Archiwa

Wybrane

  • Tańcowała Bieda z Nędzą...

    Bieda obraziła się na Nędzę, więc mieszkańcy tej bajki – niecnotki ustalili, że musi się odbyć bój z udziałem arbitra. Bieda, jako arystokratka blisko spokrewniona z Niedolą, nie mogła pogodzić się z faktem,  że o Nędzy, pospolitej wiedźmie z marginesu, zaczyna się mówić
  • Confession

    Próżne przysięgi, marne słowa wiary, gdy nie ma prawdy ukrytej najgłębiej, na światło świtu wydobyć z pochwałą nadejścia nowych dni i wieków całych. Marznę. Ciemność. Kończy się godzina. Marznę. Cisza. Nowa się zaczyna. Marznę. Nikczemność. Moja wielka wina.
  • O tobie

    Kto o tobie myśli, kto o tobie pisze, kto o tobie czyta? Kto tobie zapewni choć słowo o tobie? O tobie mówi pieśń. - Jesteś? - Nie wiem. Więc jesteś niepisanym dialogiem. W drogę, z Bogiem. A tam, dokąd pójdziesz, zaniesiesz wiatr, zaniesiesz samosiejkę istnienia. Ch
  • Galeria Pusi

    [flagallery gid=7 name="Gallery"]
  • NASZA MIŁOŚĆ...

    ...polegała na całkowitej szczerości, szczerości niemal okrutnej i pozbawionej kramarskich tyrad. Jedynymi spotkaniami były nasze długie, znaczące, telefoniczne rozmowy. Dzień bez nich wydawał się stracony. Mówiąc “dobranoc”, żegnaliśmy się do wczoraj. b Rzecz dziwna, choć wie
  • Co jest, co musi się stać

    W mroku będąc, ciemność w sobie goszcząc, idąc gęstym lasem, wąwozem, trzymając się cienia niosę światło przed sobą. Aż na polanę pustą, w tłum tych, których nie ma. Co widzą oczy, czego nie pojmują? Jakimi językami mówić, jakim głosem, jaką księgę im przynie
  • Surmy jesienne

    Gdybyś mógł zobaczyć, ślepcze, połoniny... Dla ciebie tylko pełne nienawiści spojrzenia winnych; dla ciebie tylko wrogowie, komuchy; dla ciebie tylko bóg-honor-ojczyzna; dla ciebie blizny przeszłości i jutrzenka wodza; dla ciebie dzwony biją i ryczą trąby bojowe; A tymczasem
  • Poranna rozmowa z Ludwikiem J K

    a ja panie Ludwiku piórem skrobię czasem po papierze i powiem panu tak całkiem szczerze że radochę mam z tego niezmierną gdy obrazek spod pióra się kładzie obrazek ulicy świata albo łąki z motylami a ja na niego patrzę i siorbię sobie kawę z koniakiem do smaku b
  • lamentacja przetrąconej

    lamentacja przetrąconej nie. nie szukam słów, co kłamią każdym kolejnym wersem. tak. budowałam dom. śnił się, gdy ranek zapachniał kawą. tak. byłeś tu ostatnio. marzyłam cię. - czego chcesz śnie? a może byś wpadł na jawie i zapytał: - jak się dziś masz? jak si
  • Dzisiaj jestem

    Jezus znalazł swojego brata Judę na skraju urwiska tuż za gajem. Ziemia była wypalona, dolinę spowijał całun gorącego powietrza. W lekkim wietrze unosiły się drobiny lepkiego, żółtego pyłu. Twarz Iszkarioty była posępna,zamyślona. Jezus usiadł obok Judy, ujął jego dłonie. - Co
  • Wirus

    [caption id="" align="alignright" width="340" caption="Zdzisław Beksiński (1976)"][/caption] Zerojedynkowa Arka, nie większa niż kieszonkowe wydanie Pisma, mieści wszystko, co będzie potrzebne. Genomy spakowane w archiwa, mapy, schematy, wzory. Może jeszcze kilka książek, katalog d
  • Nie do opisania

    Od nieba mam oczy, od ziemi przyszłość. Wiatr jest moją ucieczką, ogień to nicość. Przychodzą do mnie złodzieje snów. Co było ukryte staje się hałaśliwe. Tylko dwoje oczu, przez które można zobaczyć, jak przez lornetkę, odległe pejzaże - są ścieżki wąskie i kręte,
  • Rekomendacja

    Nazywają GO różnie jedni szczerze inni z przekąsem czasem równy chłop niekiedy świnia jak w życiu ale najczęściej mówią do niego Al Al od tego gangstera za podatki jednak gdzie mu startować do tego zaszczytu zwykły z niego rzezimieszek stateczny rabuś co on tam
  • Wiersz przyokienny

    ja drogie panie i drodzy panowie kiedy za oknem zima się szczerzy biegnę myślami tylko niestety do ulicy tej mojej lipowej po tej ulicy spacerkiem powoli idę nie spiesząc się wcale a czas sobie kapie czas kapie powoli i życie mnie nigdzie nie goni kiedy tak idę za mną
  • Trwoga

