Archiwa

Wybrane

  • Ocal

    Odpływa łódź od brzegów rzeki Styks, pies Cerber groźnie szczerzy żółte kły. W ustach mam obole dwa i więcej nic nie trzeba mi, nie trzeba mi lecz Ty zabierz mój cień i ślady moich rąk z rzeczy i ksiąg, ze sobą zabierz miła. Najdalej zabierz stąd, od śmierci wybaw. K
  • Gehenna

    Za to, jakim mnie uczyniłaś, córko - dziękuję. Że nazywasz mnie psycholem, a matkę wariatką - dziękuję. Że wracasz do domu nad ranem najebana jak szpadel - dziękuję. Że treneujesz moją silną wolę (jeszcze cię nie zabiłem) - dziękuję. Że na każde pytanie odpowiadasz spierd
  • Słychać śpiew

    jak co roku o tej porze wokół słychać tęskny śpiew ludzie idą przed wieczorem by Maryi oddać cześć gdy różaniec dzierżą w dłoni i litanii słowem pięknie do figurki przystrojonej idą wielbić swą Panienkę o Matuchno weź w ofierze tę modlitwę w ludzkim tłumie ofia
  • Dopasowania

    Mieszkanie już odmalowane, nowe parkiety i nowy porządek. Rzeczy zastąpiły inne, przedmiotowość podmiotu w okolicznościach miejsca uległa czasowi. Przesiąknięte chorobą powietrze dawno już wymienione, na komodzie zdjęcie, w skrzynce na listy spóźnione urodzinowe życzenia na ka
  • Nad małym trupem

    Co się wydarzyło, a co się nie zdarzyło? Czyja była w tym wina, a czyjej nie było? Czy może tak Bóg chciał, albo siła wyższa od Boga, ojca, matki? Albo te wypadki, upadki, zmarznięte odpadki miały jakieś imię? Czy były przy nim/przy niej wszystkie zmysły? Domysły snuć
  • Talizman

    Mam talizman, który mnie ochroni ode mnie. Dwadzieścia dwa centymetry krwawo nierdzewne. Trzymam go w ręce prawej, w ręce skodyfikowanej, podpisanej, opieczętowanej linią życia, innymi liniami, bruzdami, papilarnie i żylaście, moim prywatnym lękiem i jego odwagą zuchwałą. Z
  • Bajka dla Dagny

    - Opowiem Ci bajkę, chcesz? - Słucham... Bardzo lubię, kiedy ktoś opowiada mi bajki... Siedzieli. Świecił ogromny łeb księżyca. Gdzieś daleko było życie. Był czas. Kiedy nawet zwykła filiżanka otwierała szeroko oczy. Słońce właśnie przywitało ją jednym ze swoich najczulszych
  • galeria

     [flagallery gid=6 name="Gallery"]
  • Anne Clark - Poem without words

  • Przezroczystość

    Umieszczono mnie w przezroczystości szkła. Może jest tylko moją powłoką, a może już stałam się nim? Granice są jak protony - nie widać ich, ale wiemy że są. Ktoś wyrwał mnie ze świata i umieścił tutaj. O dziwo, jestem w stanie żyć. Spójrz na tę krzyżówkę, co w
  • Bez tytułu

    Przyszło mi umrzeć, bo los tak chciał. Los, który we własne ręce. Sprawy są dziś ulotne. Gaz, płomień co zgasł - księżyc w nowiu, nic więcej. Złego się nie ulęknę, nie klęknę, nie jęknę. Nadszedł czas. Miało być tak pięknie i jest. Taki ciepły ten wieczór.
  • Planety

    Dopóki tu nie przybyłem, myślałem, że formy życia na twojej planecie muszą być inne. Że dotyk smakuje inaczej, że wzrok nie przytłacza, że zapach nie rani jak oset, że oddech nie wstrzymuje i nie zabiera tchnienia; że idąc po trawie wybujałej jak sen, jak sen, który
  • Chwila

    W zasadzie nie ma powodu, dla którego czas powinien płynąć szybciej - przeciwnie. Jeśli by porównać życie do klingi miecza, to zużycie ostrza, szczerby, rysy oraz osad mogą znaczyć na przykład dzisiejszy poranek. Może być gablota w sterylnym muzeum, lub półka na ścianie w
  • Wakat na Kapelę

    Przyszedł do mnie wyskrobany Kapela. A wyskrobany był do cna. Miał: równo wyskrobany garniak, pod szyją wisiał zwis męski wyskrobany w ciapki (a może w cipki). Obuw miał wyskrobany zamszowy i fryz skrobnięty zamaszyście. Kapela cały był wyskrobany stylowo. Po polsku, po ka
  • Skrajność

    Ból, cierpienie, pewność i nieuchronność śmierci - w katalogu nie ma piękniejszych powodów. Dlaczego nie popełnisz samobójstwa? Zamiast dreptać w miejscu ten jeden krok rozsądku wystarczy za całą podróż. A może najmniejsza z wymówek jest najistotniejszym argumentem?
  • Blue marble

    Jeśli spojrzeć na wszystko z pewnej perspektywy zacierają się granice i nie ma w nich ludzi. Nie ma dróg i mostów, domów i ogrodów, niczego stworzonego z pasją, do zburzenia w szale. Żeby móc to objąć trzeba być daleko, być może dalej niż kosmiczny paradoks drogi mlecznej.
  • Galaktyczni

