszta pochyla się i kapie jazgotem z tlustych łapsk, dziegciem chciwym na te róże, błękity. Nienawiść unosi się przy tym smogiem. Podczas gdy ciemność przynosi ciszę i

czytaj całość Anioły kopią się pod stołem

Wody Jordanu

Niech wody Jordanu przyniosą ukojenie. To twoja ręka, Janie, trzyma moją głowę pod powierzchnią. Widzę światy, pokolenia. Widzę miasta w płomieniach, cienie ludzi. Widzę te wszystkie straszne rzeczy, czuję ból. Ale w tym wszystkim, lub też mimo tego są tu, w wodzie Jordanu, piękne i najpiękniejsze obrazy. Miłość, która temu towarzyszy, uczucie ciepła, bezpieczeństwa. Wystarczy

czytaj całość Wody Jordanu

Dylemat

Zaczytawszy się, zapatrzywszy w litery, a myśli, gęsi szare, odleciwszy w błękity, w oddale, zadość, żeby się w porę, zamałość żeby zdążyć przed ciszą nocną, przed snem, wieczorem. Przy tym woda na makaron, samo fusili wyparowawszy, smażywszy się żywo, śmierdzi i dymi. A ty siedzisz na twardym i gapiąc się roztrząsasz w stoickim zachwycie: przedśmierć

czytaj całość Dylemat

Oddział leczenia dziennego

Jest u nas na oddziale taki mały gość. Ma twarz jak poczucie humoru genetyki. Przypomina te małe, ozdobne dynie, które pojawiają się w okolicy Halloween. Kiedy patrzę na niego, za każdym razem zastanawiam się jak on się goli. Może się nie goli? Odwracam wzrok bo głupio tak się gapić. Na te rurki, igiełki, kropelki na

czytaj całość Oddział leczenia dziennego

Ostatni dzień roku

Ostatni dzień roku jest jak zamykanie ostrygi. Najpierw była ciekawość, później domysły przepoczwarzyly się w wyobrażenia co też tam jest w środku. Przy pomocy krótkiego noża, jak przy otwieraniu ostrygi wdarlem się w ten rok, który mija. Okazało się, że ciało każdego dnia było moje, i krew była moja gotowa do spożycia. Nie było perły,

czytaj całość Ostatni dzień roku

Przez ciszę

Tobie przebaczę, sobie nie wybaczę – miastu i światu i ciemności i światłu. Chmurom na opak, nie opadnę lecz wzlecę. Rzece, jej źródłu i korzeniom drzewa i płatkom kwiatów, które się podniosą, z nową jędrnością wrócą cieszyć oczy. Przebaczę powierzchowność spojrzeń i dotyków, nieprzemyślaność rzeczy, słów i zaniechania, zwyczajność dla mnie zupełnie nadzwyczajną, obojętność rozpoznania,

czytaj całość Przez ciszę