    Za posępną zasłoną znanego pragnienia wtulony w barłóg czekam na przyjście dawki swoich zwidów wsłuchując się w jęki zegara rytm grozy wskazówek budząc się do wciąż tych samych urojeń Słyszę uparcie swoje umykanie szmer sekund za ścianą skrzypienie okiennic wiatr
  • WIGILIJNE REKOLEKCJE

    Rodzina, jej oblicza. Na co dzień i od święta. W trakcie okazjonalnych odwiedzin, przy zastawionym stole, podczas drinkujących zwierzeń, podczas naskórkowych rozmów. Ludzie przybywający z odległych stron, opowiadający o zdarzeniach wysupłanych z  przeszłości, jakieś zapodziane anegdot
  • Wyprawa po przestrzeń życiową – stacja skrzyżowanie

    Przy stole nie znajdziesz miejsca, mimo, że jest pusty - każdy bok będzie zbyt kanciasty, blat zawsze nierówny; gdy przesuniesz dłonią, głęboko w skórę wbije się gwóźdź. Jakkolwiek usiądę, będzie mi wygodnie – oprę łokcie na idealnej wysokości, stołowa noga nie stanie na
  • Przypisy

    Wyrzekam się siebie. To niewielkie wyrzeczenie. Znaczę przecież tyle, ile ślad na plaży. Potem przychodzi fala uniesienia. Znowu chcę, znowu piętnuję sobą ciebie. I już mnie nie ma w tej bajce. Potem następują przypisy, z których jasno wynika brak zrozumienia istoty.
  • Rollercoaster

    To ja ci powiem jak jest. Słońce wschodzi, zachodzi. Czasem deszcz, chmury, albo gwiazdy. Takiej jazdy nie zapewni ci pieprzony rollercoaster! Czasem się budzisz i chce ci się wstać, albo czasem wyć. Wyśnić to się nie może, nie mogłoby, ale żyć - o tak - trzeba by z kilo kok
  • Zmiany, niezmiany

    Język się zmienia. Mieni się. Odcienie, sugestywne odniesienia, prężenie, wiotczenie. Torebka mieści przedmioty, rzeczy. Mówi swoim językiem, dotyka istoty kobiecości. Puderniczka, chusteczka, komórka. Mitoza, zygota, podział. Z drugiej strony: przypięte do spodni kluczyk
  • Aktywność

    Każdy z nas powinien zrewidować swoje myślenie. O sobie, o innych, o innych na swoim tle. Na tle swoich doznań i potrzeb. Powinien zrezygnować z tego, co jest dla niego nieosiągalne, pogodzić się z nieuchronnie postępującymi zmianami, lecz winien pogodzić się z nimi w ten sposób, by to,
  • Spójność

    Moja prawa ręka w twojej lewej dłoni. Ważysz złe i dobre, nie odpuszczasz. Jesteśmy spokojni patrząc na horyzont. Dojdziemy. Gdziekolwiek ta droga, ocean, przestworza - dojdziemy, zostawiając zmysły, świat mając zapisany w spadku po bezdrożach, big bangu, stworzeniu, siedmiu dnia
  • Wojny

    Popatrz jak się napręża, jak siłuje się mężnie armia zaciężna niepewnych nadziei. Najlepszych z pokolenia zabierało szaleństwo. Najlepsze szaleństwa dziś są jak bluźnierstwo. Pozostał z chwały głód, pragnienie i wysuszony szkielet, i jeden może cud. [display_podcast]
  • Podróż do wnętrza

    Łopatką zdejmuje kolejną warstewkę piasku. Natrafia na kosteczkę, odcisk w kamieniu. Delikatnie, pędzelkiem, odsłania wyraźny kształt. Wieki, tysiąclecia, wieczność - przeszłość i przyszłość. Zakodowane i niedostępne. Artefakt jest narzędziem i kluczem. Kiedy się tam
  • Wykrot

    Genialny maestro od piętnowania sytuacyjnego absurdu, Mikołaj Gogol, bystry obserwator ludzkich przywar, zalecał  robienie  durnia z tego, kto robi durnia z nas. Zalecał też śmiech, bo tylko śmiech pozwala nam na zachowanie resztek rozsądku. Nie pusty i grubo ciosany, i nie wulgarny, ale m
  • Bunt...

    …jest i był miarą postępu; jaki bunt, taki postęp. Lecz bunt uzasadniony zdrowym rozsądkiem. Inaczej mamy do czynienia z anarchią, chaosem, jazgotem, czymś nieustająco mętnym, jak wykład idioty uważanego za guru (piękno słów zależy od epoki; podobnie jak ona, przemija, traci poprzed
  • Aktor

    Nie zejść ze sceny, choć czasem kabaret, rzadziej zdziwienie szczere i ból szczery. Świat błaznów ma błazeństwa swoje za sztukę. Sztuka ma błaznów za swoją podporę. Być przez chwilę kimś innym, kimś kto nigdy nie żył? Otworzyć oczy i stać się Piłatem, czy być Piłate
  • Wigilijne przemyślenia

    Zanim opłatek weźmiesz do ręki pomyśl, czy dusza biała jak śnieg? Jeśli skrzywdziłeś przeproś bliźniego, miłością z serca szczerze się dziel. Przypomnij sobie też matki słowa w blasku choinki szeptane łzawo. Śpiewając pieśni pełne nadziei pod biały obrus wkładała sian
  • Podobno nadciąga potop

