Archiwa

Teleport 022

(Z cyklu Teleportacje)

przed wejściem krzyże stały ubrane
w płaszcze z futrzanym kołnierzem
i witały wybranych wchodzących

w nawach zdobionych
rzeźbą zmęczonych dłoni
zaczynano celebrację

hymnem ku chwale
kołysano niemowle do snu
o przyszłej nierzeczywistości

SPÓŹNIENI

ten lot jest odwołany
i tracimy tylko czas…
tak jak pan X i pani Y
siedzą obok siebie obcy
czekając na nowe połączenie
zapytani o godzinę –
ona mówi, że to nie jej wina
a on, że już w nic nie wierzy
i tylko spóźniony pasażer
niczego nie żałuje

PODRÓŻOWAŁEM

Podróżowałem na południe i na zachód.

Życie okazało się snem, bo noc była tak samo mozolna,
jak dzień.

W miastach oddawano hołd Mammonowi,
a góry i doliny umierały pod wielkim oddechem cywilizacji.

Ciągle rozpoczynano wojny o nowe ideały albo przegniłe obyczaje.
O nowe granice z przeszłości albo o pola minerałów.

Pośród lustrzanych kolumn, mieszkańcy koili w rytmie maszyn
wspomnienia o niespełnionych nadziejach.

Od pokoleń uczono, że rzeczywistość to zapomnienie życia,
bo frustracja była słowem zabronionym.

Obrzędy religijne stały się widowiskami telewizyjnymi
i daremnie powtarzano celebracje.

Każdy spowiadał się z grzechu jedynego – braku czasu,
choć nie było za to przebaczenia.

A wielkie reflektory, oświetlające nocne niebo,
nie były świadectwem oczekiwania na nadejście królestwa.

(Z tomiku „Przebudzenie”)

*** (i blednie dzień)

i blednie dzień i szarzeje z zimna
a miało być zmartwychwstanie
albo chociaż przebudzenie
w miejscach większych
niż obietnice

tak nagle nie odchodź
mój śnie
zróbmy jeszcze kilka kroków
w tej pustce pośród
wspomnień bez twarzy –

jutro myśli znów
będą miały zapach ciszy