    My, młodzi chłopcy w zaciasnych regułach, wychodzący na spacer w bezdroża, ostępy, mieliśmy swoje gwiazdy i swoje legiony, kiedyśmy podbijali wszechświat niedostępny. Mieliśmy zmysł ostry i scyzoryk tępy, który ostrzyliśmy co dzień by nim w jakimś drzewie na wieczność, na ch
  • Chemia

    Wszyscy są samotni i to nas łączy. Wiązania związków wielokrotnie złożonych we wspólnym pierwiastku, który występuje w całym znanym wszechświecie i poza nim - dwójmrok światła. Niby nic, a przecież i ty wiesz o co chodzi.
  • Pamiętam chłopca

    Miałem sześć, może siedem lat, ale pamiętam - z wyrzutem wypowiedziane słowa. Były ciche, jakby niestosowne w swojej wymowie i znaczeniu. Może były niewłaściwe w kontekście sąsiedztwa? Tego nie pamiętam, mogę jedynie się domyślać. - Nawet umrzeć w spokoju nie pozwolą. Leża
  • DIABEŁ W ORNACIE

    Atutem oszusta chcącego przekonać łatwowiernych do swojego łajdactwa jest – wiarygodna twarz. Szczery, wzbudzający zaufanie wygląd człowieka uczciwego. Oblicze standardowego rzezimieszka czy seryjnego mordercy o rozbieganym wejrzeniu, utrudnia złodziejską karierę. O ludziach mówiący
  • Królestwo

    Skazani na zagładę przez fakt istnienia do bólu zaciskamy oczy. Czego nie widać, tego nie ma. Nie jest to łza, i nie jest to perła, co spływa po policzku. Tłuczemy lustra. Nie mamy cieni i nie ma też śladów, nie mówią nic usta. Chronimy się sami ode złego, amen; uciekamy w
  • Polin

    Tu odpocznij. ludu Izraela. Mamy dla ciebie ogień i kamienie. Tu jeszcze stoi las i choć rok jest nie ten i inny śpiew i śmiech, to łzy taki sam mają smak, a deszcz to nie deszcz, tylko popiół spalonych ksiąg. Tu odpocznij i tu naucz dzieci chodzić. Nauka chodzenia na obcej ziem
  • Rzeczy do zrobienia na teraz i na potem

    Rozejrzeć się za hotelem na wieczność. W miarę możliwości opłacić i wyremontować. Wyposażyć w to, co niezbędne: pochłaniacz wilgoci i wiekuistą światłość. Założyć teczkę. Zweryfikować się w ubezpieczalni. Spisać wszystkie procedury, loginy, hasła. Ujawnić wszystkie
  • Alternatywa

    Gdyby ułożyć wszystkie książki świata, te duże, opasłe i ciężkie, chudzinki-broszurki, prospekty, arkusze i wiersze luzem napisane na okolicznościowych kartkach, gdyby to wszystko jakąś solidną zaprawą, jakimś klajstrem zespolić - byłby mur nie do przebicia. Można by si
  • Nieuchronność

    W pogardzie mając ułomności losu, tej zgiętej, tajemniczej karteczki, na której zapisano liczbę, symbol, słowo, szedłem od nikąd donikąd. Pismo było koślawe, (pewnie ręka dziecka skreśliła znaki wprawiając się dzielnie), to, co nabazgrane - chcąc odtworzyć wiernie byłoby
  • O ile rak wątroby ma skrzydła...

    Za chwilę wszystko będzie proste. Już prawie się zatrzymało. Ona go trzyma za rękę. Za chwilę już tylko ciało. Ona będzie przez chwilę jeszcze, ale go zabiorą. Powietrze zostanie tym samym, ale nie oddechem. Coś się zatrzyma, coś się nie zatrzyma. Ojciec, córka. Godzina
  • Muzykant

    Po ciężkiej nocy uparta myśl o stworzeniu symfonii wracała jak bumerang i znowu, niczym zadra, tkwiła w nim. Było to zamierzenie wielkie, przeczyste, warte mszy. Zwłaszcza dla niego, rzępoły z dansingowych ochlajów. Miało go uratować z nijakości i przedstawić jako wyjątkowego twórc
  • Prochowiec

    Na skraju łąki leżał porzucony prochowiec. Przechodząc kopnąłem. Wydawało mi się, że usłyszałem cichy jęk. Rozejrzałem się. W pobliżu nie było nikogo. Kopnąłem jeszcze raz - dla pewości. Znowu to samo… - Dziwne - pomyślałem - przecież to niemożliwe, żeby kawałek porzucon
  • Trynd

    Nie można było pojąć, dlaczego nowoodkryty kierunek filozoficzny, Radykalny Konsumpcjonizm, cieszył się traumatycznymi względami różnych wielkich Fusologów. Na próżno zmagano się z tym destrukcyjnym zjawiskiem, które - na drodze psychicznej osmozy - wciekło w trudną świadomość oś
  • Myśl w ruch wprawiona słowem, zaprawiona ciszą