    Oceany opadają rozproszonymi kaskadami. Podobno za horyzontem jest bezkresne, błękitne niebo, ale tutaj, w zasięgu wzroku, zaciężne chmury w elektrycznym blasku spiżowieją jak nadąsany bachor. Drzewa mówią, że wkrótce nadejdzie potop. Chcą się poderwać do lotu, uciec. Zbyt
  • Staję w słońcu, w cieniu brodzę do kolan

    Niebo błękitne nade mną, a we mnie wspinający się po piszczelach mrok hoduje hipotermię. Nie poruszam się, wrastam między kamienie, kaleczę samym staniem skórę i mięśnie, przeciekam przez ostre krawędzie, między korzenie, między ślepe stworzenia, tam, gdzie jest bezpiecznie
  • Curriculum vitae

    Nie napisał podręcznika do gry w klasy boski cieć, anioł stróż. Nie napisał, nie powiedział mi, jak przeskakiwać przez te kratki dni i nie łamiąc nóg, nie zdzierając rąk do krwi - żyć, by żyć. I pewnie dlatego wyrżnąłem o bruk - nie dlatego, że był lód (zima trzyma
  • Problem

    Mój problem nie jest natury alkoholowej. Moim problemem jest brak akceptacji dla bycia pozbawionym znaczenia, bycia niezauważalnym. Moim problemem jest świat i ludzie. Świat i ludzie są pozbawione znaczenia. Nie zauważam tu cnót, jedynie żal i cierpienie odmieniane przez wszystkie
  • otchłań

    nie je nie pije nie daje mleka.Co robi ? Czeka.(Czesław Miłosz)
  • W kadrze wkrótce będzie już tylko powietrze

    Na fotografii są obecni wszyscy. Częściowo przezroczyści, ale jednak wciąż trzymają się krzesła, podłogi i ściany. Trwają w doniosłości trzaśnięcia migawki. Czas, który im dano, jest zbyt krótki aby zauważyć znikanie, czekanie, przetrwanie. W tym ledwie ułamku tej ledwie
  • Przetrwania

    Gdyby mieszkały tu jakieś anioły, pod tym mostem, jakże radośnie by się śmiały, pod tym mostem. Ale tu tylko ludzie chorzy na życie, pod tym mostem, z kartonu mają poduszkę, z betonu noce, pod tym pomostem. A gdyby tu mieszkały diabły, w tym blokowisku, byłyby szczęśliw
  • Polecam

    (kliknij w zdjęcie)
  • Wtedy Baszka krzyczy

    Demony głodne jak nigdy - wstępują w ciało. Na nic wołanie o ciszę. Rzucają w twarz to, co minione i dzisiejsze. Przyszłość też się staje. Zyskują, bo noc opętaniem wietrzna - a złe zawsze czyta Biblię na opak. Trzecia w nocy drwi z Trójcy Świętej, a swąd lęku potwierd
  • Nadzieje, złudzenia

    Wyobraziliśmy sobie siebie, nas. Niewzruszony szczyt, nieskończoną kruchość lat. Wypuszczone z klatki, oswojone ptaki. Miotane na wietrze, od zagadki do zagadki. Póki czas. Póki mamy czas.
  • Frazes

    W pewnym wieku życzenia stu lat brzmią jak pragnienie rychłego zgonu pozbawionego dostojności jubilata. Oczywiście, można mnożyć, ale któż by chciał: bez zębów, w ostatnim stadium zwiotczenia, pomarszczenia, zapominania, z listą leków dłuższą od życiorysu? Ostateczni
  • Przemiana

    Często zachodziłem do Karola, bo chciałem zobaczyć pokój, który jeszcze parę dni temu zajmował. Do Karola, gdyż nawet później nie myślałem inaczej o swoim pokoju. Mieścił się na pierwszym piętrze, po przeciwnej stronie korytarza, o krok za łącznikiem zespalającym oba skrzydła Do
  • Chwasty

    Nie ma zła ani dobra. Po prostu bywa różnie. Tak przynajmniej mówią w filmach. W różnych filmach. W dobrych i w złych. W tym paradoksie. Różność poróżnia, różność zwycięża. To, co różne na próżno szukać pomiędzy różnymi. Nawet, jeśli opowiedziane w różnych j
  • Najlepszego dla LSC

    i tych, którzy tu bywają. Niech się Wam wiedzie.
  • USS Harry S. Truman

    Kolejny dzień stracony, armia nie ma pojęcia jak nas wykorzystać. Nie zrzuciliśmy żadnej bomby, a przecież za brzegiem ziemia wciąż nie jest czysta od wroga. Musi popłynąć Eufrat i Tygrys, musi popłynąć Nil łez. Oczyszczającym ściegiem z precyzją skalpela ciąć ile wlezie.
  • Non est me ridere

    Nie rozśmieszaj mnie, boże, mówiąc, że masz plan na moje życie. Nie po to dałeś mi wolę, abym teraz miał zrezygnować. Bo moje życie jest w moich rękach. Niestety.
  • Niech płonie las