    Choćby i milion lat, to przecież nie wieczność. Jakże ma przetrwać słowo wobec bezwzględności? Pisze się tu i teraz, dla tych, którzy teraz i tu, i tych co za chwilę, i tych co na morzu. Dla tych paru słów, których nie przeczyta przyszła małpa, rosomak, karaluch, krytyk i p
  • Surmy jesienne

    Gdybyś mógł zobaczyć, ślepcze, połoniny... Dla ciebie tylko pełne nienawiści spojrzenia winnych; dla ciebie tylko wrogowie, komuchy; dla ciebie tylko bóg-honor-ojczyzna; dla ciebie blizny przeszłości i jutrzenka wodza; dla ciebie dzwony biją i ryczą trąby bojowe; A tymczasem
  • obiecałam ci wiersz

    Mogliśmy być jak drzewa. Z ramionami w błękicie i twardą korą trwać - zielenić się, gdy przyjdą deszcze. Tak. Było możliwe przyjacielu. Jak słowo rzucone między dzisiaj i wczoraj - w zapach parku, o którym nie chcemy pamiętać, bo pogubiliśmy w nim cienie. Koronka wersu rzu
  • W zapamiętaniu

    z tomiku "Rozwiewa wiatr" Styczniowy wieczór zapachniał jaśminem rozbłysły gwiazdy blade księżyce rozpłynęły się we mgle Przyniosłeś kosz pełen słońc pod próg mego pragnienia Oddaliłam smutek niebyłych dni zamknęłam tamten czas Wniknąłeś ustami w mój kwia
  • Czas na zmiany

    Oto nowa, zupełnie nowa "Lepsza Strona Ciszy".
  • Połączenia

    Dwa telefony leżą w separacji, skłócone, lecz impuls jednego w drugim wywołuje drżenie, natarczywy dzwonek. Więc coś ich łączy? Znają swe numery i każdą melodię. Dopóki bateryjka, do dna.
  • Cząstki

    Być sobą, no bo kim? Być sobą, ale czym? Być sobą, tylko jak? Być sobą, czyli stać się niewidzialną przyczyną ciebie. Obudzić się dla przemiany, zapragnąć mieć skrzydła, dwie głowy feniksa. Spalić się przed zachodem słońca, odrodzić pierwszym brzaskiem. A potem na
  • Plany i plony

    Wzrosłem i rosłem. Nade mną chmury i we mnie chmury. Raz mnie paliło to światło z góry, a raz od wewnątrz. Bywało mroźnie i były buty. Pożar ominął mnie jeszcze łukiem, ale nie ty. Lecz rosłem, wzrosłem. Piąłem się w górę, padałem w dół. Przetrwałem wiosnę, lato i zim
  • Wahadło

    Kostropatym świtem w rozkwaszony zmierzch na oślep do przodu do głupiego wciąż nieżwawymi sprintami wciąż idzie i idzie i po gongu też kreator niedzielny łachmyta pod wiatr fachura na stos wybitny powszedni za mało na schwał jak zwykle nie to i nigdy w sam gust i zn
  • Piekła

    Na dziewiątym piętrze wielkiej płyty, w skąpym pokoju z oknem na okna i kominy, poeta ma swój pałac i dziewięć kręgów piekieł. Przechadza się dostojnie na szczudłach metafor, rzuca epitetem w odrapaną ranę po dzieciństwie utraconym, po porzuconym pięknie. Pije kawę i wódk
  • Pętla

    Biegliście tak wspaniale! Wytrwale przemierzyliście całe wieki ścieżki. Biegliście boso, biegliście w sandałach, biegliście z łańcuchami, potem znowu wolni stawialiście lotne stopy na piasku, na skale. Powołani do wolności, dalej i dalej, waszym celem był bieg, nic więcej.
  • Przypisy

    Wyrzekam się siebie. To niewielkie wyrzeczenie. Znaczę przecież tyle, ile ślad na plaży. Potem przychodzi fala uniesienia. Znowu chcę, znowu piętnuję sobą ciebie. I już mnie nie ma w tej bajce. Potem następują przypisy, z których jasno wynika brak zrozumienia istoty.
  • Mimochodem

    Do nieba wchodzi się po rozżarzonych węglach. Od tego ma się brudne nogi i trzeba je umyć. Wyszorować z bólu cały zapas dni, wyszczotkować z nadziei pozostałą część nocy. Potem można po cichu, niezauważalnie, ptakiem przysiąść na drzewie i patrzeć.
  • Kłaniam się sobie na wiosnę

    Kiedy mną gardzisz, nie zapomnij bardziej i więcej szanować siebie. Nie wiem wprawdzie kiedy przyjdzie wiosna, czy zazieleni się park, rozgwieżdżą kwiaty i ptaki; czy wyleje Prosna, czy naprawią po zimie Browarną, Babinę -- to rzeczy bez znaczenia, przynajmniej w tym mieście i
  • Anioły kopią się pod stołem

    Biała koronka, lśniąca i czysta, niedodziergany do końca księżyc. I to niedodzierganie rzucone na malowanie akwarelowe, błękity i róże. Obrus na stole świata, który stanął na głowie. Cała reszta pochyla się i kapie jazgotem z tlustych łapsk, dziegciem chciwym na te róż
  • * * * [było tak bez sensu]

    to było tak bez sensu spadł śnieg o dwunastej dwunastego a ja zaspałem nie wstałem i tkwię w środku aż do wiosny samotny biały z dziurawym garnkiem na głowie brzozową miotłą pod pachą a nos mam czerwony marchwiany taki
  • Finitium

    Wyobrażam sobie, że ból ma ciało i ten rodzaj autonomii, który jest dany jedynie szczęściu. Zamiast wylegiwać się na łące, na plaży, przy basenie, leżeć na ciepłej, albo chłodnej ziemi - on tańczy. Wiruje, wyrzuca ramiona do góry, na bok, wierzga nogami. Dla postronnego obse
  • Moja Sfinks

    Wdech i wydech jeszcze funkcjonują. Podobnie inne bezwarunkowe odruchy. Włosy i paznokcie rosną bez przypominania, krew sobie krąży, pocę się, wydalam. Reszta to dziwny związek złączony sakramentem. Na złe (tego więcej), na dobre (czasami), w zdrowiu (oby, oby), chorobie (có
  • gorące niusy (karuzela z sieci)

    gorące niusy (karuzela z sieci) nagie gwiazdy w ciąży, modelki w łaskawości photoshopa w nieprawdzie doskonałe, ale to przecież nic ciekawego, bo nowa superaspiryna wyleczy jedenaście rodzajów raka. jeśli do tej pory czarny, skórzany top kojarzyłeś wyłącznie z garderobą
  • Tylko ocean ten sam

    z cyklu "Kreolskie pieśni" Zimna gwiazda roztoczyła swój blask radosne światła zamigotały u stóp ołtarza Na ofiarnym stole zadzwoniła twoja melodia rozstąpiły się wody morze ukazało suche dno całowanych moją miłością ust Całe przyrodzenie świata opadło fałszywą
  • Do czego potrzebne są białe płatki?

    Za moją nieodpowiedzialność, za ten grzech bycia chłopięciem, za spontaniczne, zachłanne, za wszystkie małe i udawane wielkie, za apetyt na wiśnie, za gruszki z niejednej wierzby rwane, za zapomniane i pamiętane - odpuść mi, Panie Kochanie. Bywałem ja od ciebie ofiarowany rze
  • Znalazłam miłość

    z tomiku "Rozwiewa wiatr" Znalazłam miłość ciszę w opiekuńczych ramionach księżycowe cienie w srebrnym szalu gwiazd Znalazłam cierpienie pęknięty uczuć dzban rozsypał nuty miłosnej pieśni złudzenia rozwiał wiatr Moja szczęśliwa gwiazda poplątała drogi dziś
  • Stereotyp

    Dbasz o siebie, o swój wygląd, ciało? Chodzisz na siłownię, pakujesz, łykasz sterydy? Jesteś dumny z posiadanych metek, emblematów? Bywasz w modnych miejscach i tam, gdzie potrzeba? Znasz tych wszystkich ważnych i oni cię znają? Golisz tors i nogi, kremujesz się rano? Jesteś zadow
  • przestępując z nogi na nogę

    tydzień dopiero i już przeglądam wspomnienia zyskując pewność kwitną kasztany bez godzina podobna godzinie bez spojrzeń dotyków uśmiechu wiem to nie był sen a jednak trudno uwierzyć przecież "nie jesteś warta" kłują rzucone oszczepem w ślad obracam zaczarowany mu
  • Dorastanie błyskawiczne, instant

    Coś zabiło piosenkę w połowie refrenu. Nie wiem, czy respirator przestał tłoczyć tlen w płuca śpiewaka, bo go zabrakło, czy zabrakło prądu. Myślimy, że mamy czas, ale to myślenie nie jest pojęciem względnym. W przeciwieństwie do czasu: on płata dziwne figle - w seku
  • CZYTANIE, PISANIE I CZAS

    Pisanie powinno być teraz krótkie, szybkie, niemęczliwe. Opasłe utwory w rodzaju Wojna i Pokój, Czarodziejska Góra, lub Nędznicy, są dla dzisiejszego czytelnika dziełami za długimi, za nudnymi i z lekka przestarzałymi. I nie ma w tym nic dziwnego, bo świat się spieszy, bo odbiorca liter
  • List znaleziony na plaży

    Miał jakiś dziwny kontakt ze śmiercią. Poetycki, liryczny? Nie wiem. Myslę, że Śmierć wpisała się także w moje życie. Jego Śmierć. Nauczył mnie patrzeć na słońce smutnymi oczami. Za to niech będzie przeklęty. I za to co zrobił. I za spustoszenie, jakiego dokonał w moim siedemn
  • I słowik śpiewa

    Między leszczyną a jaśminem zdejmuje majtki. Pokazuje mi nagą cipkę. Tam ją całuję. Między jaśminem a leszczyną. Ledwie brązowe twarzyczki w zielonych kapturkach przyglądają się temu z ciekawością. O krok dalej ucinam siekierą nogę żabie. Na wpół skacze, oddala się w
  • Zmęczenie