    W zasadzie są dwa rodzaje śmierci: ta codzienna i ta jedyna, moja własna. Pssst, iskierka zgasła.
  • Gehenna

    Za to, jakim mnie uczyniłaś, córko - dziękuję. Że nazywasz mnie psycholem, a matkę wariatką - dziękuję. Że wracasz do domu nad ranem najebana jak szpadel - dziękuję. Że treneujesz moją silną wolę (jeszcze cię nie zabiłem) - dziękuję. Że na każde pytanie odpowiadasz spierd
  • Mimo wszystko

    Muß es sein? Es muß sein! Ile zaświeci jeszcze słońc, wzejdzie księżyców nad linią, która łukiem przecina dłoń, nim będzie po wszystkim? Póki cieszysz się z zamknięcia oczu, opuszczenia powiek, łaskawość tego czasu jest jak opowieść Marcela na zbyt wielu stronach spi
  • Poeto - może Przyjacielu z cyklu ,, Rozwiewa wiatr '' Kazimierzowi Burnatowi

    Dokąd zmierzasz w cieniu białych brzóz dziwny wędrowcze Poeto - może Przyjacielu nie wiem jeszcze Szron barwi Twoje włosy a mój złoty warkocz płonie blaskiem zachodzących jesieni Dokąd idziesz Poeto - może Przyjacielu a dokąd ja
  • Żegnaj, córeczko

    Nie będzie zła, obojętności, wrogości, żalu. Nie będzie się nic oddalało, ani przybliżało. Nic już nie zaboli, żadne słowo, uśmiech. Nie będzie gestów pustych i przepełnionych spojrzeń pustką. Nie ominie mnie nic z rzeczy ważnych, nie dotknie żadna błahostka. Nie będz
  • Człowiek

    Wciąż jeszcze zdumiewa mnie jego małość. Podnaturalna wręcz, mikrorealna mizerność. Mówi o rzeczach błahych, okruszki światła na  nocnym niebie nazywa skrupulatnie dobranymi imionami, wielkie problemy zbywa jednym półsłówkiem, a mimo to rozpanoszył się jak basza i twierdzi, że ca
  • Niedobór

    Lata składają się z niedoborów. Najpierw brakuje lat do dorosłości, potem brakuje czasu. Wkrótce braknie i mnie. Taki mały niedobór nie zmieni niczego w ogólnym postrzeganiu rzeczywistości. Co innego, gdyby zniknęło słońce. Albo miłość.
  • * * * [było tak bez sensu]

    to było tak bez sensu spadł śnieg o dwunastej dwunastego a ja zaspałem nie wstałem i tkwię w środku aż do wiosny samotny biały z dziurawym garnkiem na głowie brzozową miotłą pod pachą a nos mam czerwony marchwiany taki
  • Consecutio temporum

    Czy nie sądzisz, Noe, że to odpowiedni moment na odrobinę deszczu? Spójrz, Noe, ja ci pod chmury unoszę całe być może - nie czas na wątpliwość. Wcześniej, lub później, bracie, będzie gołębica, skała Arraratu. Nie lękaj się, wypłyń na głębię - wszak, Noe, prowadzi
  • Z zapomnianej ziemi

    Z zapomnianej ziemi zapomniane listy przychodzą i odchodzą - z pamięci w niepamięć. Ludzie, którzy tu żyli w zapomnianych domach w zapamiętaniu pielęgnując ogród i rodziny, bliskich mając na wyciągnięcie skamieniałej ręki, obcych jak księżyc, dalekich lecz wiernych, byli
  • Worek na zwłoki

    Czarna folia. Nie przepuszcza powietrza. Zgrabne zapięcie na błyskawiczny zamek. W środku znane - ulica, park, rzeka, wschód słońca, ćwiartka księżyca, zapach ściółki po deszczu w lesie, dotyk dłoni, wilgotność języka, wszystko, co wypowiedziane, głośny krzyk, nuta cicha.
  • Komuś innemu

    Stare fotografie, jeszcze w wersji papierowej, jedną po drugiej trawi ogień. Trawi w popiele powidok. Zręczny ten artysta i jaki poręczny! Wystarczy iskra. W chwilę pozbawia mnie artefaktów wydarzeń, co do których lepiej by było, żeby zdarzyły się komuś innemu. Kto wie, mo
  • Talizman

    Mam talizman, który mnie ochroni ode mnie. Dwadzieścia dwa centymetry krwawo nierdzewne. Trzymam go w ręce prawej, w ręce skodyfikowanej, podpisanej, opieczętowanej linią życia, innymi liniami, bruzdami, papilarnie i żylaście, moim prywatnym lękiem i jego odwagą zuchwałą. Z
  • Nieznośna lekkość wolności

    Dziura po murze, umarłe żurawie, wyblakła czerwień, nowe i stare twarze. Zatem mamy co świętować. Pieśń tylko nie chce się śpiewać, a wiara przestała dojrzewać. W archiwach jedynie i w muzeach jest pewien spokój o przyszłość. Na ścianie ktoś sprayem wydrapał Quo vadi
  • Zakat