    Zwłaszcza mięśnie twarzy mogą boleć od bycia szczęśliwym, choć lustro ma w poważaniu te wszystkie grymasy. Co innego ludzie, którym trzeba role odgrywać z natężeniem godnym lepszej sprawy. Czasem krzyczeć do ostatnich rzędów, w których zasiada nieciekawa sztuki banda dzieci
  • SPÓŹNIENI

    ten lot jest odwołany i tracimy tylko czas... tak jak pan X i pani Y siedzą obok siebie obcy czekając na nowe połączenie zapytani o godzinę – ona mówi, że to nie jej wina a on, że już w nic nie wierzy i tylko spóźniony pasażer niczego nie żałuje
  • Puste ulice świętych miast

    Bądź wyprostowany, pewnie stawiaj kroki wśród piasków pustyń grząskich bezkresów. Dzisiejsze miast arterie pod nieba obłokiem jutro będą ruiną bez państw i adresów. Patrz uważnie, zapisz pejzaż pod oka powieką. Niech się wpisze w niepamięć jasnym powidokiem. Tu pulsowało
  • Pomiędzy

    Urodziliśmy się martwi i umrzemy żywi. Wszystko co pomiędzy to sprzeczność teorii. Bo spójrz jak się tygrysi cień na gorącym piasku, jak się ściele noc chłodna, jak się rosi zmierzch. I jeszcze w locie uchwycony flaming, cichy szmer oceanu, ostatni oddech bryzy. * Z jedena
  • NASZA MIŁOŚĆ...

    ...polegała na całkowitej szczerości, szczerości niemal okrutnej i pozbawionej kramarskich tyrad. Jedynymi spotkaniami były nasze długie, znaczące, telefoniczne rozmowy. Dzień bez nich wydawał się stracony. Mówiąc “dobranoc”, żegnaliśmy się do wczoraj. b Rzecz dziwna, choć wie
  • Człowiek, to brzmi dumnie

    W pierwszej części niniejszej bazgraniny nastąpi wywód oparty na starej, lecz bez przerwy jarej piosence o mądrości Polaka po szkodzie. Kolejna odsłona powtórzeń wyświechtanych frazesów o przekornym charakterze ludzi znad Wisły, Odry i Bugu. Przeważnie bywamy kłótliwi, nieżyczli
  • Chwasty

    Nie ma zła ani dobra. Po prostu bywa różnie. Tak przynajmniej mówią w filmach. W różnych filmach. W dobrych i w złych. W tym paradoksie. Różność poróżnia, różność zwycięża. To, co różne na próżno szukać pomiędzy różnymi. Nawet, jeśli opowiedziane w różnych j
  • Matko nasza

    Matko, która odarta z należnej ci pieśni, bądź nam ostatnią, jak i pierwszą jesteś. Ty, która nie znasz krwawych łąk boleści, bądź nam ostatnią, jak i pierwszą jesteś. Której synów odebrano dla ich wątłej chwały, której świętość zabrano dla wielbionej księgi, kt
  • Wilczy szaniec

      Kamień na kamieniu, echa ech, taki tu spokój, w ciszy grzech. Pada deszcz. Rozerwane bunkry są bardzo gotyckie. Był tutaj Bóg? Inną miał ojczyznę? Wilcze łyko, nowe drzewa, mokną turyści. Śpią w pustych salach tylko stare liście? Podziwiajcie bliznę lasu, piramidy
  • Martusia

    Jechałem szukając jej pokoju. W kącie jednego z nich dostrzegłem siwą i pomarszczoną Martusię. Leżała w dziesięcioosobowej komnacie zgrzybiałych piękności. Zajmowała miejsce tuż przy oknie wybałuszonym na ulicę. Dzięki temu była właścicielką połowy parapetu. Trzymała n
  • Pustynia

    Nigdy nie było tutaj wody, na mojej pustyni. Nic z niej nie wyrośnie, z tej mojej pustyni. Nie zakiełkuje, nie wyda kwiatów, owoców. Na mojej pustyni od czasu do czasu skorpiony, salamandry, pająki. Na mojej pustyni. Twoje słońce bezlitośnie mnie pali. Moje łzy nie użyźniają j
  • Poeto - może Przyjacielu

    z cyklu "Rozwiewa wiatr" Kazimierzowi Burnatowi Dokąd zmierzasz w cieniu białych brzóz dziwny wędrowcze Poeto - może Przyjacielu nie wiem jeszcze Szron barwi Twoje włosy a mój złoty warkocz płonie blaskiem zachodzących jesieni Dokąd idziesz Poeto - może Przyjacielu
  • Rewitalizacja polska

    Jak byliśmy dumni, kiedy pierwsze listki wzeszły nad ziemię! Jak cieszyło, że rosło, jak radowało się serce! Korzeń był dorodny, soczysty i jędrny. Potem wyrwaliśmy. Przez chwilę podziwiany, szybko roztarty, wyżęty, pozbawiony soku. Było smacznie - na wspomnienie jeszcze
  • Horyzont

    To, co nas łączy, jak ciężkie kajdany - długość, szerokość, rzeki i powietrza niedorzeczna tożsamość. Tutaj dysonansem znaczone karty, kontrapunkt ciszy, tutaj białe jest szare, a czarne też szare. I gdyby znalazł się jeden uczony, który by mówił językami wszystkich,
  • Takie małe Krzyśki...

    Krzyśki małe dwa... Ciekawe świata, ufne i ciepłe jak słoneczka... Klasa Krzyśków wybiera się w Pieniny. Krzyśki - nie, bo kasa to zapora. Gdyby ktoś chciał, aby Krzysiaki zobaczyły to, co inni na pewno zobaczą - namiary konta szkoły na: el1964@o2.pl. Udało się już z Anią, Pati - z
  • Wielka woda

    Występuje z brzegu, przerywa wały. Nic nie dzieli myśli od przestrzeni. Wkrótce pochłonie łany, zakryje dachy. Wkrótce w jedno się zleje z szarością błękitu. Bądź otwarty, miej bramy na oścież; bądź gotowy do ewakuacji. Zdarza się, że masz ostatnią z potrzeb: widzie
  • Apocalypsis

    Więc jak to się skończy? Gniewem i pożogą, potopem, chłodem, odwróceniem morza, czy może ciszą, spowolnieniem ruchu, stopniowym, lecz skutecznym zamykaniem powiek? Czy warto jeszcze zrobić coś dobrego, czy zło straciło sens, a życie pewność? Czy wobec tego ma być tak jak jes
  • Nadzieje, złudzenia

    Wyobraziliśmy sobie siebie, nas. Niewzruszony szczyt, nieskończoną kruchość lat. Wypuszczone z klatki, oswojone ptaki. Miotane na wietrze, od zagadki do zagadki. Póki czas. Póki mamy czas.
  • *** (i blednie dzień)

    i blednie dzień i szarzeje z zimna a miało być zmartwychwstanie albo chociaż przebudzenie w miejscach większych niż obietnice tak nagle nie odchodź mój śnie zróbmy jeszcze kilka kroków w tej pustce pośród wspomnień bez twarzy – jutro myśli znów będą miały zapach
  • Trzej królowie (tuż po zachodzie słońca)

    - Są nieba? - Wielkie nieba, nie! Jest tylko ich potrzeba. Jak łaknienie, głód, pragnienie, gdy brak, kiedy nie ma na co sobie zasłużyliśmy. Jemy piasek, pijemy słoną wodę. Żyjemy w fatamorganie. Już czas w drogę. Słońce zaszło, a gwiazda niech nas prowadzi z
  • Obrazki

    Zaczyna się od wejścia; im dalej, tym ciemniej. Nawet świadomość tego, co powiesz, nie łagodzi w niczym narastającego gniewu. Więc za drzwiami jest korytarz z pokojami po obu stronach. Drzwi do nich pozamykane, każdy to tajemnica. Pod jednymi struga światła. Wyraźnie po cieniu w
  • Sztuczki

    Podobno mają wieszać nadzieję, rozstrzeliwać miłość; podobno tylko wiara ocali szyję, bo poszła na współpracę. Mówią, że poeci zostali internowani. W ciasnych celach ciała poszerzają horyzonty współczucia, ale nie piszą już tak samo, jak kiedyś. Żeby ocalić swój
  • Litość

    I choćbym poznał milion słów, a litości bym nie miał poukładałbym je jedno obok drugiego i wymieszał. Drogą losową przy użyciu być może jakiegoś sprytnego programu, tak, że sam byłbym smart and art, jedno obok drugiego, lub jedno za drugim. I choćby i tak było, że opisałb
  • Bardziej każdego dnia

    zaledwie krok zaledwie kawałek jedna maleńka chwila uporczywa próba by się w niej znaleźć czuć siebie więcej w każdej minucie potrzebuję siostry potrzebuję brata mojego ojca chłopaka potrzebna mi mama lekarstwa jak dodawanie odjąć jedzenie i płyny równa się zapytanie
  • Galeria Pusi

    [flagallery gid=7 name="Gallery"]
  • ODWAGA PAPKINA

    Ciężko to pojąć urodzonym dzisiaj, ale w uprzedniej epoce nie było życia tak bardzo uzależnionego od prądu, kabli i telefonów, od seksu z chipami, religijnego kultu świętego Pugilaresa, natrętnej wszechobecności kamer, niekoszernych portali czy ujeżdżania po nich. Nie istniał krzykli
  • Taki amen, taki lament

    Odchodzi. Światło dokonuje kolejnej przemiany. Błękitnieją nieba i wody wezbrane, napiera zmierzch. Dziś z bezchmurnego jutro pewnie lunie. Potem przyjdą chłody i biel, noc zapomni o mnie. A jednak się kręci i nic się nie stanie? Nie będzie odpowiedzi mniej lub bardziej właściw
  • Tańcowała Bieda z Nędzą...

    Bieda obraziła się na Nędzę, więc mieszkańcy tej bajki – niecnotki ustalili, że musi się odbyć bój z udziałem arbitra. Bieda, jako arystokratka blisko spokrewniona z Niedolą, nie mogła pogodzić się z faktem,  że o Nędzy, pospolitej wiedźmie z marginesu, zaczyna się mówić
  • Rok Grotowskiego

    [caption id="" align="alignright" width="157" caption="Jerzy Grotowski podczas konferencji prasowej w Ośrodku Grotowskiego, 1997. Fot. M. Cułyński"][/caption] Organizator: Instytut im. Jerzego Grotowskiego, Wrocław - Brzezinka; styczeń - grudzień 2009 r. W 2009 roku mija 10. roczni
  • Ciasteczko księżycowe