    Dziecko nie ma już siły. Kobiety nie płaczą. Noc jest zimna. Zostaniemy w tym lesie, z dala od Rahjanu. W nocy, w której nie ma Allaha, w nocy dalekiej od Mekki, w nocy bez księżyca, z daleka od świtu. Zamkniemy oczy i może głosem wilków pomodli się nad nami, obcymi, obca zi
  • ACTA

    Tora! Tora! Tora! Pozamykać wszystkie fora! Megaupload, megazłodziej - tak powiedział ksiądz dobrodziej. W internecie zamiast fejsów będzie przybywało pejsów. Z anonimem lecąc w ślinę wnet zamienisz się w padlinę. To pisałem słowem szczerym, teraz idźcie do cholery!
  • Lucidus ordo

    Las nie pamięta skąd się biorą liście,  las nie rozważa zmian kierunku wiatru.  Las odchodzi w trumny, krzyże, stoły, ramy.  O sobie samych mamy zakazane piosenki,  więc wiążemy usta. O sobie samych puste  mamy dźwięki. O sobie samych mamy święte racje,  więc świętuje
  • Opowiadanie pyszałka

    Wyobrażam sobie, że napisałem opowiadanie i choć można się z tego uśmiać, zostało wydrukowane. Zakładam, że ktoś je przeczytał. Zachęcony, biorę się za kolejne, tym razem świadomie, wierząc w potrzebę jego napisania, no i w to, że pokrzepi  mnie na znaczeniu. Jednak następne te
  • Nie proś mnie

     z tomiku "Wiersze niczyje" Nie proś mnie o wiersze nie jestem poetą Tylko poeci opętani szaleństwem odmieniają słowa Nie proś mnie o miłość tylko poeci kochają złudzenia grzechem zdobią myśli Nie proś mnie o szczęście bez przystani wiecznie niespełniona szuka
  • Błękitne Anioły

    Wnętrze kawiarenki internetowej było o tej godzinie prawie puste. Tylko przy trzech stanowiskach urzędowali młodzi zapaleńcy. Nikt nie zauważył wejścia Ewy, nikt na nią nie zwrócił uwagi. Tak było lepiej. Przyzwyczaiła się wprawdzie do biedy, nauczyła się chodzić z jedną nogą kró
  • Kiedy przyjdzie ogień, zatańczę

    Na ulicach, po których jeździły orszaki weselne, pogrzebowe kondukty. Na ławkach w parku, na których siedzieli zakochani ósmego dnia tygodnia. Na łąkach pełnych mleczy, w dyskretnych trawach, zszarzałych kościach. Na stole, gdzie wigilijne potrawy czekają na chirurgiczne narzędzi
  • Błahe

    Wszystko, co najważniejsze; odkryte nieba, przydymione słońca; miłość w muślinie, zaklęcie dotyku; pierwsze kochanie i słowo napierśnik; nocne szlochanie, księżyc, pies i cisza; samotność w korcu maku, jałowy jałowiec; oto człowiek, a to jego anioł; tęskno mi Panie, testame
  • Obiecałeś

    z cyklu "Kreolskie pieśni"   Obiecałeś przyjść tu rankiem i całować moje włosy jakim jesteś więc kochankiem że się lękasz kropli rosy Srebrnej gwiazdy i marzenia lśniącej fali co cię wabi kiedy wyjdę z morza cienia to ma radość cię pozbawi Niepokoju i tęsknoty
  • Między piętrami

    Dwa piętra nade mną mieszkały trzy siostry, zaś piętro wyżej już nie pamiętam. To znaczy - pamiętam... To znaczy - tak mi się zdaje. Trzy siostry były urodzone tak, że najstarsza była ode mnie starsza o dziesięć miesięcy, a najmłodsza była młodsza pewnie z jakieś cztery lata.
  • obiecałam ci wiersz

    Mogliśmy być jak drzewa. Z ramionami w błękicie i twardą korą trwać - zielenić się, gdy przyjdą deszcze. Tak. Było możliwe przyjacielu. Jak słowo rzucone między dzisiaj i wczoraj - w zapach parku, o którym nie chcemy pamiętać, bo pogubiliśmy w nim cienie. Koronka wersu rzu
  • Myśl w ruch wprawiona słowem, zaprawiona ciszą

    Choćby i milion lat, to przecież nie wieczność. Jakże ma przetrwać słowo wobec bezwzględności? Pisze się tu i teraz, dla tych, którzy teraz i tu, i tych co za chwilę, i tych co na morzu. Dla tych paru słów, których nie przeczyta przyszła małpa, rosomak, karaluch, krytyk i p
  • Modlitwy

    z cyklu "Rozwiewa wiatr" Totalna samotność odbija się echem po ścianach mojego serca Idę wciąż pod górę szukam słów modlitwy by dotrzeć na szczyt atakowana przez demony pragnę dobra Nie widzę sensu wizji kochającego Ojca na polu pełnym jadowitych skorpionów Chcę
  • Bez poklasku

    między wzrokiem a słowem plączą się bezdomne uczucia trawione płomieniem namiętności obleczone czarną halką wspomnień układają się do snu los od dawna dzierga szare zycie bez oklasków przejdę przez most codziennności balansując na krawędzi byleby tylko nie wpaść w rzek
  • Zapisane w genach