    Kiedy coś uparcie gaśnie - zaufaj iskierce nadziei. Składam się z bólu, którym mnie owinięto. W środku jestem tak jakby człowiek. Zapisany czyjąś ręką kawałek istnienia. Nic do czytania i za mało żeby podpalić ten świat.
  • Zapadam w mrok z cyklu ,, Rozwiewa wiatr ''

    Ranisz mnie spojrzeniem pieszczotą miłością nie pozwalasz na sen Zostawiasz odartą z marzeń opuszczoną bosą Umarły złudzenia już nie wierzę w anioły i jasne poranki Nie ma życia bez stałości dnia i bliskości nocy wołam ciszę zapadam w mrok
  • NIEDOPOWIEDZENIA

    Zachrapał tak donośnie, że razem z wyrem przeniosło mnie w sam środek innej scenerii i znalazłem się w obcym miejscu. Lecz nie było ono „przyjazne”: czułem się tak, jakbym kiedyś w nim był; obok mnie dygotał tapczan z dziadkiem „Jakmubyło”. Stary świntuch i łobuz za młodu
  • Uroczystość prywatna, wstęp wzbroniony.

    Pan Chichot ma już swoje lata. Jeździ na wózku i wśród problemów ma i takie, których samo nazwanie jest obrzydliwe. Ale Pan Chichot jeszcze się odpycha i jeszcze oddycha. Pcha i cha, cha, cha coraz słabszym głosem. Pan Chichot sporo widział i teraz jeszcze jedno widowisko ma prze
  • nieumiejętność przyjmowania śmierci

    nieumiejętność przyjmowania śmierci nie mieszczę się między białą różą i ciasną bluzką którą mam ochotę podrapać za nagłe sczernienie - drażni koronka pod szyją i ciężkość przeciwsłonecznych chociaż światła nie ma a zasłona nie zobaczę pozorna wczoraj przyjaci
  • Niewysłany list

    Marzysz o dawnych obszarach spokoju ale przetarte i pocerowane odległością istnienia uciekły na  długo Są tam dokąd zmierzasz tam  gdzie gasną  minuty nie twojego czasu Bo jesteś żyjesz pożądasz tylko tu tylko ze mną Jak ten co żył w prośbach do Boga by zamknął mu oczy ponieważ
  • niech szlag trafi tytuł

    jeszcze hosanna w zmęczonych oczach mimo że pajęczyna między palcami a serce walczy z wczoraj i dzisiaj rankiem mijam grubego zenka i znowu daję łajdakowi monetę a dlaczego nie niech wypije - przetrwa dzień mnie będzie gorzej ani złotówki szafiru najwyżej rozgryzę w kropelki
  • Z zapomnianej ziemi

    Z zapomnianej ziemi zapomniane listy przychodzą i odchodzą - z pamięci w niepamięć. Ludzie, którzy tu żyli w zapomnianych domach w zapamiętaniu pielęgnując ogród i rodziny, bliskich mając na wyciągnięcie skamieniałej ręki, obcych jak księżyc, dalekich lecz wiernych, byli
  • tyłem

    nie użalaj się tak prosto jak sznurek w kieszeni cóż słowa nie mają znaczenia nie zaliczony test jeden z wielu trwa trzymasz mocno a jednak nie odgonisz kruków są we mnie bielą kości odartych z mięsa szaleństwem nieporadności poranków powinnam powyżej nagich koron pr
  • CZARNO-BIALI

    Bohaterowie starych fotografii mają na własność zatrzymany kawałek świata. Nie tak jak my, którym czas ucieka między palcami. Bohaterowie starych fotografii swój kawałek świata maskują sepią, a oni sami, ich dzieci, psy i konie zawsze są czarno-białe. Nie to co my, którzy
  • IRLANDIA JONES

    Dobrze jest wyłowić rzecz wartą publikacji. Wyciągnąć z powodzi tandetnych tekstów na literacką powierzchnię. Coraz więcej godnych przeczytania znika z naszego pola widzenia; wypierane są z niego przez utwory mało istotne. Nieduża książeczka* Tomasza Borkowskiego jest zbiorem dwudzies
  • Ćma

    Sprzedam ciało na narządy, na nierządy, na organy, na niegrzeczne obcowanie, na orgietkę, albo taniec, na parkiecie, też w duecie, weź mnie w galop, wyuzdanie, sprzedam ciała zmartwychwstanie. Jeśli jeszcze coś zostanie, jakaś chwila choćby licha, może ktoś się taki znajdzie
  • Na ofiarnym stole

    Położyłeś mnie na ofiarnym stole zgasiłeś mój blask Bezpieczna mgła opadła z jesiennym deszczem na puste pola Roześmiała się noc czarodziejka złudnych nadziei zadzwoniła martwa cisza Co mam Tobie jeszcze dać za małą nutę słodkiej melodii by powróciła nasza pieśń i znów
  • Chce się żyć!