    Zderzą się kontynenty i wypiętrzą nowe góry, stare szczyty na dnie mórz, pustynie pod lodem. Cóż zostanie ze stworzenia, jak się zmieni horyzont i jakie imiona będą miały rzeki? Co miało być na wieczność, a co ledwie chwilą żyło, czy zostanie choć słowo, gest, miłość
  • Niechciane marzenie

    z cyklu "Rozwiewa wiatr" Jakże złudne są marzenia kiedy księżyc z nocy cienia wyłuskuje srebrne gwiazdy Po co marzyć gdy o świcie wita łąki mgła w błękicie Zbiorę z nieba gwiazd promienie wtedy się połączą cienie i zatańczą nad polami razem z mymi warkoczami I ule
  • Kiedy oczy w jeden ogień wpatrzone

    Łza, która kocha łzę z drugiego oka jest łzą szczęścia. Spływają osobno w dwa kąciki ust. Potem umierają w jednym wspólnym smaku.
  • Kamienne ogrody

    W Arkadii jest ciepło. Bikejka Ewa wdzięczy się przed lustrem. To daje jej szczęście. Na godzinę przed zamknięciem obleci galerię. Może znajdzie coś jeszcze? Chustkę, lub sukienkę? Wróci do domu metrem. Pod ziemią. Wszędzie będzie na chwilę i nigdzie na dłużej. Noc
  • Quasimodo

    Często czułem się jak krasnoludek wierzący w dzieci. Nieraz widziałem to, do czego nie powinienem się przyznawać. Zacznę od Mamy. Był to czas, gdy wolałem nudzić się zespołowo, wyjść na podwórko, zobaczyć inne dzieci, usłyszeć, jak żyją, co robią, kiedy starych nie ma na horyz
  • Litość

    I choćbym poznał milion słów, a litości bym nie miał poukładałbym je jedno obok drugiego i wymieszał. Drogą losową przy użyciu być może jakiegoś sprytnego programu, tak, że sam byłbym smart and art, jedno obok drugiego, lub jedno za drugim. I choćby i tak było, że opisałb
  • Rozczarowanie

    Wszystko było zaplanowane: nawet kwiaty w ogrodzie rosły według planu i zaplanowany kot wygrzewał się w słońcu, które według tego, co ustalone, ogrzewały zaplanowane godziny popołudniowej sjesty. W sukni wymarzonej stała się żoną męża, który według planów miał osiągnąć
  • Czytaj! Zobacz więcej - oficjalny spot

    "Czytaj! Zobacz więcej" to wspólny projekt Bibliocreatio i Biblioteki UW. Film z udziałem pisarzy, artystów, ludzi kultury i sztuki zrealizowało MyWorks Studio.
  • Chemia

    Wszyscy są samotni i to nas łączy. Wiązania związków wielokrotnie złożonych we wspólnym pierwiastku, który występuje w całym znanym wszechświecie i poza nim - dwójmrok światła. Niby nic, a przecież i ty wiesz o co chodzi.
  • Galaktyczni

    My, młodzi chłopcy w zaciasnych regułach, wychodzący na spacer w bezdroża, ostępy, mieliśmy swoje gwiazdy i swoje legiony, kiedyśmy podbijali wszechświat niedostępny. Mieliśmy zmysł ostry i scyzoryk tępy, który ostrzyliśmy co dzień by nim w jakimś drzewie na wieczność, na ch
  • Chłód

    - Kurwa, matka, daj mi spokój! - Czegoś ci potrzeba, córeczko? - Kurwa, matka, jeb się! To się nie nadaje na wiersz, bo to jest proza. To się nie nadaje do opowiedzenia komukolwiek, bo to jest wstyd. Zgroza. W wazonie śmierdzi woda, rodzina na zdjęciu wygląda normalnie. Po ło
  • Gracjan

    Wielki smutek. Gracjan Roztocki. W zasadzie nie wiem, czy powiniennem o nim pisać cokolwiek. Taka na przykład ważka, taki skowronek, pies ma swój zapach, kwiat kwitnie kolorem. Samotność ma swoje oblicza inne niż zazwyczaj przez nas stworzone. Można na przykład założyć kró
  • POSTĘP NA PRĄD - DWA ŚWIATY

    W czasach połowy ubiegłego wieku, gdy przydarzyło mi się nieszczęście ze swoimi narodzinami, otoczenie było szarobure i parciane. Ciężko to pojąć obecnym dzieciakom, ale w tej zgrzebnej epoce nie istniały komórki, wrzaskliwe reklamy, życie podporządkowane kasie, gry komputerowe i empe
  • "Lot nad kukułczym gniazdem"

    Najpierw zobaczyłem film i wywarł na mnie ogromne wrażenie. Potem byłem w teatrze, na spektaklu z udziałem Wojciecha Pszoniaka w roli McMurphy'ego. A na ostatku przeczytałem książkę Kena Keseya. O ile film bardzo mi się podobał, to przedstawienie teatralne, mimo koncertowej gry aktorów i
  • Underdog