    Ostatnimi czasy czuł się paskudnie, jak obrabowany, zdradzony, istny cioł i nieokrzesaniec, którego teleportowano z buszu prosto na światła rozpędzonej ulicy. Stał na niej sam, głupi i opuszczony, zagubiony pośród mętliku skrzyżowań, zaułków i wieżowców gwarnej metropolii, ogłuszo

Muzykant

Po ciężkiej nocy uparta myśl o stworzeniu symfonii wracała jak bumerang i znowu, niczym zadra, tkwiła w nim. Było to zamierzenie wielkie, przeczyste, warte mszy. Zwłaszcza dla niego, rzępoły z dansingowych ochlajów. Miało go uratować z nijakości i przedstawić jako wyjątkowego twórcę, którym pragnął być od zawsze. Lubił być w sytuacji pociąganego za język, indagowanego,

czytaj całość Muzykant

Martusia

Jechałem szukając jej pokoju. W kącie jednego z nich dostrzegłem siwą i pomarszczoną Martusię. Leżała w dziesięcioosobowej komnacie zgrzybiałych piękności. Zajmowała miejsce tuż przy oknie wybałuszonym na ulicę. Dzięki temu była właścicielką połowy parapetu. Trzymała na nim dorobek swojego życia, sfatygowane radio, paczkę pampersów, wytłamszony batonik i dwie puszki z czymś słodkim na niedzielę. Pozostały

czytaj całość Martusia

Laura i Filon

Muszę powiedzieć, że nigdy przedtem nie było aż tylu matuzalemów w jednym miejscu. Jeżeli dotychczas zdarzały się większe imprezy, jak, dajmy na to stypy, jeśli wcześniej wszyscy zgromadzeni ciekawscy mieścili się w nim swobodnie, to teraz panował ścisk, powszechny entuzjazm, zaaferowany zgiełk. Kiedy zaś po domu zaczęła krążyć wieść, że oblubieńcy dawno już przekroczyli siedemdziesiątkę,

czytaj całość Laura i Filon

Myśl tombakowa

Intelektualista nowej generacji posiłkuje się sformułowaniami zaczerpniętymi z brewiarza głupka po to, by tym dosadniej i uczeniej wyrazić dętą myśl, że nie ma nic do powiedzenia, a przy okazji, by jego wypowiedź wyglądała na mądrą.

OBSTALUNEK

Przez długi czas nie mogłem rozgryźć sprawy; krążyłem wokół niej i nic mi nie przychodziło do głowy. Byłem zawiedziony, bo kiedyś zajmował stanowisko zbliżone do mojego. Nie takie samo, lecz porównywalne: wówczas wyrzucał z siebie heterogeniczne sądy, burzycielskie mniemania, wtedy coś nas łączyło, choćby wspólna membrana. Mogliśmy przerzucać się tożsamymi przekonaniami, a nasze nocne dyskusje

czytaj całość OBSTALUNEK

Przemiana

Często zachodziłem do Karola, bo chciałem zobaczyć pokój, który jeszcze parę dni temu zajmował. Do Karola, gdyż nawet później nie myślałem inaczej o swoim pokoju. Mieścił się na pierwszym piętrze, po przeciwnej stronie korytarza, o krok za łącznikiem zespalającym oba skrzydła Domu, koło windy, tuż za rogiem. Skręcało się w stronę dyżurki, przechodziło obok brudownika

czytaj całość Przemiana

Po linii najmniejszego oporu

Pod tekstami omawiającymi twórczość Szymborskiej, poetki rozpoznawalnej na świecie, cenionej za głębię i zaskakującą precyzję sformułowań, wydawanej w milionach egzemplarzy, znajdowałem koszmarne wybroczyny internetowej myśli w rodzaju: „ale płytka nędza! Ja takie bzdety piszę w kiblu”. Z ciekawości zaglądałem na tak zwany profil komentatorskiej łajzy, bo chciałem się przekonać, jak sama pisze, bo zakładałem, że

czytaj całość Po linii najmniejszego oporu

Refleksja

– Nie można umieć na 100%. Człowiek pobieżny, uważający się za erudycyjnego macho, popełnia śmiertelny grzech pychy, ma skażone, toksyczne, ograniczone pole manewru, dysponuje chybotliwym zestawem argumentów, które są w zasadzie słuszne, niejako właściwe i ogólnie wyznawane, dopóki nie trzaśnie się w łeb i nie odkryje nowych. Im mniej wie, tym łatwiej mu lawirować pomiędzy

czytaj całość Refleksja

Wypracowanie śpika w patentkach

Wstęp Razem z upływem lat coraz chętniej wracam myślą do tamtych chwil, gdy żyłem odseparowany od dzisiejszych trosk. Przedtem, zanurzony w kolorowych reminiscencjach, utkany z niegdysiejszych marzeń, mogę teraz wyławiać z pamięci widma odległego dzieciństwa; roziskrzone i natarczywe przypominają mi, że warto ulec pierwszym porywom zasychającego serca, wczesnym odruchom naturalnej żywiołowości, poddać się przeczuciom

czytaj całość Wypracowanie śpika w patentkach

Quasimodo

Często czułem się jak krasnoludek wierzący w dzieci. Nieraz widziałem to, do czego nie powinienem się przyznawać. Zacznę od Mamy. Był to czas, gdy wolałem nudzić się zespołowo, wyjść na podwórko, zobaczyć inne dzieci, usłyszeć, jak żyją, co robią, kiedy starych nie ma na horyzoncie, no i czy mają prawdziwego tatę.  Jednak mogłem się z

czytaj całość Quasimodo