    Nigdy nie wygrałem na żadnej loterii, nie poszczęściło się w grach różnych, mniej lub bardziej losowych. Oberwałem za to nie raz, choć zazwyczaj z własnej, niechcianej przyczyny. Pozostały mi blizny na czole po zuchwałym wznoszeniu w zaludnione chmury. Gdyby można zagrać o
  • Słychać śpiew

    jak co roku o tej porze wokół słychać tęskny śpiew ludzie idą przed wieczorem by Maryi oddać cześć gdy różaniec dzierżą w dłoni i litanii słowem pięknie do figurki przystrojonej idą wielbić swą Panienkę o Matuchno weź w ofierze tę modlitwę w ludzkim tłumie ofia
  • ODWAGA PAPKINA

    Ciężko to pojąć urodzonym dzisiaj, ale w uprzedniej epoce nie było życia tak bardzo uzależnionego od prądu, kabli i telefonów, od seksu z chipami, religijnego kultu świętego Pugilaresa, natrętnej wszechobecności kamer, niekoszernych portali czy ujeżdżania po nich. Nie istniał krzykli
  • Opozycje

    Spośród wszystkich najbardziej oczywistych opozycji wyjątkowo podoba mi się kontrast między tobą a mną. Podczas, gdy jesteś ledwie wzrosłą, zieloną łodyżką, ja mam od dawna zdrewniałe, rozsiane, lecz wciąż jako takie pojęcie. Na przykład o szczęściu wiem tyle, ile trzeba
  • Rzeczy do zrobienia na teraz i na potem

    Rozejrzeć się za hotelem na wieczność. W miarę możliwości opłacić i wyremontować. Wyposażyć w to, co niezbędne: pochłaniacz wilgoci i wiekuistą światłość. Założyć teczkę. Zweryfikować się w ubezpieczalni. Spisać wszystkie procedury, loginy, hasła. Ujawnić wszystkie
  • Otumaniony świt

    z cyklu "Bez litości" Otumaniony świt pędzi na oślep ku południowej tęsknocie bezsenna noc odchodzi precz za horyzont marzeń Skalny cień odarty z pożądania umiera bez tchu Zdławiony ciszą poranka jęczysz w konwulsjach dzikiego orgazmu w bełkocie pustych frazesów pajęc
  • Turysta

    Gdy się zwiedza, zawsze coś tam w pamięci zostaje. Jest się wtedy dorywczym pacyfikatorem wrażeń, mędrcem płodzącym refleksje o życiu człekokształtnych ludzi, no i nie bez znaczenia jest fakt, że jak się powraca z terenów tropikalnych, można być szpanerem z paluchem dziobiącym we w
  • Rozwiewa wiatr

    Wiatr rozwiewa ciszę rozpędzone myśli rozszalałe namiętności zostały w morzu letnich barw Pozmiatane szeptem nocy gwiazdy zasnęły w kąciku nieba Zamglone oczy księżyca wypatrzyły drogę do miłości Pójdziemy do świtu mleczną drogą w ramionach nocy gdy ciepły wiatr rozw
  • Dziecko

    Nie pamiętać. Nie mieć za złe, nie tęsknić. Być jak biała kartka. Wciąż na nowo odkrywać, dziwić się. To co złe będzie tylko przez chwilę, to co dobre - bez rozczarowania. Nie popełniać i nie oceniać, nie złorzeczyć i nie piać z zachwytu. Nic, co by trwało dłuzej, niż
  • Korporacja

    Mamy takie same siedzenia, te same oparcia, poruszamy się na kółkach tej samej wielkości. Wykładzina jest ta sama i ten sam kolor ściany, a biurka różnią się zaszeregowaniem w hierarchii pokojów. Czasem można przestawiać jak w kostce Rubika, częściej zużyte wymieniać na now
  • Efezjata

    Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych... Oczy zamknięte i oczy otwarte, sen i nie sen. A między tymi, gdzieś, koło czwartej, ten i nie ten. I jak się zbudzić ze snu o świecie, który jest, jaki jest? Czy widzieć z martwych to tyle co nie widzieć zmarłych? Jeśli doz
  • Rozmowa z lustrem

    Ty co myślisz według instrukcji Przed dojściem do rozumu nie zabieraj głosu Możesz być tylko delatorem wyznań których brak nie oznacza potrzeby Ty co sądzisz że wystarczy wymigać się z odpowiedzialności za cokolwiek żeby być człowiekiem i dosłużyć się szacunku pope
  • Zataczanie kręgu

    Gdzie ta cała mądrość, wiedza życiowa? Brud za paznokciem, poranny oddech. Wszystkiego brak, lecz brak wszystkiego, to nic w porównaniu ze wszystkim wszystkiego utraconym, lub brakiem braków. Wyhoduję cień na ścianie po twoim odejściu, będę uprawiał twój zapach i ślad na dyw
  • Trynd

    Nie można było pojąć, dlaczego nowoodkryty kierunek filozoficzny, Radykalny Konsumpcjonizm, cieszył się traumatycznymi względami różnych wielkich Fusologów. Na próżno zmagano się z tym destrukcyjnym zjawiskiem, które - na drodze psychicznej osmozy - wciekło w trudną świadomość oś

Laura i Filon

Muszę powiedzieć, że nigdy przedtem nie było aż tylu matuzalemów w jednym miejscu. Jeżeli dotychczas zdarzały się większe imprezy, jak, dajmy na to stypy, jeśli wcześniej wszyscy zgromadzeni ciekawscy mieścili się w nim swobodnie, to teraz panował ścisk, powszechny entuzjazm, zaaferowany zgiełk. Kiedy zaś po domu zaczęła krążyć wieść, że oblubieńcy dawno już przekroczyli siedemdziesiątkę,

czytaj całość Laura i Filon

Myśl tombakowa

Intelektualista nowej generacji posiłkuje się sformułowaniami zaczerpniętymi z brewiarza głupka po to, by tym dosadniej i uczeniej wyrazić dętą myśl, że nie ma nic do powiedzenia, a przy okazji, by jego wypowiedź wyglądała na mądrą.

OBSTALUNEK

Przez długi czas nie mogłem rozgryźć sprawy; krążyłem wokół niej i nic mi nie przychodziło do głowy. Byłem zawiedziony, bo kiedyś zajmował stanowisko zbliżone do mojego. Nie takie samo, lecz porównywalne: wówczas wyrzucał z siebie heterogeniczne sądy, burzycielskie mniemania, wtedy coś nas łączyło, choćby wspólna membrana. Mogliśmy przerzucać się tożsamymi przekonaniami, a nasze nocne dyskusje

czytaj całość OBSTALUNEK

Przemiana

Często zachodziłem do Karola, bo chciałem zobaczyć pokój, który jeszcze parę dni temu zajmował. Do Karola, gdyż nawet później nie myślałem inaczej o swoim pokoju. Mieścił się na pierwszym piętrze, po przeciwnej stronie korytarza, o krok za łącznikiem zespalającym oba skrzydła Domu, koło windy, tuż za rogiem. Skręcało się w stronę dyżurki, przechodziło obok brudownika

czytaj całość Przemiana

Po linii najmniejszego oporu

Pod tekstami omawiającymi twórczość Szymborskiej, poetki rozpoznawalnej na świecie, cenionej za głębię i zaskakującą precyzję sformułowań, wydawanej w milionach egzemplarzy, znajdowałem koszmarne wybroczyny internetowej myśli w rodzaju: „ale płytka nędza! Ja takie bzdety piszę w kiblu”. Z ciekawości zaglądałem na tak zwany profil komentatorskiej łajzy, bo chciałem się przekonać, jak sama pisze, bo zakładałem, że

czytaj całość Po linii najmniejszego oporu

Refleksja

– Nie można umieć na 100%. Człowiek pobieżny, uważający się za erudycyjnego macho, popełnia śmiertelny grzech pychy, ma skażone, toksyczne, ograniczone pole manewru, dysponuje chybotliwym zestawem argumentów, które są w zasadzie słuszne, niejako właściwe i ogólnie wyznawane, dopóki nie trzaśnie się w łeb i nie odkryje nowych. Im mniej wie, tym łatwiej mu lawirować pomiędzy

czytaj całość Refleksja

Wypracowanie śpika w patentkach

Wstęp Razem z upływem lat coraz chętniej wracam myślą do tamtych chwil, gdy żyłem odseparowany od dzisiejszych trosk. Przedtem, zanurzony w kolorowych reminiscencjach, utkany z niegdysiejszych marzeń, mogę teraz wyławiać z pamięci widma odległego dzieciństwa; roziskrzone i natarczywe przypominają mi, że warto ulec pierwszym porywom zasychającego serca, wczesnym odruchom naturalnej żywiołowości, poddać się przeczuciom

czytaj całość Wypracowanie śpika w patentkach

Quasimodo

Często czułem się jak krasnoludek wierzący w dzieci. Nieraz widziałem to, do czego nie powinienem się przyznawać. Zacznę od Mamy. Był to czas, gdy wolałem nudzić się zespołowo, wyjść na podwórko, zobaczyć inne dzieci, usłyszeć, jak żyją, co robią, kiedy starych nie ma na horyzoncie, no i czy mają prawdziwego tatę.  Jednak mogłem się z

czytaj całość Quasimodo

Chce się żyć!

Ostatnimi czasy czuł się paskudnie, jak obrabowany, zdradzony, istny cioł i nieokrzesaniec, którego teleportowano z buszu prosto na światła rozpędzonej ulicy. Stał na niej sam, głupi i opuszczony, zagubiony pośród mętliku skrzyżowań, zaułków i wieżowców gwarnej metropolii, ogłuszony klaksonami, z włócznią w pozłotku, w plugawej sukni z walkmanem na Irokezie. Osobiście nie znosił mieć się

czytaj całość Chce się żyć!

Z ŻYCIA WYŻSZYCH SFER

  Za górami, ale i za lasami, żył sobie smok wielce potężny. Tak wielce, że za wyjątkiem królewicza Zagryzka wszyscy się go lękali. Królewicz był zupełnie zadowolony z tego, że smok pożywia się jagódkami, a nie jego poddanymi i nie pragnie niczego więcej, aniżeli być smokiem, który w bajkach straszy dzieci, kiedy nie zjadły kaszki.

czytaj całość Z ŻYCIA WYŻSZYCH SFER